Seks i związki

Niepowtarzalne widowisko. Życie intymne monarchy
Lily Collins wstawiła poruszające zdjęcie z ojcem. Właśnie skończył 75 lat
Broda siwa, ale dusza piękna. „Okłamywałaś mnie przez cały czas! Kończę naszą korespondencję. Jestem bardzo rozczarowany kobietami. Jak mogłaś tak długo udawać i kłamać? Chciałem się z tobą ożenić, a ty to wszystko przekreśliłaś. Nie da się zacząć wspólnego życia od kłamstw i braku zaufania. Żegnaj. Nie pisz więcej. Nie odpowiem. Twój były dżentelmen.” Takiego maila dostałam od Anglika. Z Connorem prowadziliśmy korespondencję prawie rok, a wszystko szło w kierunku spotkania na jego terenie — w Sheffield. Niestety, nic z tego nie wyszło… Miałam wtedy czterdzieści dziewięć lat. Dawno rozwiedziona, dzieci i wnuki na swoim. Chciałam jeszcze raz poczuć się kobietą — lata lecą, dzieci mają swoje życie. Nie mogłam tkwić w czterech ścianach i wspominać młodość. Mogłabym przecież skończyć na dzierganiu kilometrów skarpet i wyszywaniu prześcieradeł krzyżykiem. Moje koleżanki były zajęte domem i rodziną, a w pracy nie znalazłam odpowiedniego kandydata. Za radą koleżanki założyłam konto na portalu randkowym, opisałam się korzystnie, dołączyłam dobre zdjęcie i czekałam na cud — sama się nikomu nie narzucałam. Po dwóch tygodniach dostałam jedyną wiadomość — od Anglika, 59 lat, rozwiedziony biznesmen z dwójką dorosłych synów. Na zdjęciu elegancki dżentelmen na tle okazałego, trzypiętrowego domu. Zaproponował mi znajomość, a gdyby się udało — może choćby małżeństwo. Szczęście było na wyciągnięcie ręki — trzeba tylko odpisać… Napisałam, iż muszę się zastanowić, bo kandydatów mam wielu. Connor był taktowny: „To zrozumiałe — taka kobieta zdobyła niejedno serce, także moje.” Komplementy od Anglika unosiły mnie do nieba. Nasza korespondencja była szczera i bliska, jakbyśmy byli sobie pisani. Dlaczego przyszło nam żyć w różnych krajach? Nazywał mnie „Tajemniczą Różą”, a ja jego „moim dżentelmenem”. Byłam już w myślach żoną Anglika, snułam wizje o wspólnym życiu. Dzieci sceptycznie podchodziły do moich planów, ale nie zamierzałam się poddawać: chciałam zostać damą i już! Przygotowywałam się do wyjazdu, ale nagle dostałam od Connora oskarżający mail: „Nie jesteś żadną „Tajemniczą Różą”, tylko zwykłą kłamczuchą. Nie pisz więcej.” Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi. Pisałam do niego jeszcze pół roku, bez odpowiedzi. Kiedy już straciłam nadzieję, dostałam wiadomość od „mojego dżentelmena”: „Przepraszam, Tajemnicza Różo. Byłem ciężko chory, leżałem w szpitalu, nie chciałem cię niepokoić. Poprosiłem syna, żeby uprzejmie przejął naszą korespondencję, ale stwierdził, iż to ty przerwałaś kontakt. Wyzdrowiałem i czekam na ciebie.” Zorientowałam się, iż to syn Connora bezpodstawnie mnie oczernił. Pomyślałam: a jeżeli pojadę do niego do Sheffield, to jego syn OIiver przy pierwszej okazji dosypie mi czegoś do owsianki albo naopowiada ojcu niestworzonych rzeczy? Connor pewnie uwierzy synowi i wygoni „boginię” z domu. Po co mi takie historie? Niech sami się rozliczają… A u mnie niedługo wnuki pójdą do szkoły, muszę poświęcić czas rodzinie, pojechać na działkę posadzić pomidory, podlać kwiaty… Czas odpocząć od randkowania — zbyt wiele energii to kosztuje, a życie płynie nieubłaganie. — Sąsiadko, nie spodziewałem się cię zobaczyć! Czemu tak długo cię nie było, może wyszłaś za mąż? — zagadnął mnie na działce pan Janek. — Witaj, Janku! Stęskniłam się! A może i ty się nie ożeniłeś? Pomożesz mi porąbać drewno? Zapraszam wieczorem na herbatę, tyle się nazbierało spraw do omówienia… — Co ty, Aniu? Ja się nie żeniłem, bo panna znikła na rok! — uśmiechnął się łobuzersko. — Co masz na myśli? — zapytałam, choć wiedziałam, o co chodzi. — Wyjdź za mnie, Aniu. Po co nam się dłużej przyglądać… Przecież znamy się od zawsze. Stare drzewo skrzypi, ale żyje. I tak, mój wybranek ma brodę siwą, ale duszę piękną… A ja i Janek jesteśmy szczęśliwym małżeństwem już siedem lat!
