Oprócz tych ulubionych czyli Wormlust, Skaphe, Martrod i debiutu Svartidaudi popłynęły sobie i 3 płyty bohaterów tematu. No nie zmieniło się tu zbyt wiele u mnie - to niezłe granie, ale jednak nie potrafię się zachwycić tak jak wyżej wymienionymi.
Przelatują te albumy sobie i niby wszystko się zgadza ale jak dla mnie to nie jest jednak ten sam poziom - wszystko jest dość przewidywalne, poukładane i bezpieczne jak na Islandię. Brakuję mi tu elementów zaskoczenia i chorych odjazdów, których ta scena jest wyznacznikiem.
Jakbym miał ocenić całość to najlepiej słucha mi się tej ostatniej Med hamri , której widzę wyżej najmniej czasu wszyscy poświęcili. Błąd bo to wg mnie lepszy krążek od przehajpowanej jedynki i dwójki. Lepiej brzmi, jest bardziej chaotyczny i lepiej napisany.
Przy debiucie i dwójce to zastanawiałem się choćby czy oni czasem nie chcieli zabrzmieć oryginalnie tj wręcz nieislandzko, Ba..dwójka jak na Islandzkie standardy jest mega łatwa i przyswajalna w odbiorze z wieloma wręcz rokendrolowymi patentami. No nie, nie dla mnie.
Svartidaudi już niczym niestety nie zaskoczy, ale tutaj... na ta chwilę, po dłuższym przystanku przy ostatniej płycie, jestem interesujący co będzie dalej.
Statystyki: autor: brzask — 26 min. temu













