I wychodzi mi na to, iż to chyba najlepsza ich rzecz od czasu reaktywacji. Powrót Andersa Björlera zrobił swoje, bo znowu jest tu sporo naprawdę dobrych riffów i melodii, ale bez próby robienia drugiego „Slaughter of the Soul”. Jest też mniej kombinowania niż na „The Nightmare of Being”, który mocno podzielił fanów – dla jednych to był krok w dobrą stronę i odświeżenie stylu, a dla innych dowód na to, iż zespół zaczął dryfować w dziwnym kierunku. Tutaj kawałki są krótsze, bardziej zwarte i zwyczajnie mają więcej ognia. „A Ritual of Waste”, „In Dark Distortion” czy „Of Interstellar Death” wchodzą mi szczególnie dobrze.
Nie wszystko jest idealne. Gdzieś w drugiej połowie kilka numerów zaczyna mi się trochę zlewać i można mieć wrażenie, iż zespół kolejny raz obraca te same, dobrze znane patenty. Tyle iż tym razem robią to z takim nerwem, którego na paru wcześniejszych płytach trochę mi brakowało. Tompa brzmi świetnie, a jego zdarty, pełen desperacji wokal nadaje całości dodatkowej mocy.
No i „Black Hole Emission” na koniec... ciężko tego słuchać bez dodatkowych skojarzeń, szczególnie kiedy pada „Unconditional Capitulation / Cancerous, Unsound”. Mocne zakończenie płyty i, niestety, całej pewnej epoki At The Gates.
Jeżeli to faktycznie ma być ostatnie słowo zespołu w tej postaci, to lepszego pożegnania z Tompą chyba trudno było sobie wymyślić.
Statystyki: autor: Szajtan — 24 min. temu









![Już niedługo Baranowski Piknik Profilaktyczno-Zdrowotny "Zdrowo i pokoleniowo" [PROGRAM]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/projekt_bez_nazwy5-0.png)

