Po zakulisowych problemach, które odbiły się na jakości poprzedniego sezonu, „Daredevil: Odrodzenie” wraca z bardziej spójną i intensywną kontynuacją. Oceniamy całość bez spoilerów.
„Buntujcie się. Burzcie. Budujcie”. Gdy pod koniec 1. sezonu Matt Murdock (Charlie Cox) zapowiadał zbliżającą się wojnę na ulicach Nowego Jorku, byliśmy dopiero na półmetku wyczekiwanego, ale i wyboistego powrotu Diabła z Hell’s Kitchen na mały ekran. Czy w 2. sezonie „Daredevil: Odrodzenie” idzie za słowami swojego bohatera, naprawia błędy poprzednika i przywraca rogatemu mścicielowi należną mu pozycję w MCU?
Daredevil: Odrodzenie sezon 2, czyli wojna o Nowy Jork
Składający się z ośmiu odcinków 2. sezon, który od dziś można oglądać na Disney+ (odcinki co tydzień, widziałem przedpremierowo całość), zaczyna się niedługo po wypowiedzeniu przez burmistrza Wilsona Fiska (Vincent D’Onofrio) wojny zamaskowanym herosom. Brutalna milicja wprowadza na ulice Nowego Jorku rządy terroru, oponenci znikają bez śladu i są pozbawiani podstawowych praw, a pod przykrywką polityki i medialnej propagandy rośnie przestępcze imperium. Daredevil i jego nieliczni zwolennicy zostają zmuszeni do zejścia do podziemia i samotnej walki z całym skorumpowanym systemem. Ale czy to powstrzymuje ich od działania?
„Daredevil: Odrodzenie” (Fot. Marvel/Disney+)Bardzo gwałtownie przekonacie się, iż ani trochę, bo sezon zaczyna się od grubej akcji, a potem napięcie… trochę spada. Ale spokojnie, tylko na chwilę. Twórcy serialu na czele z showrunnerem Dario Scardapanem zadbali o to, żeby nowe odcinki miały solidną fabularną podbudowę i efekt ich prac widać na ekranie, gdzie widowiskowa akcja zgrabnie uzupełnia się z wciągającą i budzącą duże emocje, ale też często bardzo osobistą i skupioną na indywidualnościach historią.
Zakulisowe turbulencje, które sprawiły, iż poprzednia seria wyglądała na posklejaną z różnych, nie zawsze pasujących kawałków, tutaj są już przeszłością, a większa kontrola nad scenariuszem ewidentnie wychodzi „Odrodzeniu” na dobre. Nie tylko pod kątem zwykłego prowadzenia i trzymania fabuły w ryzach, z czym przed rokiem był problem, ale również jeżeli chodzi o naszkicowanie zarówno osobistego, jak też politycznego i społecznego tła komiksowej historii. Efekt? Dajcie twórcom dwa, trzy odcinki na rozpęd, a zobaczycie, iż potem akcja utrzyma wysokie tempo już do samego końca, a wy kilka razy wstrzymacie oddech z napięcia.
Daredevil: Odrodzenie – sezon 2 jak odbicie Ameryki
Jeszcze wcześniej zauważycie natomiast, iż fabuła skupiająca się na nierównej walce naszego herosa z pozbawionym skrupułów i podpierającym się brutalną siłą aparatem władzy ewidentnie coś przypomina. Co prawda dodatkowy kontekst jest absolutnie przypadkowy (Marvel jak ognia unika odniesień do prawdziwych wydarzeń), ale podobieństwa między trumpowską Ameryką a kingpinowskim Nowym Jorkiem są aż nadto widoczne, czyniąc serial niespodziewanie aktualnym.
„Daredevil: Odrodzenie” (Fot. Marvel/Disney+)Oczywiście nie pierwszy to przykład serialowej fikcji, której twórców zaskoczyło, w jak dużym stopniu rzeczywistość dogoniła lub przegoniła ich pomysły (w dzisiejszych czasach to już standard). W tym przypadku tło dodaje jednak historii wyjątkowej mocy, skutecznie podkreślając najważniejsze fabularne motywy, w tym kreowanie podziałów w społeczeństwie oraz podsycanie nienawiści i lęku wobec konkretnych grup lub jednostek. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż aby znaleźć równie dobrego pod fabularnym względem „Daredevila”, trzeba by się cofnąć do zamierzchłych czasów początku serialu jeszcze na Netfliksie.
Choć jego bieżącej odsłonie wciąż brakuje dawnej głębi, balansowanie między komiksowym superbohaterstwem a przyziemną niezgodą na niesprawiedliwość sprawdza się w nowym wydaniu naprawdę dobrze. Dzięki temu serial nie traci rytmu w momentach przestoju, a widz nie nudzi się w oczekiwaniu na kolejne starcia Daredevila z brudnymi gliniarzami z Oddziału do Walki z Mścicielami (swoją drogą sceny akcji wyglądają w tym sezonie znacznie lepiej, nie tylko z powodu czarnego stroju i pożądanego przez fanów symbolu na piersi bohatera). Wręcz przeciwnie, bo do najbardziej pasjonujących, wzbudzających najwięcej emocji i pełnych zwrotów akcji konfrontacji dochodzi w tej serii często nie na ulicy, ale np. na sali sądowej.
