Ich dyskusje wyglądają jak bitwy freestylowe, które kończą się czasem prawdziwą nawalanką. W ramach pierwszego starcia Klubu na Dzielni Madame de La Fayette, mistrzyni powieści psychologicznej, ustawiona zostaje przeciwko George Sand, pionierce literatury feministycznej. I od razu robi się gorąco, chłopaki się zrywają, jeden z nich nie może znieść, iż głosy kobiet tyle czasu były tłumione. Potem Simone de Beauvoir, jej filozofia, która – jak słyszymy od jednego z czytelników – „dotknęła jego serce zaskakującym błyskiem”. Gdy któryś z nich ma roznosić coś w reklamówce, przez moment wydaje się, iż to może narkotyki. A to środki higieny dla kobiet.
Klub na Dzielni rozmawia o klasyce, filozofii (Karol Marks kontra Adam Smith) i o książkach z dzieciństwa, ale też o słowach takich jak marazm. W komentarzach na Instagramie pisarze, nauczyciele i bibliotekarze biją brawo tym dwudziestolatkom, którzy zamieniają betonowy parking w salon literacki – dostępny dla wszystkich.
Czytaj też: Po co nam książki?






