„Batman. Miasto szaleństwa” to jeden z tych komiksów, które już od pierwszych stron pokazują, iż nie zamierzają opowiadać kolejnej standardowej historii o Mrocznym Rycerzu. Christian Ward, wielokrotny laureat Nagrody Eisnera, bierze dobrze znane elementy mitologii Batmana – Gotham, jego mieszkańców, galerię złoczyńców i obsesję Bruce’a Wayne’a na punkcie ochrony miasta – a następnie przepuszcza je przez filtr horroru, surrealizmu i lovecraftowskiego koszmaru.
Powstaje z tego niezwykle osobliwa opowieść, w której granica pomiędzy rzeczywistością a szaleństwem gwałtownie przestaje być oczywista. To przede wszystkim komiks o Gotham, ale mieście oglądanym z zupełnie innej perspektywy.
Mroczne sekrety ukryte pod Gotham
Punktem wyjścia jest istnienie Dolnego Gotham – miejsca znajdującego się pod powierzchnią miasta, od dziesięcioleci odizolowanego od świata ludzi. Nie jest to jednak zwykłe podziemne miasto. Dolne Gotham zostało stworzone z najgorszych emocji mieszkańców powierzchni, karmiąc się ich strachem, gniewem i nienawiścią.
Kiedy granica pomiędzy obiema rzeczywistościami zaczyna pękać, na ulicach pojawia się wypaczona wersja Batmana. To właśnie ten pomysł stanowi fundament całej historii. Christian Ward nie wykorzystuje alternatywnego Mrocznego Rycerza wyłącznie jako kolejnego przeciwnika. Staje się on swoistym odbiciem Bruce’a Wayne’a – materializacją jego obsesji, przemocy i wszystkich tych cech, które w klasycznych opowieściach często pozostają ukryte pod powierzchnią.
Fabuła rozwija się niczym kryminał, ale gwałtownie zaczyna skręcać w stronę horroru. Tajemnica Dolnego Gotham jest stopniowo odsłaniana, a kolejne odpowiedzi zamiast uspokajać sytuację, rodzą jeszcze więcej niepokoju.
Batman musi spojrzeć na Gotham inaczej
Najciekawszym elementem historii jest sposób, w jaki Ward podchodzi do samego Batmana. Bruce Wayne od zawsze uważa Gotham za miasto, które trzeba chronić. Tutaj zostaje jednak zmuszony do zadania sobie pytania, czy część jego własnych działań nie przyczyniła się do powstania tego, z czym teraz musi walczyć.
Desperacki sojusz z najstarszymi wrogami Batmana dodatkowo komplikuje sytuację. Postacie, które w normalnych okolicznościach znajdowałyby się po przeciwnych stronach barykady, muszą współpracować przeciwko zagrożeniu wykraczającemu poza ich dotychczasowe doświadczenia.
Dzięki temu komiks nie jest wyłącznie historią o walce z potworem. To również opowieść o obsesji, odpowiedzialności i konsekwencjach życia podporządkowanego walce z przestępczością. Ward bardzo świadomie wykorzystuje znane elementy mitologii Batmana, aby nadać im nowe, znacznie bardziej niepokojące znaczenie.
Graficzny majstersztyk Christiana Warda
Jeżeli jednak jest jeden element, który sprawia, iż „Miasto szaleństwa” tak mocno wyróżnia się na tle innych historii o Batmanie, są nim bez wątpienia rysunki.
Christian Ward tworzy Gotham pełne intensywnych barw, surrealistycznych wizji i niemal psychodelicznych obrazów. To ogromny kontrast wobec klasycznego przedstawienia miasta jako mrocznej, ponurej metropolii. Tutaj Gotham potrafi być jednocześnie piękne, groteskowe i przerażające.
Szczególnie imponują sceny rozgrywające się w Dolnym Gotham. Architektura, potworne stworzenia i kolejne elementy świata przedstawionego sprawiają wrażenie wyjętych z koszmaru. Równie efektownie prezentują się postacie, zwłaszcza alternatywna wersja Batmana, której wygląd doskonale oddaje charakter całego komiksu.
Ward wykorzystuje również kolor jako narzędzie narracyjne. Poszczególne sceny potrafią diametralnie zmieniać atmosferę dzięki barw, a niektóre strony bardziej przypominają obrazy niż klasyczne plansze komiksowe. To zdecydowanie album, który warto nie tylko przeczytać, ale również dokładnie obejrzeć.
Lovecraftowski horror spotyka klasycznego Batmana
„Batman. Miasto szaleństwa” czerpie z horroru kosmicznego, ale nie ogranicza się do prostego kopiowania lovecraftowskich motywów. Najważniejszy pozostaje tutaj strach przed tym, czego nie da się w pełni zrozumieć. Dolne Gotham jest czymś obcym, niepokojącym i trudnym do racjonalnego wyjaśnienia.
Taki sposób prowadzenia historii dobrze współgra z postacią Batmana. Bruce Wayne zwykle próbuje wszystko analizować, przewidywać i kontrolować. Tym razem trafia jednak do rzeczywistości, w której jego metody mogą okazać się niewystarczające.
Nie wszystkie rozwiązania fabularne są równie mocne, a surrealistyczna forma może momentami sprawiać wrażenie bardziej interesującej wizualnie niż narracyjnie. Nie jest to również komiks, który powinien być traktowany jako klasyczna historia o Batmanie. To raczej eksperyment z jego mitologią – świadomie dziwny, mroczny i momentami bardzo niepokojący.
„Batman. Miasto szaleństwa” – podsumowanie
„Batman. Miasto szaleństwa” to wyjątkowa wizja Gotham, która udowadnia, jak wiele można jeszcze wycisnąć z pozornie doskonale znanej mitologii. Christian Ward łączy kryminał, horror i surrealizm, tworząc historię, w której Batman musi zmierzyć się nie tylko z kolejnym zagrożeniem, ale również z własnym wyobrażeniem o Gotham.
Największą siłą albumu pozostaje oprawa graficzna – odważna, oryginalna i momentami oszałamiająca. Scenariusz dobrze wykorzystuje motywy psychologiczne i horrorowe, choć jego nietypowa forma nie każdemu przypadnie do gustu.
To komiks dla tych, którzy chcą zobaczyć Mrocznego Rycerza w zupełnie nowej odsłonie. Nie jest to kolejna historia o Jokerze, śledztwie w Gotham czy wielkim superbohaterskim crossoverze. To podróż w samo serce koszmaru, z którego choćby Batman może nie znaleźć drogi powrotnej.
Batman: Miasto szaleństwa
Dziękujemy wydawnictwu Story House Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.