Po przejściu na tę dietę kobietom wzrosło libido. Badania mówią jasno
Premier Słowacji przyjął dymisję swojego doradcy. W tle akta Jeffreya Epsteina
Bill Gates w aktach Jeffreya Epsteina. Szokujące informacje. Otoczenie miliardera zabrało głos
"Będziemy musieli porozmawiać na osobności". Nowy wątek księcia Andrzeja w aktach Epsteina
Epstein chciał poznać księcia Andrzeja z Rosjanką. Ujawniono nowe maile
Polska w mailach Epsteina. Ciekawostki, pochwały i bilet do Warszawy
Do następnego lata
3 słowami poprawisz humor swojemu nastolatkowi. "Od razu banan na twarzy"
Akta Epsteina. Co jest w nowej partii opublikowanych dokumentów
Akta Epsteina. FBI zbierało donosy na Trumpa. Podsumowanie nocy
Kolejna odsłona akt Epsteina. Elon Musk miał pytać o "dzikie imprezy"
Postaw pełną miseczkę przy drzwiach balkonowych. Podziękujesz sobie wczesną wiosną
Jesteś moim szczęściem? Nigdy nie planowałam ślubu, a gdyby nie wytrwałość przyszłego męża, przez cały czas byłabym wolną ptaszką. Artur krążył wokół mnie jak zapamiętały motyl, dbał o każdy szczegół, spełniał moje kaprysy… Uległam i wyszłam za mąż. gwałtownie stał się dla mnie kimś bliskim, domowym, swojskim – jak ulubione kapcie. Po roku urodził się nasz syn, Sławomir. Artur pracował w innym mieście, wracał raz w tygodniu z pysznościami dla mnie i Sławka. Pewnego dnia podczas prania rzeczy męża z kieszeni spodni wypadła kartka – lista szkolnych przyborów, zakończona dziecięcym pismem: „Tato, wracaj szybko.” I tak odkryłam, jak mój mąż „zabawia się na boku”… podwójne życie! Bez awantur zabrałam syna do mamy, która dała nam pokój: „Mieszkajcie tu, aż się pogodzicie.” Pomyślałam o zemście i zadzwoniłam do szkolnego kolegi Romka – z nim zaczęłam romans trwający pół roku. Artur co miesiąc przynosił alimenty Sławkowi, wręczał je mamie i odchodził bez słowa. Wiedziałam, iż mieszka z Kasią Ewsejewą, która ma córkę. Katia kazała dziewczynce mówić do niego „tato”, przeprowadziła się do Artura, uwielbiała go, dziergała skarpetki, gotowała… O tym wszystkim dowiedziałam się później. Wydawało mi się, iż nasz związek już się skończył… Jednak podczas rozmowy przy kawie o rozwodzie, napłynęły ciepłe wspomnienia. Artur wyznał mi miłość i żałował zdrady, nie wiedząc, jak odprawić nachalną Kasię. Znowu byliśmy razem – o moim romansie z Romkiem nie wiedział nic. Katia i córka wyprowadziły się z miasta. Przez siedem kolejnych lat żyliśmy szczęśliwie. Potem Artur miał wypadek, długą rehabilitację, zaczął pić, zmienił się nie do poznania. Na pracy miałam powiernika w osobie Pawła, który pocieszał mnie w trudnych chwilach, choć sam był żonaty i czekał na drugie dziecko. Niespodziewanie wylądowaliśmy razem w łóżku. Potem Paweł zabrał mnie na wystawy, koncerty, bale. Gdy żona urodziła mu córkę, oddalił się i odszedł z pracy – nie rościłam pretensji, był tylko lekarstwem na moją samotność. Mąż wciąż pił… Pięć lat później przypadkiem spotkałam Pawła, który oświadczył się – rozbawiło mnie to. Artur wziął się na chwilę w garść, wyjechał zarabiać do Czech, ja dbałam