Daredevil: Odrodzenie sezon 2 to nie tylko Matt Murdock
Co więcej, czasem nie jest choćby do tego potrzebny Matt Murdock, mimo iż główny bohater do spółki z Fiskiem niezmiennie stanowią oś napędową całej historii, a sam D’Onofrio przez cały czas potrafi wypełnić ekranową przestrzeń swoją charyzmą równie skutecznie, jak potężnymi gabarytami. Para adwersarzy to też przez cały czas najlepiej napisane postaci w serialu, choć już pośród najbardziej złożonych mają bardzo mocną konkurencję.
„Daredevil: Odrodzenie” (Fot. Marvel/Disney+)Wszystko przez to, iż w tym sezonie na dobre wróciła Karen (Deborah Ann Woll) i jest to powrót ze świetnym skutkiem. A cieszy tym bardziej, iż rola bohaterki nie ogranicza się do przytakiwania Mattowi. Odmienne zdania tej dwójki prowadzą do bardzo ciekawych konfrontacji, rzucając trochę nowego światła na standardowe „daredevilowe” dylematy, jak poczucie winy, zemsta czy odkupienie. Efekt jest na tyle dobry, iż nie zdziwi mnie, jeżeli wielu widzów postawi się tym razem po przeciwnej stronie barykady niż wcześniej, a sama Karen przyćmi wiele bardziej efektownych postaci. Tak, choćby Jessicę Jones (Krysten Ritter), na którą trzeba będzie trochę poczekać.
W przypadku pozostałych bohaterów drugiego planu już aż tak dobrze nie jest, bo albo dostali kilka czasu i materiału, jak tajemniczy Pan Charles (Matthew Lillard, „Cross”), albo w większym stopniu oparto się przy nich na komiksowym przerysowaniu. To drugie tyczy się przede wszystkim rozbudowanych wątków Heather Glenn (Margarita Levieva) i Bulleseye’a (Wilson Bethel), gdzie psychologiczne braki udało się jednak wypełnić przekonującymi kreacjami aktorskimi. To samo można powiedzieć o Michaelu Gandolfinim, który doczekał się ciekawszego (lub jakiegokolwiek) wątku dla Daniela.
Daredevil: Odrodzenie sezon 2 to uczta dla fanów Marvela
Sporym rozczarowaniem okazała się natomiast dla mnie Vanessa Fisk (Ayelet Zurer), którą uważam za jedną z ciekawszych postaci w serii, ale do której nie potrafiono znaleźć odpowiedniego klucza. Podobny zarzut można wysunąć w kierunku jeszcze kilku innych bohaterów (Cherry, Kirsten, Sheila…), których nie do końca wiadomo po co upchnięto w gęsto wypakowanej wątkami fabule.
Jasne, zawsze fajnie zobaczyć, jak Tony Dalton wymachuje szabelką, ale odchudzenie obsady o parę nazwisk mogłoby serialowi wyjść na dobre. Z drugiej strony nie mam poczucia, iż diametralnie zmieniłoby to moje ostatecznie i tak pozytywne wrażenie o całym 2. sezonie. Bo koniec końców nie da się twórcom odmówić, iż wykonali swoją robotę bardzo porządnie.
„Daredevil: Odrodzenie” (Fot. Marvel/Disney+)Uwypuklenie mocnych stron serialu, w tym przede wszystkim komiksowego rodowodu i wyrazistych postaci, okazało się prostą, ale skuteczną drogą do celu. Wprawdzie sprzątanie po całkowitej zmianie koncepcji przed 1. sezonem w tej serii przez cały czas jeszcze trwa, ale jego efekty są dziś już znacznie wyraźniejsze niż wcześniej.
Już samo podrasowanie choreografii walk i wyrazista przemoc (nieustępująca brutalnością serialowi Netfliksa, a czasem choćby dodająca do niej szczyptę ekscentryzmu) powinny wystarczyć, żeby zadowolić wiernych fanów serii. Ale ci szukający w „Odrodzeniu” śladów dawnego, wielowarstwowego, zatopionego w mroku i moralnych dylematach oraz odległego od MCU „Daredevila”, też nie powinni być zawiedzeni.
Choć dziś to zupełnie inny serial, w 2. sezonie wie on znacznie lepiej, czym adekwatnie chce być, a już potwierdzony ciąg dalszy to wyraźny sygnał, iż aktualnie obrana ścieżka będzie kontynuowana. jeżeli w takim stylu jak tutaj, to o przyszłość bohatera można być spokojnym.
















