Ciotka w odwiedzinach, a żona w łzach

polregion.pl 3 dni temu

Robert obudził się gwałtownie, gdy rozległo się dzwonienie do drzwi. Po drugiej stronie łóżka jego żona również zerwała się z posłania. Delikatnie pogłaskał ją po ramieniu:
Kochanie, śpij dalej, ja otworzę. Wstał i podszedł do drzwi, mrucząc pod nosem: Któż to o tak późnej porze?

Gdy otworzył, na progu stała jego ciotka z wielką torbą w dłoniach. Za nią, nerwowo przestępując z nogi na nogę, kręcił się wujek.

Kochany siostrzeńcze! wykrzyknęła ciotka. Nie cieszysz się, iż mnie widzisz? Chodź, uściskaj swoją staruszkę! Chwyciła Roberta za ramię, jakby chciała go udusić w objęciach.
„Koniec spokoju!” pomyślał z nostalgią Robert, wnosząc bagaże ciotki do przedpokoju.

Reszta nocy minęła w chaosie. Ciotka odmówiła spania na kanapie, twierdząc, iż jest niewygodna. Potem oświadczyła, iż może siostrzeniec sam ją położy do łóżka.

Żona Roberta była w szoku. Nie minęła choćby godzina od przyjazdu ciotki, a już przewróciła całe mieszkanie do góry nogami. W końcu wszyscy położyli się spać. Ciotka i wujek zajęli łóżko, a Robert z żoną kanapę.

Jak długo jeszcze tu zostaną? szepnęła żona Roberta, stawiając przed nim śniadanie.
Nie wiem. Zapytam, gdy wrócę z pracy.

Żona nerwowo nasłuchiwała chrapania dochodzącego z sypialni, po czym powiedziała:
Robert, boję się ich. Możesz wrócić dziś wcześniej?
Spróbuję odparł i wyszedł.

Gdy Robert wrócił z pracy, czekał na niego elegancko nakryty stół.
Wejdź, siostrzeńcze! Będziemy świętować nasze spotkanie! zawołała ciotka z kuchni.
Żona szepnęła mu cicho:
Tak się cieszę, iż jesteś…

Usiedli do stołu.
Ciociu, dawno jesteście w Warszawie? zapytał Robert.
Już nas wyrzucasz? Słuchaj, chyba nie jesteśmy mile widziani… mruknęła ciotka do wujka.

O czym mówicie? Możecie zostać, ile chcecie! Robert był zdezorientowany.
Zostaniemy z tobą, Robercie… na zawsze. Sprzedaliśmy już nasze mieszkanie. Jesteście naszą jedyną rodziną. Nie wyrzucisz przecież staruszki na bruk, prawda? Dasz radę przez te kilka lat, co nam jeszcze zostało? Ciotka teatralnie otarła łzę.

Szczęka Roberta opadła. Jego żona wybuchnęła płaczem i wybiegła z pokoju.
W powietrzu zawisła ciężka cisza. Wujek spokojnie kończył sałatkę.

Dlaczego milczysz?! wrzasnęła ciotka do męża. Tylko jesz! Mógłbyś chociaż słowo powiedzieć!
W pełni się z tobą zgadzam, kochanie odparł wujek.

Ale z ciebie gapa! krzyknęła rozwścieczona ciotka. Zawsze tak jest. Ja wszystko decyduję, a on tylko się zgadza. Co to za mężczyzna?! Zwróciła się do Roberta. Jesteś szczęśliwy, siostrzeńcze?
Zostaniecie, jak długo zechcecie! powiedział Robert, słysząc płacz żony za drzwiami.

Robert bez entuzjazmu wziął widelec. Wujek jadł z takim impetem, iż aż dudniło mu w uszach.

Gdy ciotka skończyła, odsunęła talerz i westchnęła:
Najadłam się. Robercie, żartowałam! Przyjechaliśmy tylko na badania do szpitala. Myślę, iż na trzy dni. A ty, siostrzeńcze, świetnie sobie radzisz. Widać było, iż się bałeś, ale się nie poddałeś. Pamiętałeś o rodzinie. Po mojej śmierci dostaniesz nasze mieszkanie nie mamy własnych dzieci. Jesteś naszym jedynym spokrewnionym.

Robert nigdy nie czuł takiej ulgi. Odpowiedział wesoło:
Niech ciocia żyje sto lat!

W dniach, gdy ciotka z wujkiem byli w odwiedzinach, żona Roberta zamieniła się w płaczącą dziewczynkę, bo nie umiała dogodzić ciotce: zupa była za słona, kotlety za twarde, pranie źle wyprane, a podłoga niedomyta.

Gdy żegnali się, ciotka szepnęła Robertowi do ucha:
Jak mogłeś ożenić się z taką beksą? Czy ona jest w ciąży? Ciągle tylko płacze!

Gdy drzwi zamknęły się za gośćmi, żona Roberta z euforii zaczęła tańczyć:
Może już nigdy nie wrócą! powiedziała z nadzieją.
Nie wiem… Chyba jednak ciotce się tu podobało!
Nie wytrzymam tego dłużej! jęknęła.

Dzwonek rozległ się ponownie, natarczywie.

Serio, znowu?! Robert zerwał się, ale po chwili się roześmiał. Och, to tylko budzik! Czekał go przecież wspaniały dzień.

Idź do oryginalnego materiału