Bezgraniczna bezczelność
Justyno, powiedz mi szczerze zaczął marudzić Kuba jaka to wielka różnica, komu wynajmiemy nasz domek? Swoim czy obcym? Przecież pieniądze są te same.
Odstawiłam właśnie ostatnie pranie na suszarkę. Zamiast jęczeć, mógłby pomóc, pomyślałam.
Kubusiu odpowiedziałam spokojnie mój drogi, różnica jest taka, iż od rodziny to potem tych pieniędzy nie wyciągniesz.
Ty znowu o tym? To przez Bartka? Przecież Bartek to mój brat! Na pewno zapłaci, przysięgam ci. On choćby nie chce żadnej zniżki. Od razu zaoferował pełną stawkę. Na całe wakacje! Nie będziemy musieli szukać nowych lokatorów co chwilę.
Kubo, to domek nad Bałtykiem. Chętnych znajdę w pięć minut.
Ale powiedz mi, dlaczego tak bardzo bronisz się przed wynajmem rodzinie?
Bo z obcymi wszystko jest jasne: umowa, zaliczka, nie płacą żegnamy się i po sprawie. A z rodziną zaczyna się festiwal tłumaczeń: Justynko, przecież mamy dzieci, Przelejemy później, A telewizor się rozbił, ale chyba nie będziecie karać? Uwierz mi, widziałam to nie raz. Ty nie wiesz, jak to się kończyło.
Domek odziedziczyłam po rodzicach, którzy również go wynajmowali. Mieszkali zresztą też w Gdańsku, a domek nad morzem zawsze był wspomagaczem budżetu domowego. Kontynuowałam tradycję, choć z zasadą żadnych znajomych i rodziny. Zbyt wiele słyszałam od mamy o przyjaciołach, którzy często zwodzili z płatnościami.
I czym się to kończyło? spytał Kuba z lekkim niedowierzaniem.
Tym, iż rodzina nie płaciła i choćby przeprosin nie było. A potem słyszałam: Co, żałujecie nam odrobiny wypoczynku?. Nie. To jest biznes, Kuba. Nie darmowy pensjonat dla twojej rodziny.
Bartek niedawno wymyślił, iż trzy miesiące nad morzem to idealne lekarstwo dla jego żony i trójki dzieci. Latem miał zaplanowany przestój w pracy, więc można sobie pozwolić na przyjemności. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, iż Bartek nie planuje zapłacić za pobyt.
Ale Bartek nie prosi, żebyś dała mu klucze za darmo! przekonywał Kuba. Na pewno się rozliczy.
Wszyscy najpierw obiecują, iż wszystko zapłacą.
Po co się w to pakować? Na ten domek zawsze jest kolejka, ludzie płacą rynkowe ceny. Przyjeżdżają, podpisują umowę i mam spokojną głowę. Nie. Żadnej rodziny. Żadnych znajomych. Przyjaźń przyjaźnią, ale rozliczenia osobno.
Niełatwo zbić mnie z tropu, ale Kuba miał swój plan.
Dobrze. Nie ufasz Bartkowi. Ale mi przecież ufasz?
Spojrzałam na niego pytająco.
Ufam. I co?
jeżeli Bartek nas wystawi, to ja ci zapłacę za ten domek wypalił z dumą. Chciał być bohaterem.
Ale argument słaby.
Świetny pomysł. Zapłacisz mi z naszego wspólnego budżetu.
No jeżeli tak mówisz zawahał się Mogę znaleźć jakąś dodatkową pracę. Wieczorami, w weekendy. Oddam ci każdą złotówkę. To będą tylko twoje pieniądze. Zgadzasz się?
Nie wiedziałam, iż Kuba jest aż tak zdeterminowany. Może jeżeli on tak wierzy w brata, powinnam po prostu zaufać
Przegadasz każdego uśmiechnęłam się krzywo Ale cała odpowiedzialność na tobie. Dobrze.
Do lata było jeszcze sporo czasu, więc zdążyłam się trochę uspokoić i choćby poczuć cień nadziei.
Czerwiec przyniósł jednak pierwsze problemy. Kuba dzwonił do Bartka co kilka dni z niewinnym pytaniem o przelew choćby za pierwszy miesiąc. Odpowiedzi były uspokajające:
Jasne, Kubuś, wszystko pod kontrolą! Pieniądze? Już już, tylko klient duży jeszcze nie przelał ostatniej raty. Obiecał na koniec miesiąca. Jak tylko dostanę, prześlę wam. Wybaczcie, iż tak się przeciąga, ale to los. Nie martw się!
Pod koniec czerwca dalej nie było przelewu.
Starałam się nie wybuchać. Nie pytałam, trzymałam dystans, przecież Kuba prosił, żebym mu zaufała. Nie chciałam podkopać jego dumy. Ale gdy znów usłyszałam rozmowę z bratem, nie wytrzymałam:
I co? Zapłacił?
Klient Bartka jeszcze nie przelał. Ma być lada dzień! Przysięga!
Ten sam tekst, co miesiąc wcześniej.
Na końcu języka miałam złośliwe: No kto by się spodziewał?.
A nie mówiłam? U rodziny zawsze są bardzo ważne powody, żeby nie płacić na czas.
Justyna, przecież to przypadek! tłumaczył Kuba On naprawdę nie robi tego specjalnie! Wiem jak to wygląda Ale to przypadek! Trzeba tylko poczekać.
Ta, poczekamy do września. Aż się spakują i wrócą: Dzięki za super urlop, oddamy kiedyś.
