Death Metal • Re: At the Gates

brutalland.pl 7 godzin temu
Słucham tej płyty i nie potrafię odciąć się od tego, co się stało. Najbardziej uderza to, kiedy wchodzą wokale. Trudno nie myśleć o tym, co siedziało Tompie w głowie, kiedy stał przed mikrofonem i nagrywał te ścieżki. I pewnie dlatego za pierwszym razem bardziej siedział mi w głowie cały ten kontekst niż sama muzyka. Dopiero po kilku odsłuchach zacząłem traktować tę płytę po prostu jako nowy At The Gates.

I wychodzi mi na to, iż to chyba najlepsza ich rzecz od czasu reaktywacji. Powrót Andersa Björlera zrobił swoje, bo znowu jest tu sporo naprawdę dobrych riffów i melodii, ale bez próby robienia drugiego „Slaughter of the Soul”. Jest też mniej kombinowania niż na „The Nightmare of Being”, który mocno podzielił fanów – dla jednych to był krok w dobrą stronę i odświeżenie stylu, a dla innych dowód na to, iż zespół zaczął dryfować w dziwnym kierunku. Tutaj kawałki są krótsze, bardziej zwarte i zwyczajnie mają więcej ognia. „A Ritual of Waste”, „In Dark Distortion” czy „Of Interstellar Death” wchodzą mi szczególnie dobrze.

Nie wszystko jest idealne. Gdzieś w drugiej połowie kilka numerów zaczyna mi się trochę zlewać i można mieć wrażenie, iż zespół kolejny raz obraca te same, dobrze znane patenty. Tyle iż tym razem robią to z takim nerwem, którego na paru wcześniejszych płytach trochę mi brakowało. Tompa brzmi świetnie, a jego zdarty, pełen desperacji wokal nadaje całości dodatkowej mocy.

No i „Black Hole Emission” na koniec... ciężko tego słuchać bez dodatkowych skojarzeń, szczególnie kiedy pada „Unconditional Capitulation / Cancerous, Unsound”. Mocne zakończenie płyty i, niestety, całej pewnej epoki At The Gates.

Jeżeli to faktycznie ma być ostatnie słowo zespołu w tej postaci, to lepszego pożegnania z Tompą chyba trudno było sobie wymyślić.

Statystyki: autor: Szajtan — 24 min. temu


Idź do oryginalnego materiału