o dom i rodzinę. Po pół roku wrócił, wyremontowaliśmy mieszkanie, kupiliśmy nowości, naprawił auto – i wtedy znowu zaczął pić. Jego koledzy przynosili go na rękach, sama szukałam go po osiedlu. Pewnej wiosny, smutna na przystanku autobusowym, usłyszałam szept: „Może pomogę w Pani biedzie?” Odwracam się – przystojny, pachnący mężczyzna, Eryk, 57-letni były sportowiec, niepalący, wdowiec. Zaciekawił mnie od razu, podhaczał codziennie, przynosił kwiaty i żartował. Poddałam się tej przygodzie, dałam się porwać namiętności. Trwało to trzy lata – rozum mówił „dość”, ciało nie słuchało. Syn odkrył związek, poprosił, by nie odchodzić od ojca. Przyjaciółka radziła zerwać z kochankiem, ale dopiero gdy Eryk chciał podnieść na mnie rękę, zerwałam kontakt raz na zawsze. Artur wiedział o wszystkim – Eryk dzwonił i opowiadał. Mąż wyznał: „Sam zawiniłem, straciłem Cię przez alkohol. Nie mam choćby słów na obronę…” Minęła dekada, mamy dwoje wnuczek. Siedzę z Arturem przy kawie, patrzę przez okno, on ściska moją dłoń i mówi: „Nadia, nie rozglądaj się. To ja jestem Twoim szczęściem. Wierzysz?” „Oczywiście wierzę, mój jedyny…”
Kolejna demoralizacja amerykańskiego społeczeństwa w wykonaniu socjalisty Mamdaniego
Lily Phillips spała z tysiącem mężczyzn, a teraz przyjęła chrzest. Broni swojej wiary
Nie stój w kolejce, zapisz się online na wizytę w wydziale komunikacji. Podpowiadamy, jak to zrobić? [SONDA]
Syndrom odrzuconego dziecka – jak objawia się po latach? 5 cech dorosłych, którzy w dzieciństwie czuli się emocjonalnie odrzuceni przez rodziców
Francja zmienia zapis o "obowiązku małżeńskim". Wspólne pożycie, nie musi być rozumiane jako seks
Randkowanie w 2026. "Godzę się z tym, iż zostanę sama. Najgorsze jest to, iż marzę o dzieciach"
Po dwudziestu jeden latach małżeństwa pewnego wieczoru żona powiedziała mi:
Chirurgia przyszłości
Zerwali z "obowiązkiem małżeńskim". Historyczna zmiana we Francji
– „Muszę się na razie u was zatrzymać” – oznajmiła teściowa. Odpowiedź Natalii całkowicie ją zszokowała
Jeszcze cały rok razem… Ostatnio Arkadiusz nie wychodził z domu sam. Od czasu, gdy poszedł do przychodni, zgubił się i zapomniał, jak się nazywa i gdzie mieszka. Wędrował długo po osiedlu, aż znalazł się pod dobrze znanym budynkiem – fabryką zegarków, gdzie przepracował niemal pięćdziesiąt lat. Patrząc na nią wiedział, iż to miejsce zna, ale nie pamiętał kim jest, aż ktoś podszedł i klepnął go po ramieniu: – Arkuś! Panie Arkadiuszu, przyszedłeś? A my tu ostatnio wspominaliśmy, jaki był z Pana mistrz i nauczyciel. Nie poznajesz mnie? Ja, Jurek Akulicz – przecież to Pan uczynił ze mnie człowieka! Coś nagle zaskoczyło w głowie Arkadiusza, wszystko sobie przypomniał. Jurek ucieszył się, uściskał dawnego nauczyciela. – Nie poznajesz mnie przez brak wąsów, ale chłopaki się ucieszą, jak wpadniesz! – Może innym razem, Jurku, zmęczony jestem – odpowiedział Arkadiusz. – Mam samochód, odwiozę Cię, pamiętam adres – ucieszył się Jurek. Od tamtej pory żona Arkadiusza, Natalia, nie zostawiała go samego. Razem