Kochanie, przecież nie ryzykujemy. Najwyżej ja pójdę do pracy dorywczo.
Ty? Teraz? Naprawdę?
Kuba się zbiesił.
Daj jeszcze dwa tygodnie. Jak nie, sam ci zapłacę jeżeli ci to tak bardzo przeszkadza.
Sama tego chciałaś! To ty nalegałeś, by wziąć ten obowiązek na siebie. Więc dotrzymaj słowa!
Od tej rozmowy w naszym domu zrobiło się jakoś mniej wesoło, a Kuba rozmawiał ze mną jakby pod przymusem.
Lipiec. Upalny do granic możliwości. Wieczorami przyłapywałam Kubę na przeglądaniu ogłoszeń o pracę, ale nie dzwonił pod żaden numer.
Kubo, dziś już trzydziesty. Dwie trzecie lata minęły, a pieniędzy za wynajem zero przypomniałam mu.
Bartek wciąż czeka na przelew Ale
Jak będzie, to będzie.
Zapłaci. Jak tylko dostanie pieniądze, odda nam wszystko! choćby dorzuci za niedogodności.
Już nie wierzę. Ty gwarantowałeś? To płać. Gdzie ta twoja praca dorywcza?
Sam już chyba nie wierzył w ten swój pomysł. Łatwo obiecać, gorzej pracować po godzinach.
Znajdę coś. Ale same kiepskie oferty Nie pójdę dźwigać paczek, z moimi plecami.
Lepiej namów brata, żeby sam poszedł nosić paczki. Obiecałeś mi. Albo teraz idziesz do pracy, albo ja dzwonię do Bartka i mówię mu, iż jeżeli do piątku nie ma chociaż połowy sumy, wyprowadzam ich legalnie i dochodzę pieniędzy w sądzie.
Kuba aż pobladł.
Nie dzwoń do Bartka! Jaki sąd? A co rodzina o nas powie? Co powiem mamie? Że brat do sądu? Justyna, nikt tego nie zrozumie.
Bartek nie płacić nie chce Kuba nie chce dotrzymać obietnicy ale pozywać brata przecież też nie chce A teraz próbuje zrobić ze mnie winną.
No widzisz! Ty tak bardzo mnie kochasz, żonko, iż mi nie współczujesz, iż będę musiał harować na dwa etaty, żeby oddać ci żonie! te śmieszne pieniądze!
Nikogo nie zmuszałam, Kubo! Sam chciałeś!
Nie wiedziałem, iż Bartek nas wystawi do wiatru!
A ja wiedziałam odpowiedziałam. Widziałam to już wiele razy. Ale ty mnie nie słuchałeś.
No już dobrze! zaczynał udawać ofiarę Ale ty też robisz się zimna! Każesz mi pracować za brata więc już nie kochasz! Najważniejsze, żeby pieniądze się zgadzały, a ja mogę umrzeć na zawał
Nie każę! Domagam się tylko realizacji tej umowy, którą sam wymyśliłeś.
Dobra! niemal wykrzyczał To idę do pracy i zapłacę ci za Bartka, skoro te pieniądze są dla ciebie ważniejsze niż ja! Proszę bardzo!
Umowa padła, ale koniec końców Kuba poszedł dorabiać. Mimo wszystko nie cieszyło mnie to zostawała tylko gorycz. Wieczorami, kiedy wracał z pracy jako kurier, patrzył na mnie jak na wroga.
Przez ciebie to wszystko rzucił pewnego dnia.
Przeze mnie?
Tak!
Może w końcu zrozumiesz Łatwo być dobrym na cudzy rachunek. Teraz zapłacisz za brata i zobaczymy.
Po cichu wierzyłam, iż Bartek się jednak ogarnie i spłaci, chociaż pod koniec. I wtedy sam do mnie zadzwonił. Nie do Kuby do mnie.
Może się pomyliłam? Może przesyła właśnie przelew?
Justyna, sprawa jest
Bartek, nie mam teraz czasu. Mieliście się już rozliczyć za sierpień, a dopiero czekamy jeszcze za lipiec. To już nie mój problem, a Kuby, który za ciebie ręczył.
Tak, on mi mówił! Biedny z niego człowiek. Ale Justka, auto mi się tu rozkraczyło. Na naprawę wszystko poszło. Muszę jakoś rodzinę zabrać z powrotem, za wynajem oddam jakoś później
Przewidywalne.
Rozłączyłam się bez słowa.
Kuba, który wszystko słyszał, zbladł.
No dobrze powiedział cicho Myliłem się. Za bardzo mu ufałem. Ale ty Ty w ogóle nie dajesz mi prawa do błędu! Zamiast wesprzeć, dobijasz
I co miałam robić? Uśmiechać się, pozwolić, żeby odpoczęli za darmo, a ja sobie jakoś poradzę? Sam powiedziałeś, iż zapłacisz!
Powiedziałem! rzucił sfochowany Ale nie myślałem, iż aż tak ci zależy, żeby poświęcić moje zdrowie! Myślisz czasem o mnie?
A twój brat myśli o tobie?
On nie jest zły, po prostu tak wyszło
Jasne. Nie jest zły, choć mnie zostawia na lodzie i ciebie wystawia a ja, która tylko chcę odzyskać swoje, mam być ta zła?
Kuba spuścił wzrok.
Wygląda na to, iż w naszym małżeństwie zaczyna się naprawdę trudny czas.







