Dink – recenzja filmu. Gdzie jest humor? Gdzie jest pickleball?

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Co się dzieje, gdy wypalony tenisista, który całym sercem nienawidzi pickleballa, zostaje kontuzjowany? Oczywiście, musi grać w pickleballa, aby wrócić do formy. A co się dzieje, gdy do tego wszystkiego dodamy jeszcze nieszczególnie dobry humor i muzykę country? Wtedy powstaje nam Dink.

Dink to sportowa komedia od Apple TV w reżyserii Josha Greenbauma ze scenariuszem Seana Clementsa. Historia jest w gruncie rzeczy dość prosta. Dusty Boyd (Jake Johnson), zwany również Młotem, w młodości miał przed sobą świetlaną przyszłość jako zawodowy tenisista. Niestety jeden nieudany mecz z Andym Roddickiem i złamany nadgarstek później jego szanse na tenisową sławę legły w gruzach.

Zobacz również: Heartstopper Forever – recenzja filmu. Wideo-fanfiction zamiast dobrego finału

Teraz Dusty uczy dzieci, jak odbijać rakietą piłkę, pracując w należącym do jego ojca klubie sportowym. Ojca, którego w tej chwili łączą z synem jedynie fakt, iż żaden z nich wciąż nie może się pogodzić z porażką Dusty’ego i ich wspólna nienawiść do pickleballa. To drugie jest o tyle problematyczne, iż fani tego sportu domagają się więcej boisk w klubie. A to, według ojca Dusty’ego, doprowadziłoby do zniszczenia tenisa, upadku ludzkości, apokalipsy i nastania mrocznych czasów. Jedyną szansą na powstrzymanie tego jest pojedynek, czy raczej mecz. jeżeli wygra reprezentant tenisistów, gracze pickleballa nie dostaną kolejnych boisk. W innym przypadku świat czeka epidemia tego sportu. Dusty oczywiście chce udowodnić ojcu swoją wartość i stanąć do walki w obronie tenisa. Niestety, ponownie doznaje kontuzji nadgarstka, a jeżeli chce powrócić do formy na czas… Musi ćwiczyć, grając w znienawidzony sport.

Zacznijmy od rzeczy, która z pewnością niejednym twórcom komedii spędza sen z powiek – humor jest niezwykle subiektywny. Oznacza to tyle, iż to, co wydaje się zabawne dla jednej osoby, na przykład scenarzysty, może być odebrane przez widza jako całkowicie nieśmieszne. Tak jest niestety w przypadku moich wrażeń po seansie.

Fot. materiały prasowe

Zobacz również: Odyseja – recenzja filmu. Boskie widowisko

W wielu miejscach humor po prostu nie wybrzmiewa. Nie pomaga też fakt, iż skupia się on głównie na wywołaniu u widza uczucia zażenowania. Zwłaszcza, gdy pewne żarty są powtarzane do znudzenia i nigdy szczególnie nie bawią. To nie znaczy, iż nie ma tu fajnych momentów. Na pewno kilka razy cicho parsknęłam śmiechem podczas oglądania, tylko iż było to za mało, aby uznać film za dobrą zabawę.

Z pozytywów, Jake Johnson zdecydowanie świetnie sobie radzi w komediowych rolach. Miło też się patrzy, gdy wchodzi w interakcje ze swoimi towarzyszkami w pickleballu, w które wcielają się Mary Steenburgen, Cleo King i Lynne Marie Stuart. Tutaj szczęśliwie mogę powiedzieć, iż postać grana przez zmarłą Stuart byłą najsympatyczniejsza z całej trójki. Aaron Chen, grający przyjaciela Dusty’ego, umie kreować zabawnych bohaterów. Szkoda tylko, iż jego rola ogranicza się tylko do dwóch żmudnych żartów. Sama postać Dusty’ego jest na tyle niesympatyczna, iż trudno mu kibicować, a gdy wreszcie bohater zmienia się na lepsze, to ma się wrażenie, iż ta zmiana wynikała tylko z tego, iż tak nakazywał scenariusz. Co jeszcze gorsze, Dusty nie jest jedyną taką postacią w całym filmie. Trzeba jednak przyznać, iż grający siebie samego Andy Roddick prawdopodobnie nie zdobędzie nigdy Oscara, ale spokojnie może sobie dorabiać aktorsko na sportowej emeryturze.

Fot. materiały prasowe

Zobacz również: Jej Piekło – recenzja filmu. Nie wiem, co myśleć

Fabuła filmu jest do bólu przewidywalna. I prawdopodobnie nie byłoby to nic złego, gdyby nie to, iż brak dobrego humoru tę wadę bardzo dobitnie odsłania. Czy letnie komedie sportowe muszą zawsze prześcigać się w konkursie na najbardziej oryginalny scenariusz? Nie, ale Dink po prostu nie oferuje nic w zamian. Paradoksalnie, jak na historię o pickelballu, nie ma go tam aż tak dużo. Dusty bardzo gwałtownie orientuje się, iż choćby całkiem dobrze się bawi podczas gry, a zamiast tego musi polubić muzykę country. Nagle bowiem okazuje się, iż pickleball to niejedyna rzecz, której Dusty niesłusznie nie znosi. Może jednak nie powinnam tutaj być zbyt surowa, bo jedna z najlepszych scen tego filmu, koncentruje się właśnie na tym wątku. I przynajmniej można posłuchać całkiem fajnych kawałków.

Dink to komedia sportowa, która nie dość, iż nie uracza widza dobrym humorem, to jeszcze gdzieś po drodze zapomina o tym, iż powinna się skupić na sporcie. Z pewnością znajdą się widzowie, którzy bez większego narzekania obejrzą ten film. Tylko, iż mogło wyjść z tej produkcji coś naprawdę fajnego, a zamiast tego otrzymaliśmy jedynie bardzo schematyczną historię z irytującymi bohaterami i nieszczególnie udanymi żartami.

Fot. główna: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału