Trochę alkoholu się polało od chwili wydania nowej Sodalicji więc dzisiaj wjechała na głośnie. Najpierw dobre rzeczy. Dobrze, iż znają słowo umiar bo poruszają się w stylistyce bardzo mocno ograniczonej (Blasq narzeka, iż kawałki krótsze a ja właśnie jestem za takim rozwiązaniem), gdzie bardzo łatwo pod przykrywką płodności najebać kawałki po 10-15 min ale w nich całe napięcie kończy się po 5 min a potem następuje powtarzanie tego samego motywu aż do usranej śmierci. Tu pięć tracków i raptem 35 min więc tak właśnie o to chodzi. Przyjebać choćby było poniżej przyjętej normy ale przyjebać. widzę i słyszę, iż koncept się otwiera niczym Kinder Überraschung. Rozwinięcie motywu z okładki pierwszego błogosławieństwa tudzież rozwinięcie muzyki. Można? Można tylko trzeba mieć łeb na karku i niekonwencjonalne pomysły. Mam cichą nadzieję i to jest ta zła rzecz, iż kolejne błogosławieństwa będą trzymać poziom bo muszę się powtórzyć stylistyka mocno ograniczona a ten album jednak kilka punktów procentowych niżej od pierwszego błogosławieństwa mimo, iż to przez cały czas poziom nieosiągalny dla setek mas. Brakuje mi tu mroku, który im dalej w album ulatnia się ustępując światłu, które delikatnie ale jednak daje o swoim istnieniu znać. Limit mojego zaufania jeszcze mocno wypełniony więc spokojnie czekam czy na trzecim błogosławieństwu rozpierdolą po całości czy obsrają się niczym po ciepłej mioduli.
Statystyki: autor: Hajasz — 14 min. temu