chodzili do parku, do przychodni, na zakupy. Aż Arkadiusz się rozchorował – gorączka, silny kaszel. Natalia, choć sama nie czuła się najlepiej, pobiegła do apteki i sklepu. Kupiła leki, zakupy – nie dużo, ale z trudem niosła ciężką torbę przez świeży śnieg. Zmęczona, usiadła na chwilę na ścieżce. Ostatnia jej myśl – po co tyle kupiła, przecież jest już starsza… Dobrze, iż sąsiedzi wyszli z klatki, zobaczyli Natalię na śniegu, wezwali karetkę… Zabrali ją do szpitala, a sąsiedzi przynieśli zakupy pod drzwi. – Jej mąż chyba został w domu, chyba chory – mówiła pani Nina – później wpadnę… Arkadiusz słyszał dzwonek, chciał wstać, ale osłabiony, omal nie upadł. Kiedy zasnął, usłyszał kroki – do pokoju weszła Natalia, zimna dłoń, która wydała się dziwnie lekka. – Arkadiuszu, podaj rękę, wstań, otwórz drzwi – szeptała. – Po co? – zdziwił się, ale otworzył, a do mieszkania weszli sąsiadka Nina i Jurek. – Arkuś, czemu nie otwierasz, dzwoniliśmy! – A Natalia? Przecież była tutaj? – szeptał Arkadiusz, blady z niepokoju. – Przecież jest w szpitalu, w reanimacji! – zdziwiła się Nina. – Chyba majaczy – stwierdził Jurek, łapiąc go, gdy omal nie zemdlał… Po dwóch tygodniach Natalia wróciła ze szpitala. Jurek i Nina przez ten czas pomagali Arkadiuszowi – i on również dochodził do siebie. Najważniejsze – póki co są jeszcze razem. Gdy zostali sami, trudno było powstrzymać łzy. – Kiedyś świat pełen był dobrych ludzi, Arkadiuszu, pamiętasz jak dzieci Niny po szkole przychodziły, karmiliśmy je obiadem, odrabialiśmy lekcje? – Tak. Nie wszyscy pamiętają dobro, a ona ma serce, to cenne – powiedział Arkadiusz. – I Jurek, taki był młody, byłem jego mistrzem, pomogłem mu stanąć na nogi. Młodzi gwałtownie zapominają o starszych, a on nie zapomniał. – Za kilka dni sylwester, Arkadiuszu, jak dobrze, iż jesteśmy znowu razem – przytuliła się do męża Natalia. – Powiedz mi, jak to możliwe, iż przyszłaś do mnie ze szpitala i kazałaś mi otworzyć drzwi? Przecież gdyby nie Ty, zostałbym tu sam… Bał się, iż pomyśli, iż coś mu się miesza. Ale Natalia spojrzała zaskoczona: – Więc to naprawdę się stało? Powiedzieli mi, iż przeżyłam śmierć kliniczną, a ja wtedy, jak we śnie, poszłam do Ciebie… Widziałam siebie w reanimacji, potem z niej wyszłam i poszłam do Ciebie… – To niesamowite, co się nam przydarzyło na stare lata. Kocham Cię, może choćby bardziej niż kiedyś – Arkadiusz wziął jej dłonie. Długo siedzieli w ciszy, patrząc na siebie, bojąc się rozłąki… W sylwestra odwiedził ich Jurek z ciastem od żony, potem wpadła Nina – razem pili herbatę z wypiekami, cieplej zrobiło się na duszy. Nowy rok – Natalia i Arkadiusz witali we dwoje. – Wiesz, jeżeli przetrwamy ten nowy rok razem, to będzie nasz rok. Może jeszcze pożyjemy – uśmiechnęła się Natalia. I oboje roześmiali się do łez. Jeszcze cały rok życia razem – to tak wiele, to szczęście.
Ekspertka ostrzega: te „niewinne” nawyki po cichu niszczą związek. Większość par choćby ich nie zauważa
Kontrolna wizyta u urologa w Bielsku-Białej - dlaczego nie warto jej odkładać?
