Nowy film Pawła Pawlikowskiego stanowi imponujące domknięcie jego czarno-białej trylogii, w której skład wchodzą „Ida” i nagrodzona za reżyserię w Cannes „Zimna wojna”. Estetycznie to równie wyrafinowana konstrukcja, z dyskretnymi odniesieniami do klasyki kina, fotografii z połowy XX w., pięknie sfilmowana przez Łukasza Żala. Spowolniony, intelektualno-poetycki rytm zamyka w zaledwie 71 min wyjątkowo skondensowaną i bogatą w sensy opowieść, w której reżyser – jak w poprzednich filmach – wraca do czasów powojennych, znów drąży problem rozliczeń wywołanych okupacyjną pożogą, ale tym razem interesują go niezabliźnione rany niemieckiej historii. Przedstawia to szerzej, w kontekście rozdartej ideologicznymi podziałami Europy, trzymanej w szachu przez dominujące mocarstwa: Sowietów i Amerykanów, co świadomie przybliża wymowę filmu do współczesnych sporów: o kierunek, w jakim podąża nasz świat, kryzys wartości, utratę wiarygodności elit, szczególne miejsce sztuki i oczywiście także o duchową pustkę po śmierci Boga.
Czytaj też: Idź do oryginalnego materiału












