Hollywood przyjechało do Berlina. Na trwającym w stolicy Niemiec Międzynarodowym Festiwalu Filmowym pokazano nowy film w reżyserii Gore’a Verbinskiego, "Baw się dobrze i przeżyj". Reżyser "Piratów z Karaibów" i "Rango" wraca za kamerę po 9 latach, jakie minęły od premiery "Lekarstwa na życie", by opowiedzieć historię przybysza z przyszłości (Sam Rockwell), próbującego ocalić świat przed zagładą, jaką sprowadzi na nas sztuczna inteligencja. Adam Kruk ocenia, jak mu się to udało.
Wszystko wszędzie naraz
autor: Adam Kruk
Początek to prawdziwa bomba. Kilka ujęć i już odmalowaną mamy problematykę oraz nastrój filmu – można by go pokazywać w szkołach filmowych jako wzór sprawnego opowiadania obrazem. Typowy amerykański diner, całkiem jeszcze gwarny po dziesiątej wieczór, obsługa uwija się, roznosząc zamówienia między stolikami, klienci zaś… gorliwie skrolują telefony. Nagle wpada tu jakiś świr (Sam Rockwell) – owinięty w foliowy płaszcz, pod którym kłębią się kable, baterie, wszystko bardzo retro futuro. Wygląda jak kloszard i opowiada niestworzone rzeczy: coś o tym, iż przybył z przyszłości, która nie jest różowa, iż czas się przebudzić, odłożyć telefony i ratować świat… Nikt jednak choćby nie zwraca na niego uwagi (wiadomo: Tinder, lajkowanie kotków, odpisywanie na wiadomości) do momentu, kiedy wykrzykuje, iż ma bombę, a co więcej – na każdego jakiś hak. Okazuje się, iż zna imiona wszystkich zgromadzonych i o każdym wie coś, czego wiedzieć nie powinien.
Bohater tłumaczy, iż spotykają się po raz sto siedemnasty i jak do tej pory świata uratować się nie udało. Dopóki do tego nie dojdzie, on skazany będzie na wieczny powrót – trochę jak w "Dniu świstaka", którego tytuł zresztą tu pada (niby foliarz, a wie, który z klientów uwielbia ten film). Za każdym razem kompletuje inną ekipę śmiałków mających pomóc mu powstrzymać niechybną zagładę ludzkości spowodowaną rozwojem sztucznej inteligencji. Tym razem wybór pada na kierowcę Ubera, drużynowego skautów i kobietę, o której wiemy tylko, iż przyszła do lokalu zjeść ciastko. Rekrutuje też małżeństwo nauczycieli (Michael Peña i Zazie Beetz) aż za dobrze znające problemy wywoływane w klasach przez telefony oraz smętną Susan (Juno Temple), która, jak się okaże, straciła niedawno syna w szkolnej strzelaninie. Jako ostatnia do dziwacznej ekipy dołącza przebrana za księżniczkę Ingrid (Haley Lu Richardson). Każde z nich ma dość osobliwą historię, z których część ukazana nam będzie w retrospekcjach. Czy okażą się adekwatną kombinacją, by uratować świat?
Całą recenzję filmu "Baw się dobrze i przeżyj", można przeczytać TUTAJ.
recenzja filmu "Baw się dobrze i przeżyj", reż. Gore Verbinski
Wszystko wszędzie naraz
autor: Adam Kruk
Początek to prawdziwa bomba. Kilka ujęć i już odmalowaną mamy problematykę oraz nastrój filmu – można by go pokazywać w szkołach filmowych jako wzór sprawnego opowiadania obrazem. Typowy amerykański diner, całkiem jeszcze gwarny po dziesiątej wieczór, obsługa uwija się, roznosząc zamówienia między stolikami, klienci zaś… gorliwie skrolują telefony. Nagle wpada tu jakiś świr (Sam Rockwell) – owinięty w foliowy płaszcz, pod którym kłębią się kable, baterie, wszystko bardzo retro futuro. Wygląda jak kloszard i opowiada niestworzone rzeczy: coś o tym, iż przybył z przyszłości, która nie jest różowa, iż czas się przebudzić, odłożyć telefony i ratować świat… Nikt jednak choćby nie zwraca na niego uwagi (wiadomo: Tinder, lajkowanie kotków, odpisywanie na wiadomości) do momentu, kiedy wykrzykuje, iż ma bombę, a co więcej – na każdego jakiś hak. Okazuje się, iż zna imiona wszystkich zgromadzonych i o każdym wie coś, czego wiedzieć nie powinien.
Bohater tłumaczy, iż spotykają się po raz sto siedemnasty i jak do tej pory świata uratować się nie udało. Dopóki do tego nie dojdzie, on skazany będzie na wieczny powrót – trochę jak w "Dniu świstaka", którego tytuł zresztą tu pada (niby foliarz, a wie, który z klientów uwielbia ten film). Za każdym razem kompletuje inną ekipę śmiałków mających pomóc mu powstrzymać niechybną zagładę ludzkości spowodowaną rozwojem sztucznej inteligencji. Tym razem wybór pada na kierowcę Ubera, drużynowego skautów i kobietę, o której wiemy tylko, iż przyszła do lokalu zjeść ciastko. Rekrutuje też małżeństwo nauczycieli (Michael Peña i Zazie Beetz) aż za dobrze znające problemy wywoływane w klasach przez telefony oraz smętną Susan (Juno Temple), która, jak się okaże, straciła niedawno syna w szkolnej strzelaninie. Jako ostatnia do dziwacznej ekipy dołącza przebrana za księżniczkę Ingrid (Haley Lu Richardson). Każde z nich ma dość osobliwą historię, z których część ukazana nam będzie w retrospekcjach. Czy okażą się adekwatną kombinacją, by uratować świat?
Całą recenzję filmu "Baw się dobrze i przeżyj", można przeczytać TUTAJ.
"Baw się dobrze i przeżyj" – zobacz zwiastun






![Wystawa Zofii Stryjeńskiej już otwarta [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/02/stryjenska-fot.-Artur-Gawle0001.jpg)