Jesteś moim szczęściem? Tak naprawdę nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Gdyby nie wytrwałe zaloty mojego przyszłego męża, do dziś byłabym wolna jak ptak. Artur, jak zwariowany motyl, krążył wokół mnie, nie spuszczał z oka, spełniał każdą zachciankę, zdmuchiwał z ramion każdą drobinkę… I w końcu poddałam się. Wzięliśmy ślub. Artur od razu stał się kimś bliskim i bardzo domowym. Z nim było wygodnie i lekko — jak w ulubionych kapciach. Po roku urodził się nasz syn, Świętosław. Artur pracował w innym mieście, do domu wracał raz w tygodniu, zawsze przywoził nam ze Świętkiem smakołyki. Podczas jednej z wizyt, jak zwykle zabrałam się za pranie, przeszukiwałam kieszenie jego ubrań, bo raz wyprałam mu prawo jazdy… Od tamtej pory zawsze sprawdzam wszystko przed praniem. Tym razem z kieszeni wypadła złożona na czworo kartka — długi wykaz szkolnych przyborów (incydent przypadł na sierpień), a na końcu dziecięcym pismem: „Tato, przyjedź szybciej.” No proszę, tak się mój mąż „zabawiał na boku”! Dwudziniec! Nie urządzałam awantur, spakowałam się, wzięłam Świętosława (nawet trzech lat nie miał) za rękę i poszłam do mamy. Na dłużej. Mama przydzieliła nam pokój: — Mieszkajcie tu, dopóki się nie pogodzicie. Zrodziła się we mnie myśl o zemście na niewdzięcznym mężu. Przypomniałam sobie o Romku z klasy — z nim się „zaromansuję”! Roma nigdy nie dawał mi spokoju w szkole, ani po niej. Dzwonię. — Cześć, Romek! Jeszcze nie żonaty? — zaczęłam z daleka. — Nadka? Cześć! Jaka różnica, żonaty czy rozwiedziony… Może się spotkamy? — ożywił się Roma. Mój nieplanowany romans trwał pół roku. Artur co miesiąc przynosił synowi alimenty — przekazywał mojej mamie i wychodził bez słowa. Wiedziałam, iż mąż mieszka z Kasią Ewsejewą. Miała córkę z pierwszego związku, która mówiła do Artura „tato”. Cała ta rodzinka zamieszkała w mieszkaniu Artura. Gdy Kasia dowiedziała się, iż od Artura odeszłam, natychmiast przeprowadziła się do niego z córką. Kasia go uwielbiała: dziergała mu skarpety i swetry, karmiła go syto i smacznie. O wszystkim dowiedziałam się dopiero później. Przez całe życie będę mężowi wypominać Ewsejewą Kasię. Wtedy wydawało mi się, iż nasz związek już dogorywa… …Jednak, gdy przy kawie (rozmawialiśmy o rozwodzie), nagle na nas oboje spadły mile wspomnienia. Artur wyznał mi nieziemską miłość, przeprosił, powiedział, iż nie umie pozbyć się natrętnej Kasi. Zrobiło mi się go bardzo żal. Znów się zeszliśmy. Artur nie wiedział nic o Romku. Kasia z córką na zawsze opuściły nasze miasto. …Minęło siedem lat szczęśliwego rodzinnego życia. Potem Artur miał wypadek samochodowy. Operacje nogi, rehabilitacja, chodzenie o lasce — dwa lata w męce. Artur był tym wszystkim bardzo wyczerpany. Zaczął ostro pić — stawał się nie do poznania, zamykał się w sobie. Ciężko było to znosić. Prośby nie pomagały. Męczył siebie i nas z synem. Pomocy nie chciał. Wtedy w pracy pojawił się „ramię do płaczu” — Paweł. Słuchał mnie w palarni, spacerował ze mną po pracy, pocieszał, dodawał otuchy. Paweł był żonaty, żona czekała na drugie dziecko. Do dziś nie wiem, jak znaleźliśmy się razem w łóżku. Bzdura. Był ode mnie niższy o głowę i w ogóle nie mój typ! I zaczęło się! Paweł zabierał mnie na wystawy, koncerty, balety. Gdy żona urodzi córkę, Paweł zwolni tempo z rozrywkami. Odejdzie z mojego zakładu, znajdzie inną pracę. Może wtedy pomyślał: „Z oczu, z serca”? Nie rościłam sobie praw do niego, więc odpuściłam z łatwością. Ten mężczyzna tylko na chwilę zaleczył moją duszę. Nie zamierzałam wchodzić w czyjąś miłość. Mój mąż dalej pił. …Po pięciu latach przypadkiem spotkamy się z Pawłem, on całkiem poważnie zaproponuje mi małżeństwo. Roześmieję