
W moim bąbelku dostrzeżono już książkę Eoina Higginsa „Owned: How Tech Billionaires on the Right Bought the Loudest Voices on the Left”. Tytuł zachęca, więc kupiłem – chociaż autor w wywiadach lojalnie uprzedza, iż te „loudest voices” to tak naprawdę dwóch muppetów: Glenn Greenwald i Matt Taibbi. Inne przykłady pojawiają się tylko na marginesie.
Najchętniej przeczytałbym inną – o mechanizmach przy pomocy których neofaszystowscy miliarderzy zmienili media społecznościowe w prawicowy ściek. W takiej książce Greenwald i Taibbi byliby tylko jednymi z wielu przykładów, obok tych wszystkich Russellów Brandów, Aaronów Matów, Maxów Blumenthalów (i rodzimych „lewicowców popierających Trumpa”).
Tu jest, jako się rzekło, odwrotnie. Owszem, nareszcie mamy dokładniejszy portret mechanizmów, które sprowadzałem tu na blogasku do „uogólnionego Petera Thiela”. Niestety, są tylko tłem do niemalże biograficznej opowieści o Greenwaldzie i Taibbim, którzy mnie w sumie nie obchodzą.
Stąd moje pytanie do PT Komcionautów. Why are they even a thing? Oczywiście, wiem kim oni są, helou, przeczytałem przed chwilą grubą książkę o nich – ale Higgins zdaje się uważać, iż czytelnikowi nie trzeba tłumaczyć, czemu Greenwald i Taibbi są Bardzo Ważni.
Ja za nimi nigdy nie przepadałem. Z Greenwaldem kiedyś robiłem wywiad promujący jego książkę i zrobił na mnie złe wrażenie. Krzyczał jak na wiecu, choć mówił tylko do mnie. Ja ogólnie nie lubię wrzaskliwych ludzi, pewnie dlatego nie nadaję się do tych wszystkich tiktoko-jutubów, bo tam też, zdaje się, najlepiej sprzedaje się krzyk.
Greenwald przynajmniej ma taką zasługę, iż przypadkowo wplątał się w aferę Snowdena (dlatego w ogóle chciałem z nim gadać). W całej tej aferze z perspektywy czasu widać, iż najlepiej zachowywały się w niej tradycyjne media, z Guardianem na czele – mimo to Greenwald od lat jest ich zaprzysięgłym wrogiem (to właśnie ten temat tak go nakręcił).
Taibbi nie ma choćby takiego osiągnięcia w dorobku. Gdy ktoś chce go elegancko przedstawić, nazywa go „byłym autorem Rolling Stone”. Z Greenwaldem łączy go jednak obsesyjna wrogość wobec tradycyjnych mediów, co jest paradoksem: ich szczytem kariery była niegdysiejsza kooperacja z nimi.
Chętnie się nią chwalą w CV, ale po odejściu na swoich blogasko-widkastach zajmują się głównie zwalczaniem ich. Greenwald ma zdjęcie Rachel Maddow sprzed 10 lat przypięte na Twitterze, a na blogaskowisku Taibbiego jeden z pierwszych linków jakie widzimy to „The Media is Busted. And will soon die”.
Higgins wyjaśnia to tak, iż dla obu muppetów formacyjnym doświadczeniem było „Russian Collusion” – iż media w 2016 jakoby przesadnie eksponowały rosyjski wpływ na wybór Trumpa (zwłaszcza Maddow). Greenwald i Taibbi tak się zaangażowali w bronienie Trumpa przed liberalnymi mediami demonizującymi Rosję, iż wyszło im, iż Trump i Putin są w sumie całkiem fajni w porównaniu do tej ludobójczej tyranki, Rachel Maddow.
Jak wielokrotnie pisałem, nie cenię sobie publicystyki opinii. To najtandetniejszy gatunek dziennikarski, zwłaszcza gdy komuś się tej opinii nie chce choćby spisać, tylko ją wywrzaskuje do kamery. Opinia jest jak biodra, każdy ma swoją, niekoniecznie musi ją pokazywać.
Cenię sobie dziennikarstwo, z którego można się dowiedzieć czegoś nowego – by sobie o tym potem wyrobić opinię. Tak rozumianym dziennikarstwem Greenwald nie zajmuje się od lat, a Taibbi chyba nigdy. Takie dziennikarstwo przez cały czas w roku 2026 możliwe jest tylko w mediach tradycyjnych. Najgorsze iż wyrasta już pokolenie tiktokonautów, którzy choćby nie rozumieją tej różnicy.
Wszystko, co dla mnie nowe i interesujące w tej książce to zajmujący maks paręnaście stron opis mechanizmów, przy pomocy których nie tylko Peter Thiel, ale także Marc Andressen, Ben Horowitz, Joseph Lonsdale, Larry Ellison, David Sacks (itd). przesunęli internet w prawo. Część serwisów blogowo-widkastowych do nich po prostu należy (Rumble), w innych natomiast mają tak silną pozycję, iż Zuckerberg czy Bezos musi się z nimi liczyć, zwłaszcza od kiedy mają swojego prezydenta.
Rząd federalny może zrobić kuku każdej firmie, zwłaszcza działając „na wezwanie akcjonariuszy”, dlatego cyberoligarchowie płaszczą się przed Trumpem i zgadzają się na dochodzenia w sprawie tego, czy ich algorytmy należycie promują treści prawicowe. Treści lewicowe nie mają swoich Thielów, więc lewicowy podkast niech się cieszy gdy nie dostanie bana, ale na jakąś wielką popularność nie ma co liczyć. Algorytmy będą promować kogoś innego.
Ogólnie więc nie polecam, chyba iż ktoś jest wielkim fanem Tanwalda i Greibbiego. A jeżeli ktoś taki się tu pojawił, to poproszę o wyjaśnienie za co ich ceni.







