Słucham sobie ostatnio sporo Adramelech (Adramelch też, ale o tym już było gdzie indziej

) i co okrążenie utwierdzam się w przekonaniu, iż jeżeli metal śmierci nie popadający w death/doom ani inne mieszanki, to właśnie taki, jak jest na pierwszym, dużym pełnograju bohaterów wątku.
Psychostanisława bowiem ma w zasadzie wszystko to, czego oczekuję od szybkiego death metalu. Dziwaczny, psychodeliczny klimat pobrzmiewający w tle, ale będący tam cały czas. Niski wokal wypełniający wiercące, drążące riffy, wrywające się prosto w mózg. Całkowity brak elementu biesiadnego. Całkowity brak rozmydlenia się, grany jest tylko konkret. Zmiany temp i nastrojów płynnie wynikające jedne z drugich, brak najebania przeskoków dla samej zasady, żeby tylko można było pomlaskać jaka to dobra muzyka bo zmian tempa dużo. Doskonała płyta i niezmiennie jeden z moich faworytów w starym defie.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 13 min. temu