się. Artur jednak na chwilę się ogarnie. Wyjedzie do pracy do Czech. Ja w tym czasie będę wzorową żoną i matką. Całkowicie skupiona na rodzinie. Artur wróci zza granicy po pół roku. Zrobimy remont, kupimy sprzęt, Artur naprawi swoje auto. Żyj, ciesz się! Ale nie — mąż znów się złamie i zapije. Rozpoczną się kręgi piekła. Przyjaciele przynosili go do domu, sam nie mógł dojść. Ja biegałam po osiedlu, szukając zdewastowanego męża, znajdowałam śpiącego na ławce, z pustymi kieszeniami, holowałam na własnych plecach do domu. Bywało różnie. …Jednej wiosny stoję smutna na przystanku. Wokół ptaki świergoczą, słońce uśmiecha się, a mi nie w głowie wiosenna radość. Słyszę nagle szept za uchem: — Może mogę pomóc w pani kłopotach? Odwracam się. O Boże, co za przystojny i pachnący mężczyzna! Miałam wtedy 45 lat! Może znów będę „jabłuszkiem”? Speszyłam się jak uczennica. Na szczęście podjechał autobus, wskoczyłam i odjechałam. Na wszelki wypadek. Mężczyzna pomachał mi na pożegnanie. Cały dzień w pracy myślałam tylko o nim. Oczywiście, dwa tygodnie się wzbraniałam — tak dla zasady. Ale Edek (tak miał na imię nieznajomy), jak czołg rozbijał moją obronę. Codziennie rano czekał na mnie na tym samym przystanku. Chodziłam wcześniej, by przypadkiem nie spóźnić się na „randkę”. Edek wysyłał mi z daleka uśmiechy i całuski. Pewnego dnia przyniósł bukiet czerwonych tulipanów. — No i co z nimi zrobię rano w pracy? Dziewczyny od razu mnie przejrzą! — roześmiałam się. Edek uśmiechnął się: — Oj, nie pomyślałem o takich „strasznych” skutkach. Oddał bukiet starszej pani, która przyglądała się naszej „sztuce”. Babcia rozpromieniła się: „Dziękuję, kochanieńki! Życzę ci kochanki ognistej!” Spaliłam buraka ze wstydu. Dobrze, iż nie życzyła młodej kochanki. Zniknęłabym z ziemi! Edek kontynuował: — A może, Nadusiu, zostaniemy winni razem? Nie pożałujesz. Powiem szczerze — propozycja była bardzo kusząca i w samą porę! Tym bardziej, iż mąż w tym czasie leżał bez ruchu w pijackim zamroczeniu. Edek okazał się niepalący, niepijący, byłym sportowcem (57 lat), świetnym rozmówcą. Rozwiedziony. Miał w sobie magnetyczną siłę! Zatopiłam się w ten gorący romans! Był wirującym jeziorem namiętności. Trzy lata miotałam się między domem a Edkiem. Dusza się wyczerpała. Zatrzymać się nie miałam siły ani woli. Jednak gdy w końcu chciałam zakończyć — brakowało mi siły. Jak mówią, dziewczyna przegania chłopaka, ale nie odchodzi. Edek całkowicie mną zawładnął! Gdy stał przy mnie, traciłam oddech! To była choroba duszy! Ale wiedziałam: ta namiętność niczego dobrego nie wróży. Miłości do Edka nie czułam. Wracając wyczerpana do domu, chciałam się przytulić do męża. choćby zalanego, źle pachnącego, ale swojego i bliskiego! Swój sucharek lepszy niż cudzy placek! Tak wygląda prawda życiowa! A namiętność? Od słowa „cierpieć”. Chciałam już jak najszybciej odcierpieć Edka, wrócić do rodziny, nie uciekać w rozkosze. Tak myślałam. Ciało rwało się nad przepaść. Wciąż byłam w sieci tej niszczącej namiętności. Nie umiałam się opanować. Syn wiedział o Edku. Zobaczył nas w restauracji, gdy sam był tam ze swoją dziewczyną. Musiałam Edka przedstawić synowi. Uściskali się, ukłonili. Wieczorem, przy kolacji, Świętosław patrzył na mnie — czekał na wyjaśnienia. Zbyłam go żartem, „kolega z pracy zaprosił porozmawiać o projekcie”. „No tak, w restauracji”, — potaknął syn. Świętek nie oceniał. Prosił, by się nie rozwodzić z tatą. Uważał, iż może jeszcze tata się poprawi. Czułam się jak owca, która zbłądziła ze stada. Rozwiedziona przyjaciółka radziła stanowczo: „Rzuć w diabły tych kochanków, odpocznij!” Jej słowa brałam sobie do serca. Przyjaciółka, która zaliczała już trzeciego