Dni Bochni 2026. Dyrektor MDK: „Chciałabym, aby Solna Fuzja Dźwięków towarzyszyła nam przez lata” – WYWIAD

bochnianin.pl 9 godzin temu

Dlaczego największa gwiazda ponownie wystąpi w piątek? Jak doszło do reaktywacji zespołu Blood Money? I dlaczego MDK tak mocno stawia na lokalnych twórców? O kulisach tegorocznego święta miasta w rozmowie z Bochnianin.pl opowiada Anna Kocot-Maciuszek, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Bochni.

Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: – Zacznijmy od tego, iż ubiegłoroczne Dni Bochni zostały bardzo dobrze przyjęte przez mieszkańców. Jak te doświadczenia wpłynęły na budowanie tegorocznej edycji?

Anna Kocot-Maciuszek, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Bochni: – Tegoroczne święto miasta również potrwa, jeżeli chodzi o koncerty, trzy dni: z największą gwiazdą w piątek, kolejną w sobotę i bocheńskim finałem w niedzielę. Drugim elementem, który powtarzamy, bo został przyjęty entuzjastycznie, a wręcz z pewnym zaskoczeniem, jest „Solna Fuzja Dźwięków”. To zaskoczenie brało się chyba stąd, iż mieszkańcy nie przypuszczali, iż bocheńscy wykonawcy mogą stworzyć widowisko na tak wysokim poziomie. Chciałabym, aby „Fuzja” stała się cyklem, który będzie nam towarzyszył przez lata.

Piątek ponownie jest dniem występu głównej gwiazdy, którą w tym roku jest T.LOVE. Dlaczego taki układ?

– Zmieniły się przyzwyczajenia Polaków. choćby prywatne imprezy organizujemy najczęściej w piątki, żeby w sobotę mieć czas na inne zajęcia, a w niedzielę przygotowywać się do pracy. Ten rytm sprawdził się w zeszłym roku, był bardzo pozytywnie komentowany, dlatego się go trzymamy.

T.LOVE i Tymek reprezentują dwa zupełnie różne światy muzyczne. Czy to świadoma próba pogodzenia rockowej tradycji z hip-hopem i rapem dla młodszych odbiorców?

– Oczywiście, chcieliśmy zapewnić mieszkańcom koncert gwiazdy o bezsprzecznej, ugruntowanej pozycji, choć po Lady Pank trudno o kogoś o równie jasnym blasku. Z drugiej strony chcieliśmy wyjść naprzeciw ludziom młodym. Możemy się na to krzywić, ale rap i hip-hop stały się dzisiejszym popem. Są tak popularne, jak rock dla obecnych czterdziestolatków, więc chcemy dostosowywać się do oczekiwań. Korzystając z naszej rozmowy pragnę zaznaczyć, iż przekleństwa, które pojawiają się w tekstach utworów hiphopowych, szczególnie we fragmentach improwizowanych (freestyle) to nie bezmyślne wulgaryzmy, ale narzędzie artystyczne, służące wzmocnieniu przekazu, mające podkreślić „uliczny” klimat tej muzyki. Z góry więc przepraszam, jeżeli ktoś poczuje się tym zniesmaczony. Jak już powiedziałam, nie możemy udawać, iż tej muzyki nie ma i nie jest popularna, a wręcz ważna dla młodszych pokoleń.

W programie nie brakuje też miejsca dla lokalnych twórców. Niedziela ma być wręcz „bocheńskim dniem”. Jak ważna jest dla MDK prezentacja lokalnego potencjału artystycznego obok wielkich gwiazd?

– Dla nas to kwestia kluczowa, esencja naszej misji statutowej. Dla mnie jako dyrektorki MDK pokazywanie lokalnych muzyków, rękodzielników czy plastyków jest jedną z najważniejszych zasad. Przez lata bywało to frustrujące, bo – zgodnie z przysłowiem, najtrudniej być prorokiem we własnym kraju i publiczność na koncertach lokalnych wykonawców nie zawsze dopisywała. Stąd pomysł na „Solną Fuzję Dźwięków”, którą Wojtek Zwierniak zrealizował w sposób przekraczający moje wyobrażenia. W zeszłym roku frekwencja była bardzo dobra, a ci, którzy nie przyszli, po relacjach na portalu Bochnianin.pl mieli poczucie straty. Łączenie „bocheńskich” sił to nasz sposób na zagwarantowanie publiczności.

