Czasem w losowym momencie życia pojawia się ten jeden telefon, który wywraca wszystkie plany do góry nogami. W tym przypadku cała przygoda zaczęła się od pytania: "Czy lubisz 'Daredevila'? Bo polecisz do Nowego Jorku". Gdy minęły dwie sekundy totalnego oszołomienia, byłam w stanie wydukać tylko: "To chyba ta okazja, w której nie wypada mówić 'nie'?".
No i nie powiedziałam. Gdy tylko otrzymałam bilety lotnicze, spakowałam walizkę i poleciałam na wywiad z twórcami serialu "Daredevil: Born Again", sezon 2. Jak wyglądała podróż i przede wszystkim - co wydarzyło się w trakcie mojego pobytu w USA? Zapraszam na krótką relację z podróży.Reklama
Nowy Świat i nowe problemy
Po dokładnym sprawdzeniu, czy aby na pewno paszport jest istotny i jak w tej chwili wygląda kwestia wizowa (okazuje się, iż złożenie samego wniosku ESTA nie jest trudne, jednak akceptacja nie oznacza automatycznej zgody na wjazd do kraju, do czego wrócę niebawem), spakowałam walizkę i już 2 marca pojawiłam się na lotnisku w Krakowie. Stamtąd leciałam do Warszawy, by ostatecznie trafić do samolotu, który poniósł mnie przez ocean.
Sama podróż była bardzo przyjemna, choć długa - obsługa dbała o komfort pasażerów, a ja odkrywałam na nowo zalety czytnika e-booków, o którym zapomniałam na długie miesiące. Pomimo sporego zachmurzenia, mogłam podziwiać wybrzeże Danii, jasno oświetlone i ośnieżone miasteczka na Islandii oraz mroźne oblicze Kanady.
Największe wrażenie mimo wszystko zrobiły pierwsze miasta Stanów Zjednoczonych widziane z lotu ptaka. Metropolie wyglądały jak małe gwiazdozbiory, które raz były bardziej skupione w jednym punkcie, a z czasem coraz bardziej "odpływały" w galaktykę.
Nic jednak nie było w stanie przygotować mnie na widok Nowego Jorku, który okazał się być praktycznie całym wszechświatem - czułam się, jakbym odkrywała całkowicie nowy świat i w sumie tak było. To była dla mnie pierwsza taka wyprawa, jednak po chwili zachwytu pozostała poważna wątpliwość - czy będę mogła przekroczyć granicę?
Przyzwyczajona do podróży po Europie, kontrole graniczne raczej mnie rozleniwiły. Jednak teraz o moim losie miał zadecydować jeden człowiek, który swoim zachowaniem przypominał urzędnika z początku lat 2000. "Po co przyjeżdża?", "Gdzie śpi?", "Kiedy wyjedzie?" - pytania zadawane tonem, jakby pan raczej robił wszystko, byle mnie nie przepuścić. Po chwili rozmowy niechętnie przyjął paszport i wbił pieczątkę - oficjalnie mogłam wyjść z lotniska.
Podróż do hotelu była krótka, a ja coraz bardziej odczuwałam skutki tzw. jet lagu - na zegarku widziałam 21:00, a czułam, iż w domu jest już 3:00 nad ranem. Czas jednak płynął nieubłagalnie, a ja musiałam zebrać siły na wywiad z Dario Scardapane i Saną Amanat.
"Daredevil: Born Again": zieleń widzę
Gdyby ktoś zapytał mnie, jak wyobrażałam sobie to wydarzenie, liczyłam raczej na pokaz choćby kostiumów, zobaczenie fragmentów scenografii czy choćby postaci aktorów wyciętych z kartonu. Otrzymałam spacery długimi korytarzami, które mogłyby prowadzić dokądkolwiek, szybki obiad i 10 minut wywiadów z twórcami, które odbywały się na tle... greenscreena. Udało mi się kątem oka zauważyć tylko kilka kostiumów policjantów z serialu i kilka pokoi do charakteryzacji - to był cały pobyt w studio.
Gdy dowiedziałam się, iż tuż po rozmowach mam zostać odwieziona prosto do hotelu, stwierdziłam, iż bez względu na pogodę wyruszę na przygodę - nie można odwiedzić Nowego Jorku i dać zamknąć się w pokoju!
Postawiłam sobie trzy jasne cele: zobaczyć Empire State Building (to właśnie tam według Ricka Riordana mieści się współczesny Olimp), Times Square oraz Central Park. Pogoda bardzo starała się utrudnić całą wyprawę - śnieg i deszcz z zapałem próbowały zawrócić mnie z wyznaczonej trasy. Nie dałam się, a choćby uchwyciłam kilka klimatycznych kadrów.
Koniec krótkiej przygody
Dzień wylotu także spędziłam na spacerach i badaniu najbliższej okolicy hotelu. Mogę z dumą powiedzieć, iż przeszłam wiele kilometrów, poznając kolejne uliczki Brooklynu, odkrywając piękne murale oraz polskie sklepy - gdy zobaczyłam "Biedronkę", poczułam się niemal jak u siebie.
Podróż powrotna - mimo drobnych komplikacji - była przyjemna. Nieco przewrotnie włączyłam sobie do posiłku film "Oszukać przeznaczenie" - wspaniale ogląda się produkcje o pechowcach kilka tysięcy metrów nad oceanem.
Nowy Jork - rozczarowanie?
Podróż do Nowego Jorku zdecydowanie była ogromną przygodą, za którą jestem niezmiernie wdzięczna - takie okazje nie trafiają się na co dzień. Niestety, ze względu na długość pobytu, nie mogłam zobaczyć wszystkiego, co oferuje to miasto. Mimo wszystko dotknęłam tempa, którym pulsuje metropolia, biegu, w którym żyją tamtejsi ludzie i hałasu, w którym czasem trudno się odnaleźć.
"Daredevil: Born Again" to świetny serial, drugi sezon zapowiada się jeszcze lepiej, a wywiad z twórcami był owocny, choć zabrakło mi nieco więcej rozmachu w samej organizacji wydarzenia prasowego.
Czy powtórzyłabym taką wyprawę? Oczywiście, iż tak! Tylko następnym razem poproszę o bardziej sprzyjającą pogodę, bo zwiedzanie w deszczu to ryzykowna sprawa.












