Synekdocha, Nowy Jork to film, który nie prowadzi widza za rękę, ale zmusza go do złożenia sensu z fragmentów własnych doświadczeń. Kaufman rozbija narrację, pokazując życie jako zbiór drobiazgów, których znaczenie zależy wyłącznie od tego, kto patrzy.Są filmy, które układają rzeczywistość za widza. Porządkują emocje, podkreślają momenty, w których powinno się coś poczuć, prowadzą narrację tak, żeby na końcu wszystko się zgadzało, cynicznie obliczając uwagę i reakcje widza zamknięte w 3-aktowej strukturze Syda Fielda. Ale są też takie jak Synekdocha, Nowy York, która robi coś skrajnie...