W tej chwili mam już dwóch synów. Są tak pełni energii, iż trudno nadążyć biegają, rozrabiają i każde popołudnie przypomina powódź w sklepie z porcelaną. Ale przy tym wszystkim mają złote serca. Potrafią się pobić o łopatkę, zaraz potem wybuchnąć płaczem, żeby po trzech minutach rzucić się sobie w ramiona, jakby nic się nie stało. Obserwujący ich ludzie mają w zanadrzu całą paletę dobrych rad i nie omieszkają zwracać mi uwagi tylko na te mniej chwalebne zachowania moich dzieciaków. Ja tam uważam, iż w tym wieku chłopak potrzebuje przestrzeni i swobody, bo tylko tak wyrośnie na pewnego siebie dorosłego.
Wielu ludzi mówi: Twój Antoni to taki grzeczny chłopiec, cichy, uprzejmy, a ten Staś ech, z niego to rozrabiaka jakich mało, pewnie będzie przeszkadzał bratu do końca życia. Tylko się wtedy uśmiecham i kiwam głową. Może mają rację, ale prawda jest taka, iż ci dwaj są ze sobą jak ogień i woda nie mogą bez siebie wytrzymać choćby dnia. Chcieli, żebym kupiła im psa, ale, szczerze mówiąc, psy mnie trochę przerażają. jeżeli już mielibyśmy mieć w domu zwierzaka, to może żółwia nie szczeka, nigdzie się nie spieszy, a jak trzeba, potrafi się schować do skorupy i tyle go widzieli.
Jeszcze zanim urodził się nasz drugi syn, Staś, życie z mężem Grzegorzem wydawało się prostsze i przewidywalne. Nie spodziewaliśmy się, ile zamieszania przyniesie ten mały człowiek. A gdy lekarz oznajmił, iż dziecko urodzi się z kłopotami zdrowotnymi świat na chwilę mi pociemniał. Nikt nie podejrzewał niczego złego, ciąża przebiegała książkowo, USG idealne.
Po tej jednej, przełomowej wizycie u lekarza, przez krótką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl o aborcji. Ale zaraz się opamiętałam i postanowiłam, iż Staś przyjdzie na świat, niezależnie od wszystkiego. Jedyną osobą, która naprawdę mnie poparła, był Grzegorz choć po prawdzie też nie wiedział, co jest lepsze. Znosiłam bez komentarza kąśliwe uwagi, połknęłam niejedną łzę, ale powtarzałam sobie, iż dzieci są kwiatami życia. Na szczęście Grzegorz w końcu postawił sprawę jasno i powiedział: Ona rodzi, koniec, kropka! I wtedy rodzina powoli zaczęła akceptować moją decyzję.
A gdy Staś w końcu się urodził, wszyscy przecierali oczy z niedowierzania, jak gwałtownie zaczął pojmować świat. Starszy brat Antoni przynosił mu zabawki, a Staś nadawał im wymyślone imiona. Wtedy właśnie odzyskaliśmy nadzieję, iż wszystko będzie dobrze i tak też się stało, ku naszej nieustającej dumie.






