W środę do kin wchodzi "Clayface", więc wraca dyskusja o statusie nowego kinowego uniwersum DC, tak zwanego DCU. James Gunn, szef DC Studios, zabrał głos w sprawie tego, czy kolejne projekty z uniwersum powinny się ze sobą łączyć i prowadzić wspólnie do jednego celu.
Dyskusja rozgorzała w serwisie Threads. Użytkownik lostuslandcomics zareagował na komentarze wyliczające kolejne projekty DCU – od "Supermana" i "Peacemakera" przez "Supergirl" po "Latarnie" i "Clayface'a" – według których DCU "nie zmierza donikąd".
Gunn nie musi zmierzać donikąd, dopóki indywidualne klocki działają. Myślę, iż Marvel przeprogramował oczekiwania widowni, napisał użytkownik.
Nie mógłbym zgodzić się bardziej, odpisał mu sam James Gunn. DCU to tylko alternatywne uniwersum. Możemy je odwiedzić w dowolnym miejscu i czasie i opowiedzieć rozgrywająca się tam akurat historię. Nie podoba mi się idea, iż pojedyncze historie są ważne tylko, jeżeli prowadzą do czegoś innego.
"Gwiezdne wojny" z grubsza robią właśnie to od 50 lat na przestrzeni filmów, seriali, gier i książek, zauważył twórca. Dodał, iż w "Man of Tomorrow", zaplanowanej na przyszły rok kontynuacji "Supermana", pojawia się szereg postaci, które zadebiutowały w innych historiach. Ale to nie znaczy, iż te inne historie istnieją tylko po to, żeby podprowadzić to, co dzieje się w tym filmie, podkreślił.
Chciałbym, żeby ludzie obejrzeli "Clayface'a", bo to świetny, ekscytujący horror sam w sobie – a nie dlatego, iż Clayface może pojawić się gdzieś za trzy filmy, podsumował Gunn.
Błyskawiczna kariera Matta Hagena od dzieciaka z ulic Gotham do gwiazdy Hollywood zostaje brutalnie przerwana, gdy działania lokalnego bossa przestępczego pozostawiają go trwale oszpeconym. Odrzucony przez otoczenie i pozbawiony wszystkiego, sięga po przełomową terapię, która przywraca mu dawny wygląd. Jednak wraz z odzyskaną twarzą przychodzą nieoczekiwane konsekwencje. Zaburzone postrzeganie rzeczywistości popycha Matta na ścieżkę wyniszczającej zemsty, która stopniowo przejmuje kontrolę nad jego życiem.
James Gunn o spójności filmowego uniwersum DC
Dyskusja rozgorzała w serwisie Threads. Użytkownik lostuslandcomics zareagował na komentarze wyliczające kolejne projekty DCU – od "Supermana" i "Peacemakera" przez "Supergirl" po "Latarnie" i "Clayface'a" – według których DCU "nie zmierza donikąd".
Gunn nie musi zmierzać donikąd, dopóki indywidualne klocki działają. Myślę, iż Marvel przeprogramował oczekiwania widowni, napisał użytkownik.
Nie mógłbym zgodzić się bardziej, odpisał mu sam James Gunn. DCU to tylko alternatywne uniwersum. Możemy je odwiedzić w dowolnym miejscu i czasie i opowiedzieć rozgrywająca się tam akurat historię. Nie podoba mi się idea, iż pojedyncze historie są ważne tylko, jeżeli prowadzą do czegoś innego.
"Gwiezdne wojny" z grubsza robią właśnie to od 50 lat na przestrzeni filmów, seriali, gier i książek, zauważył twórca. Dodał, iż w "Man of Tomorrow", zaplanowanej na przyszły rok kontynuacji "Supermana", pojawia się szereg postaci, które zadebiutowały w innych historiach. Ale to nie znaczy, iż te inne historie istnieją tylko po to, żeby podprowadzić to, co dzieje się w tym filmie, podkreślił.
Chciałbym, żeby ludzie obejrzeli "Clayface'a", bo to świetny, ekscytujący horror sam w sobie – a nie dlatego, iż Clayface może pojawić się gdzieś za trzy filmy, podsumował Gunn.
"Clayface" – zwiastun
Błyskawiczna kariera Matta Hagena od dzieciaka z ulic Gotham do gwiazdy Hollywood zostaje brutalnie przerwana, gdy działania lokalnego bossa przestępczego pozostawiają go trwale oszpeconym. Odrzucony przez otoczenie i pozbawiony wszystkiego, sięga po przełomową terapię, która przywraca mu dawny wygląd. Jednak wraz z odzyskaną twarzą przychodzą nieoczekiwane konsekwencje. Zaburzone postrzeganie rzeczywistości popycha Matta na ścieżkę wyniszczającej zemsty, która stopniowo przejmuje kontrolę nad jego życiem.










