Deathstorm wrócili po ośmiu latach bez zbędnego szumu.
„The Highest Predator” to cztery numery i niecałe 23 minuty konkretnego mięsa. Zero zbędnych ozdobników – krótki komunikat: żyjemy i przez cały czas potrafimy przyłożyć. To klasyczny, zwarty death metal z blackowym nalotem. Słychać echa Morbid Angel, Immolation, Incantation czy Deicide, ale bez muzealnego kopiowania. Deathstorm niczego tu nie odkrywają, ale przypominają, iż można grać prosto, ciężko i z sensem.
„The Highest Predator” gryzie konkretnie.
iframe
Nie wiadomo, czy to zapowiedź większego materiału, czy tylko krótki raport z podziemia. Pewne jest jedno: polski death metal wciąż ma jad. I dobrze, iż czasem ktoś jeszcze potrafi go podać bez pozy, bez plastiku i bez zbędnych ceregieli.
Statystyki: autor: Szajtan — 5 min. temu