Gdańskie B90 po raz kolejny udowodniło, iż jest doskonałym miejscem na mapie ciężkich brzmień. Jak na poniedziałkowy wieczór, frekwencja robiła dobre wrażenie– a wszystko to za sprawą nowojorskich legend z Biohazard, którzy właśnie tu rozpoczęli swoją najnowszą trasę po Polsce.
Zanim gwiazda wieczoru przejęła scenę, dostaliśmy potężną dawkę energii od supportów. Zespoły otwierające (równie legendarny Cro-Mags, do tego amerykanie ze Sworn Enemy i Strikin 13 )zaprezentowały świetną, równą formę, dodatkowo wsparli ich weterani i filary polskiej sceny hardcore czyli Schizma. Ich set był przeglądem 30 lat działalności, pełen surowej mocy i doskonale przygotował grunt pod to, co miało nadejść. Mocnym momentem okazał się gościnny występ wokalisty Ballkick.
Gdy na deski B90 wpadł Biohazard, od razu stało się jasne, iż nowojorczycy są w wyśmienitej formie fizycznej i wokalnej. Energia uderzyła ze zdwojoną siłą, a pod sceną natychmiast rozkręcił się mocny mosh pit. Zespół brzmiał potężnie, bez problemu utrzymując mordercze tempo i znakomity kontakt z trójmiejską publicznością, opowiadając w przerwach anegdotki i próbując rozmawiać po polsku z publiką.
Występ to przegląd najlepszych kawałków z historii, z których na szczególną uwagę zasługuje świetnie wykonany cover Bad Religion. Wybrzmalu najlepsze utwory z płyt „Urban Discipline” i „State of the world adress” oraz kawałki promujące ostatnie wydawnictwo zespołu „Divided we fall”. Prawdziwym ukoronowaniem idei hardcore’owej rodziny był jednak finał – podczas seta Biohazard na scenie pojawili się muzycy ze wszystkich grających tego wieczoru zespołów, wspólnie pompując ze sceny czystą adrenalinę.
To był kawał naprawdę solidnego hardcore’u. Otrzymaliśmy prawie 5 godzin klasycznego grania na absolutnie najwyższym poziomie. Każdy, kto zdecydował się spędzić ten poniedziałkowy wieczór w B90, z pewnością wyszedł z klubu wyczerpany, ale maksymalnie usatysfakcjonowany. Dwa kolejne koncerty z mini trasy zapowiadają się też więc świetnie.
Relacja : Rafał Cymy