męża, miała bogate doświadczenie. Powtórzę: wiedziała, co mówi. Ale zatrzymać się umiałam dopiero wtedy, gdy Edek podniósł na mnie rękę. To był koniec. Nie na darmo ostrzegała przyjaciółka: — Spokojnie, póki stoisz na brzegu… Spadła mi zasłona z oczu. Świat nabrał kolorów! Trzy lata męki! Uff! Wolna! Edek długo jeszcze będzie mnie szukał, błagał o wybaczenie na kolanach… Będę nieugięta! Przyjaciółka mnie wycałuje i podaruje kubek z napisem: „Jesteś adekwatna!” A jeżeli chodzi o Artura — wiedział wszystko o moich grzesznych romansach. Edek sam dzwonił i opowiadał. Był przekonany, iż odejdę z domu. Artur przyznał: — Gdy słuchałem jego wyznań, chciałem umrzeć w ciszy. Sam temu wszystkiemu winien! Zmarnowałem żonę. Zamieniłem na wódkę. Idiota. Co mogłem ci powiedzieć? …Od tego czasu minęło dziesięć lat. Z Arturem mamy dwie wnuczki. Siedzimy kiedyś przy stole, pijemy kawę. Patrzę przez okno, Artur bierze mnie za rękę: — Nadziu, nie patrz na innych. To ja jestem twoim szczęściem! Wierzysz? — Oczywiście, wierzę, mój jedyny…
Maciej z "ŻdP" w szoku po słowach kandydatek. Było mu przykro
Pierwsze sygnały perimenopauzy, które łatwo zignorować
Koniec z "obowiązkiem małżeńskim". Przyjęto zmiany w kodeksie cywilnym
Pochwała długich pocałunków
Policja reaguje na materiał Telewizji Republika. "Niedopuszczalna manipulacja"
Najgorsze hobby mężczyzn? Te pasje zniechęcają kobiety najbardziej
Gdzie na randkę w walentynki 2026 w Warszawie? Teatr, koncert czy kino, które robią klimat
Zaproszenie na konferencję „Zobacz to ich oczami”
Broda siwa, ale dusza piękna. „Oszukiwałaś mnie cały czas! Kończę naszą korespondencję. Jestem bardzo rozczarowany kobietami. Jak mogłaś tak długo udawać i kłamać? Chciałem się z Tobą ożenić, a Ty wszystko zniszczyłaś. Nie da się budować rodziny na kłamstwie i braku zaufania. Żegnaj. Nie pisz więcej. Nie odpowiem. Twój były dżentelmen.” Takie właśnie słowa przeczytałam w liście od Anglika. Z Conorem pisaliśmy do siebie niemal rok. Wszystko szło w kierunku spotkania w jego rodzinnym Sheffield. Ale niestety… Nie udało się. …Miałam wtedy czterdzieści dziewięć lat. Od dawna po rozwodzie, dzieci i wnuki zajęte swoimi sprawami. Chciałam jeszcze raz poczuć się kobietą. Lata lecą. Zamiast zamykać się w czterech ścianach i wspominać dawne czasy, wolałam zrobić coś dla siebie, niż zamienić się w babcię robiącą na drutach skarpety na metry i haftującą prześcieradła. Przyjaciółki – zajęte rodziną. A na „kandydatów” z pracy – żaden nie wzbudził zainteresowania. Za radą koleżanki założyłam konto na portalu randkowym. Co mi szkodzi? Wypełniłam długi formularz, dodałam korzystne zdjęcie. Czekałam na cud. Sama nie wyskakiwałam z propozycjami. Trzymałam fason. Po dwóch tygodniach – jedno jedyne elektroniczne zaproszenie. Czytam z bijącym sercem – z Bobrujska dotarł do mnie list od… Anglika: 59 lat, przedsiębiorca, rozwiedziony, dorosłych synów ma dwóch. Na zdjęciu – elegancki, zadbany gentleman na tle luksusowej willi. Chce się ze mną poznać. A może i ślub zaproponuje… Szczęście na wyciągnięcie ręki! Tylko ładnie odpisać… Najchętniej napisałabym od razu – zgadzam się, zaraz lecę do Sheffield, choćby do ślubu… Ale odpisałam, iż muszę się namyślić, czyli – pokaprysić. Rzekomo mam tylu kandydatów, iż nie nadążam wszystkim odpisywać. Conor wykazał się taktem i kulturą. Odpisał, iż rozumie – taka kobieta jak ja podbiła niejedno serce, także jego. Komplementy od Anglika dodawały mi skrzydeł. Z Conorem zaczęliśmy szczerą, pełną zaufania korespondencję. Czułam, iż jesteśmy dla siebie stworzeni. Czemu mieszkamy w innych krajach? Conor nazywał mnie „Tajemniczą Różą”, ja jego – „Moim dżentelmenem”. Przywykłam do jego czułych