Drugi album Norwegów wpadł mi na radar głównie ze względu na zestaw inspiracji. Autopsy, Repulsion, do tego trochę szwedzkiego gruzu spod znaku Entombed – zapowiadało się kozacko. I faktycznie, wszystko jest tu na swoim miejscu. Ciężkie, muliste gitary, oldschoolowe riffy, perkusja, która raz przyspiesza, a za chwilę grzęźnie w wolniejszych, cuchnących fragmentach. Wokal to niski, chropowaty bulgot bez zbędnych udziwnień. Problem w tym, iż mimo solidnego wykonania płyta nie wciąga mnie na dłużej. Początek jest mocny, pojedyncze riffy robią robotę, ale z czasem wszystko zaczyna się trochę zlewać. Brakuje mi momentów, które rzeczywiście zostałyby w głowie. Może to już zwyczajny przesyt oldschoolowym death metalem. Takich zespołów jest w tej chwili tyle, iż samo poprawne odegranie znanych wzorców przestało wystarczać. Nie jest to jednak słaby album. Wręcz przeciwnie – to solidny, dobrze zagrany death metal, który zyskuje przy kolejnych odsłuchach i ma kilka naprawdę udanych momentów. Horrifier wiedzą, co robią, i trudno zarzucić im coś konkretnego. Mimo to
„Revelations of Gore” bardziej mi się podoba, niż naprawdę mnie porywa.
iframe
Statystyki: autor: Szajtan — 47 min. temu