Chodzenie zaspokaja ciekawość

tygodnikprzeglad.pl 7 godzin temu

Nogi zwykle nie są bohaterkami pierwszego planu, w odróżnieniu od twarzy czy umysłu

Agata Romaniuk – pisarka, reportażystka, autorka książki „Na nogach”

Zwykle z punktu A do punktu B, bez zbędnej zwłoki i w określonym celu. Tak chodzimy na co dzień, o ile nie wybierzemy przemieszczania się autem. Z twojej najnowszej książki wyłania się jednak zupełnie inna propozycja chodzenia – powoli, uważnie, nieliniowo. Czy dziś stać nas na taki luksus?
– Żeby móc sobie pozwolić na takie chodzenie, trzeba oczywiście mieć zapewniony byt i możliwość odpoczynku. jeżeli ktoś jest górnikiem i wraca po dziesięciogodzinnej szychcie, trudno mu powiedzieć: „A teraz idź się jeszcze powałęsać po Nikiszowcu”. Ale nie jest to też zero-jedynkowe. Myślę, iż na takie małe chodzenie stać każdego z nas. Mój mąż jest stolarzem, a jednak po odpoczynku czasem wychodzimy razem na spacer, który nie ma żadnego utylitarnego celu. Ważne jest dla mnie, żebyśmy szli ramię w ramię, potrzymali się za rękę i po prostu wspólnie doświadczali tego, co jest wokół – wiatru, światła, zachodu słońca. Nie musi to być dwugodzinny spacer, czasem wystarczy pół godziny, a choćby 10 minut.

Spacer z drugą osobą ma uzasadnienie więziotwórcze, ale w twojej książce jest bardzo wiele przykładów samotnego chodzenia i ono też nie musi być usankcjonowane celem, a i tak ma sens.
– Kiedy chodzisz sam, masz czas, żeby coś przemyśleć, przeprowadzić w głowie jakąś rozmowę, choćby z kimś, kogo już nie ma. Ja rozmawiam wtedy z moim zmarłym bratem – opowiadam mu różne rzeczy, tłumaczę się, radzę. Można też w ten sposób przećwiczyć trudną rozmowę, która nas czeka. W takim samotnym chodzeniu ważne jest i to, iż – jak mówi Adam Wajrak – „zawsze się coś zdarza”. Zawsze może się wyłonić jakieś znaczenie. Kiedy szłam tutaj do ciebie, zobaczyłam na przystanku parę, która całowała się chyba po raz pierwszy. Byli tak pochłonięci sobą, iż w ogóle nie widzieli świata. Nie jest z nami jeszcze tak źle, dopóki ludzie całują się na przystankach autobusowych. I pomyślałam, iż to jest piękne, iż zostałam tym widokiem jakoś obdarowana. Gdybym się śpieszyła albo patrzyła w telefon, pewnie w ogóle bym tego nie zauważyła.

Cyfryzacja przenosi nas w różne wirtualne chmury. Czy zatem chodzenie nas uziemia? I jaki z tego adekwatnie pożytek?
– Powiedziałabym, iż chodzenie nas ucieleśnia i sprawia, iż jesteśmy bardziej tu i teraz. Kiedy idziesz, musisz uważać, żeby się nie potknąć, ominąć dziurę, kontrolować swoje ciało i reagować na to, co się dzieje wokół. Masz przy tym bardzo dużą sprawczość, bo to ty decydujesz, czy pójdziesz w prawo, czy w lewo. Żaden algorytm za ciebie tego nie wybiera.

W świecie cyfrowym ta sprawczość jest często pozorna – idziemy tam, gdzie popchnie nas algorytm, oglądamy to, co nam podsunie. Dlatego chodzenie jest dla mnie trochę aktem rebelii, odzyskaniem władzy i takiej bardzo prostej, analogowej wolności. W cyfrowym świecie to nierówna bitwa i trudno ją wygrać. Ale zawsze możesz to wszystko wyłączyć i wyjść.

I jeszcze jedno: nikt nie może chodzić za ciebie. Ktoś może za ciebie pójść do apteki czy zrobić zakupy, ale tego fizycznego doświadczenia – zmęczenia, spocenia się, zmoczenia stóp – nikt za ciebie nie przeżyje.

A jeżeli ktoś nie jest w stanie albo nie znosi chodzić, to jak może odzyskać analogową wolność?
– Można szukać tej analogowości także gdzie indziej – np. w prostych czynnościach wykonywanych rękami. Dziś bardzo często sprowadza się to do scrollowania kciukiem, a znacznie mniej wyplatamy, ugniatamy, zawijamy, piszemy manualnie czy lepimy z plasteliny. A przecież są badania pokazujące, iż to, co robimy rękami, ma znaczenie dla pracy naszego mózgu i tego, jak radzimy sobie z napięciem czy lękiem.

Dlatego warto po prostu coś robić rękami. Nie musi to być nic szczególnego ani artystycznego: można skrobać marchewkę, pastować buty, oddzielać makaron od groszku, lepić kluski, kolorować. W różnego rodzaju terapiach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Chodzenie zaspokaja ciekawość pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału