Death Metal • Re: At the Gates

brutalland.pl 4 godzin temu
Ja musiałem jakiejś mocy urzędowej nabrać aby w końcu posłuchać ten album. No ale jak włączyłem to dzisiaj leci już n-ty raz i pewnie poleci przez większość weekendu. Mam tylko jedną jedyną prośbę a choćby marzenie aby to był TEN ostatni album, który zamknął cały rozdział i więcej nic nie ma.
Tym razem już na okładce jest inaczej bo dominuje czerń i tylko odrobinę ciepłego pomarańczowego kolorku. Czarne gwiaździste niebo i szlak na szczyt, który jest taką złowrogą czachą. Idealnie ujęta jest ta droga jaką przeszedł sam zespół. Wzloty, upadki, wejście na szczyt, upadek i powrót na samą górę a wszystko w czarnych barwach. Muzycznie bracia Björler może nie osiągnęli tutaj szczytu możliwości ale najpewniej nagrali najbardziej smutne melodie i pasaże. Sekcja rytmiczna trzyma niesamowity poziom a Erlandsson chyba na tym albumie stwierdził, iż blachy zrobią robotę bo takiego użycia talerzy u nich jeszcze nie słyszałem. Udało im się zrobić dwie rzeczy, które dla 90% zespołów są nieosiągalne. Pierwsza to kiedy powrócili w tym samym składzie w jakim nagrali Slaughter Of The Soul. Pogodzeni, wyjaśnione wszystkie problemy. Każdy album po reaktywacji to mistrzostwo i poziom wystrzelony poza skalę. Przeważnie album po reaktywacji to kicha albo wykalkulowane granie aby ludzie kupili na zasadzie "Patrzcie jak wracamy i jak bardzo brakowało nam grania". Niestety realia zawsze są takie, iż promocja wytwórni nie ma pokrycia z jakością muzyki. At The Gates nagrał nie jedną a TRZY płyty i każda jest jak diament. Gramy tak jak czujemy a czujemy, iż nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Druga sprawa to album pożegnalny. Album, który nie jest jakimś miałkim pitoleniem tylko detem zagranym na smutne melodie. I tak ten album ma jeden mankament a są nim wokale. Tym razem trochę schowane za instrumentami, czuć w nich, iż gardło nie ma sił i zamiast mocy wydobywa się rozpacz.
Jeżeli to prawda, iż zostały nagrane w jeden dzień i jeszcze przed operacją to faktycznie to słychać, iż śpiewa schorowany człowiek a mimo tego zrobił to jakimś nadludzkim wysiłkiem i pewnie gdyby było inaczej ze zdrowiem i gwarancją, iż wszystko się uda i będzie można znowu drzeć japę na pełnej to Lindberg by tak tego nie zostawił. Finalnie taka jest ta płyta i nic więcej nie trzeba dodawać.

Statystyki: autor: Hajasz — 33 min. temu


Idź do oryginalnego materiału