Mówiąc o łączeniu sił i historii, jednym z najgłośniej komentowanych punktów programu jest reaktywacja zespołu Blood Money. Jak udało się doprowadzić do tego projektu po tylu latach?

– Szczerze mówiąc, nie ma w tym mojej zasługi, choć to historia niemal rodzinna. Mój szwagier, Wojtek Sokołowski, znalazł kasetę Blood Money „Blues małego miasta” i poprosił o przekazanie jej Marcinowi Furmańskiemu. Gdy Marcin pokazał ją Ryśkowi Odziomkowi i panowie policzyli, iż minęło 40 lat od założenia zespołu, Rysiu przyszedł do nas z pytaniem, czy znajdzie się dla nich miejsce na dniowobocheńskiej scenie. Spotkają się i zagrają po ponad 25 latach. Sprawdzałam w rocznikach Kroniki Bocheńskiej – Blood Money ostatnio grali na Dniach Bochni w 1999 roku, a T.LOVE w 1998.

Organizacja tak dużych wydarzeń na odnowionym Rynku to wyzwanie logistyczne. Czy na bazie ubiegłorocznych doświadczeń planujecie jakieś zmiany w strefie gastronomicznej czy zabezpieczeniu imprezy?

– Logistyka będzie podobna: atrakcje dla dzieci wyprowadzamy z Rynku na ulice Sutoris i Solną, a strefę gastro umieszczamy na zachodniej pierzei. Wiem, iż niektórzy narzekali na zasłonięty widok z ulicy Wolnica, ale w naszym mieście nie ma alternatywy. Nie możemy wyprowadzić gastronomii zupełnie poza Rynek, bo ludzie chcą korzystać z jej oferty mając w zasięgu wzroku to, co dzieje się na scenie. Rynek i przyległe ulice musimy wykorzystać optymalnie.

Organizacja święta w takim wymiarze to nie tylko pieniądze publiczne. Jak w tym roku wygląda kooperacja z lokalnym biznesem?

– To dla mnie niezwykle cenne, iż bocheńscy przedsiębiorcy widzą w Dniach Bochni coraz większy potencjał marketingowy i wizerunkowy. Mimo, iż światowy kryzys jest faktem, udział sponsorów ma tendencję wzrostową. Firmy chcą współtworzyć święto miasta, co pokazuje, iż nasze działania mają renomę. Dzięki temu, iż główny program trwa trzy dni, bocheńscy przedsiębiorcy i manufakturzyści mają więcej przestrzeni, by się zaprezentować – czy to poprzez stoiska, czy prowadzenie zajęć, czy reklamę na telebimie. Ten merytoryczny i finansowy udział mieszkańców i biznesu to jedna z największych wartości Dni Bochni.

Dni Bochni to jednak nie tylko scena na Rynku. Co interesującego czeka nas w innych lokalizacjach?

– Na pewno warto zajrzeć na ulicę Solną, jej święto ma wyjątkową atmosferę. Będzie tam edukacja przez zabawę – będziemy m.in. tłumaczyć historię kolorów naszej flagi miejskiej oraz herbu. Na kiermaszowych stoiskach będą prawdziwe perełki. W zeszłym roku tańczyliśmy poloneza, a teraz zaproponujemy układ liniowy, by wspólnie się go nauczyć i wykonać. Zapraszam też do Biblioteki na spotkanie z prof. Marcinem Starzyńskim o najstarszych relacjach dotyczących żup krakowskich oraz do Muzeum, gdzie Paulina Kica opowie o muzycznych obrzędach Nocy Świętojańskiej. Dla najmłodszych w kinie Regis przygotowaliśmy spektakle teatrzyku „Bochenek”. Gratką dla fanów motoryzacji będzie sobotnia Parada Narodów i pokaz motocykli z klubu Honda Gold Wing z 25 krajów.

Na koniec pytanie osobiste: na który moment tegorocznych Dni Bochni czeka pani najbardziej?

– Oczywiście na „Solną Fuzję Dźwięków”. To spełnienie moich marzeń – sytuacja, w której bocheńscy wykonawcy są doceniani na równi z gwiazdami. W tym roku nowością będą autorskie utwory naszych artystów, co czyni ten koncert jeszcze bardziej wyjątkowym. Już się boję, co wymyślimy za rok, żeby poprzeczkę podnieść jeszcze wyżej. Tymczasem z całego serca zachęcam do udziału we wszystkich wydarzeniach tegorocznych Dni Bochni, oby tylko pogoda dopisała.

Czytaj również:

Dni Bochni 2026 – PROGRAM
Idź do oryginalnego materiału