Okładka z dupy bo przedstawia nie wiem co??? Ścianę tabalugowego garażu, na której ktoś trzepał puchę sprayu??? Być może ale to jest najmniej ważne bo muzycznie jest tak dojebane, iż hohoho.
Jeden ludek ubył więc w tej chwili klasycznie dwie gitary sobie rzezają ale wokalnie to jest kierwa apogeum wściekłości. Dwa dodatkowe voxy gościnnie robią masakrę nienarodzonego. W otwierającym kawałku miałem straszne obawy bo były kwiki świńskie ale to tylko tak aby zerwać stringi a potem bierzesz wszystko. No słucham płyty takiej jakby Edge Of Sanity nagrał Unortodox'a tylko 10x wścieklej.
Te riffy, te melodie, które tak lekko sobie pogrywają na tej rzeźni to jest pierdolony kunszt i nikt tu się nie sili aby teraz nagle zagrać tempo 5/4 bo jestem taki pro gitarist. Wykurwisty płyt, który w zaledwie 32 min rozstawia po kątach. No nie, muszę to jeszcze raz powiedzieć. Gitara prowadząca tu robi poezję. Panie Swano??? Pan to słyszysz??? Oni to zrobili.
Statystyki: autor: Hajasz — 3 min. temu
