listów, już nie wyobrażałam sobie życia bez nich. W myślach byłam już żoną Anglika, w jego obszernej willi, rozmowy przy porannej kawie… Wszystko układało się idealnie. Im lepiej się poznawaliśmy, tym bliżsi byliśmy sobie. Dzieciom powiedziałam, iż niedługo ich opuszczę, przekażę im mieszkanie, rzucę pracę. Syn i córka ostudzili mój zapał: – Mama, nie poznajemy cię. Tuż przed emeryturą – zamążpójście? Kto cię tam chce? Twój dżentelmen zaraz zacznie się sypać, ciśnienie, nocą siedem razy do łazienki… Chcesz być służącą i opiekunką? A potem zacznie zrzędzić… Nie bądź pochopna, mama, z tymi Anglikami. Nie posłuchałam ich. Chciałam być damą i koniec! Zmieniłam garderobę, fryzurę, maniery. Czekałam na wizę. I wtedy – list od Conora: „Nie jesteś 'Tajemniczą Różą’, tylko zwykłą kłamczuchą. Nie pisz mi więcej!” Nic nie rozumiałam. Kiedy i czym skłamałam? W głowie szumiało od wersji i domysłów. Napisałam Conorowi jeszcze raz. Czekałam pół roku bez odpowiedzi. Kiedy już całkiem się poddałam, zmieniłam choćby testament, przyszła wiadomość od „Mojego dżentelmena”: – „Tajemnicza Różo”, wybacz! Długo byłem w szpitalu, prawie żegnałem się z życiem. Nie chciałem cię martwić. Naszą korespondencję powierzyłem synowi, Oliverowi. Prosiłem o uprzejmość. A on napisał, iż to ty nagle zerwałaś kontakt. Dlaczego? Wyzdrowiałem. Jestem gotów przyjąć cię w moim domu jako żonę. Czytałam kilka razy. Płakałam. Nie wiedziałam, co odpisać. Jasne było tylko jedno: to Oliver nie chciał, by ojciec się żenił. To on bezzasadnie mnie oskarżył. Po namyśle postanowiłam nie odpisywać. No bo co, przyjadę do Sheffield, a w dogodnej chwili Oliver wsypie mi truciznę do owsianki albo naplotkuje ojcu, a ten mu uwierzy i wyrzuci „boginię” z domu. Po co mi to? Niech się dogadują sami. …A moi wnukowie już jesienią do szkoły idą. Trzeba przypilnować czytania, matematyki. A na działce trzeba pomidory posadzić, trawę skosić, kwiatki podlać… Co swoje, to swoje. Odpocznę od internetowych znajomości. Zabierają za dużo energii, a życie i tak ucieka… – Dzień dobry, sąsiadko! Nie spodziewałem się pani zobaczyć, dawno nie przyjeżdżałaś. Sprawy czy… zamążpójście? – zagaduje sąsiad z działki, zerkając w oczy. – Cześć, Kolu! Tęskniłam za tobą. Może byś się nie ożenił beze mnie przez ten czas? Pomożesz mi drewna narąbać? Zapraszam wieczorem na herbatę. Masz pojęcie, ile mam zaległości? – cieszyłam się szczerze na widok Nikolaja. – No co ty, Aniu? Jak miałem się żenić, skoro panna od roku się nie pokazywała? – mrugnął sąsiad. – Co masz na myśli? – Wszystko rozumiałam, ale wypadało poflirtować. – Wyjdź za mnie, Aniu. Po co się jeszcze rozglądać… Znamy się jak łyse konie. Jak mówią: stare drzewo trzeszczy, ale żyje! A mój wybranek ma brodę siwą, ale duszę piękną. …A ja z Nikolajem już siedem lat szczęśliwa w małżeństwie…
Pele-mele. Odpowiada: Maciej Buchwald
Znany adwokat uwiódł nieletnią. "Gdy była w 7. klasie, współżyła z nim"
Te hobby pociągają kobiety najbardziej. Męskie zajęcia pod lupą
Rządowy program in vitro kontynuowany w 2026 roku – jak rozpocząć leczenie?
„Obrazy starzeją się lepiej niż rzeczy” w Galerii SZOKART
Odmowa dostępu: jak zostałem zghostowany przez obiekty artystyczne
Moja kochana. Opowieść o Marzenie, która odkrywa, iż dorastała w rodzinie zastępczej, i o spotkaniu z biologiczną matką w cieniu trudnej prawdy oraz rodzinnych sekretów z przeszłości
Jak wpływa na nas to, co się nie wydarzyło?
Wstręt – wstęp do nienawiści. Rozmowa z Joanną Flis w cyklu „Alfabet emocji”
Pedro Sanchez słabszy niż kiedykolwiek wcześniej. Katastrofa kolejowa może przelać czarę goryczy. "To dowód upadku"
Rozmiar przyrodzenia ma znaczenie? Naukowcy twierdzą, iż tak