Brzydki jak Conan? Wczesna fantastyka to nie tylko szmira. Te okładki to zapis epoki | Ofiary eksplozji

polityka.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: Wydawnictwo Wydałem


Czy estetyka fantastyki i horroru czasów transformacji to była straszna szmira? W tomie „Conan sp. z o.o.” Patryk Mogilnicki przygląda się okładkom książek z tamtych czasów i dostrzega więcej niż memiczność i brzydotę. Okładki popularnych książek z początku lat 90. można ułożyć w opowieść o polskiej transformacji. O tym, czego przez lata nie można było pokazywać, a nagle wszelkie ograniczenia zniknęły. Sporo przemocy, kilka mniej nagości, herosi wymachujący mieczami bądź karabinami. I dużo dosłowności, choćby gdy mowa o powieściach fantastycznych i horrorach. Statki kosmiczne, zombie, wampiry, cmentarze, potwory rozszarpujące ludzkie szczątki. Ewentualnie kulturysta w typie Arnolda Schwarzeneggera (koniecznie z filmów o Conanie Barbarzyńcy) w ogniu walki. Podróbka Conana mogła sprzedać prawie wszystko, więc zdarzało się, iż umięśnieni tytani pojawiali się choćby na okładkach książek, które nie miały nic wspólnego ani z cymeryjskim barbarzyńcą, ani z jego twórcą Robertem E. Howardem, ani choćby z fantasy jako gatunkiem.

Nic dziwnego, iż ten bohater patronuje również nowej książce Patryka Mogilnickiego „Conan sp. z o.o.”. Jej podtytuł – „Polscy ilustratorzy i projektanci okładek książek fantastycznych w Polsce okresu transformacji (1985–1995)” – z miejsca wprowadza w temat. Uwaga: dzisiejszym 50-latkom lektura grozi nagłym wzmożeniem nostalgii. „Projekty okładek, o których opowiada niniejsza książka, bronią się także dzięki sentymentowi, jakim darzymy je my, czytelnicy, którzy w dobie transformacji byliśmy jeszcze nastolatkami. Stanowią zapis minionej epoki, tego czasu, kiedy wszystko było wolno. Są też świadectwem młodzieńczej energii, często bowiem tworzyli je pasjonaci, będący wówczas na początku swojej artystycznej drogi”, pisze Mogilnicki.

Czytaj też: Idź do oryginalnego materiału