Kto nie widział jeszcze „Zakładnika” („Collateral”) Manna, ten może dalej scrollować, bo my tu biegniemy do sceny z kojotami.
POST SPOJLEROWY ![]()
![]()
![]()
Michael Mann nie planował kojotów.
One same się zjawiły.
To stworzyło niezwykle sugestywną i symboliczną scenę.
I powiem Wam, iż moja interpretacja była inna, niż większości xD. Bo zobaczyłam w kojotach taką prostą sugestię: o… jednak z Maxa jest zajebisty taksówkarz, zna miasto i wie, iż tu zwierzątka jednak sobie spacerują.
Proste? xD
Ano, może zbyt proste.
Cała reszta świata sobie interpretuje to mniej więcej tak: bohaterowie przeglądają się w lustrze.
Vincent widzi siebie jako samotnego łowcę, chadzającego nocą.
Max zaś widzi w tym sugestię, by nie być biednym i biernym, tylko wziąć wreszcie los we własne łapska. Można powiedzieć, iż Max zetknął się ze swoim zwierzęciem mocy
.
Jest też dodatkowa sugestia, iż scena symbolizuje naturę pod miastem, jakim jest Los Angeles.
Oczywiście, nie byłaby ona tak wspaniała, gdyby nie piosenka – „Shadow on the Sun” Audioslave. Sam Mann podkreśla w wywiadach, iż muzyka to element planowania filmu jako takiego:
– jeżeli uda ci się znaleźć utwór, który oddaje centralną emocję jednej z postaci – jakiś najważniejszy kryzys, w którym musi wydobyć się z rozpaczy i uruchomić w sobie coś bardzo agresywnego — wtedy ten utwór staje się muzyką dla tego momentu. jeżeli chcę uchwycić i skonkretyzować to, co postać czuje i myśli, w sposób możliwy do odtworzenia, tak żebym mógł przywoływać tę emocję raz za razem, znalezienie adekwatnego utworu jest absolutnie niezbędne. Nie tylko podczas przygotowywania sceny — ale także podczas jej kręcenia, reżyserowania aktorów i wreszcie montażu.
Dla Manna scena z kojotami to po prostu preludium przed finałem, konfrontacją.
I wyszło mu to niesamowicie dobrze.
Mam nadzieję, iż już wszystko jasne ![]()














