Batman/Deadpool – recenzja komiksu. Może nie jest długi, za to chaotyczny

popkulturowcy.pl 1 dzień temu

Batman i Deadpool razem to połączenie, obok którego nie da się przejść obojętnie. Czyżby Wade’owi znudziło się sianie chaosu w uniwersum Marvela i postanowił wskoczyć do DC z małą wizytą? Ten antybohater uwielbia łamać czwartą ścianę, więc czemu nie? No cóż… to nie do końca tak było.

W jaki więc sposób połączono dwa uniwersa tak, żeby zestawienie Batman/Deadpool w ogóle mogło zaistnieć? W bardzo prosty sposób. Antropomorficzne personifikacje obu światów najzwyczajniej w świecie wdały się ze sobą w romans. I tyle. To w zupełności wystarczyło.

Zobacz również: Przeznaczenie X – Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu. Smakowity!

fot. kadr z komiksu

Jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie, zaskoczyło mnie to, iż komiks okazał się bardzo cienki. W dodatku historia tytułowych bohaterów zajmuje ledwie połowę tomu, co było dość rozczarowujące. Druga część to zbiór naprawdę krótkich historii z innymi, równie zaskakującymi połączeniami postaci z Marvela i DC. Osobiście jestem fanką duetu Harley Quinn i Hulka.

Wróćmy jednak na chwilę do tytułowych bohaterów. Interakcja pomiędzy Batmanem i Deadpoolem jest tak dobra, jak można się tego spodziewać. Niestety fabularnie ich wspólna przygoda wypada raczej kiepsko. Spodziewałam się czegoś… sama nie wiem, bardziej spektakularnego?

Chyba najciekawszym momentem było wrzucenie Bruce’a do, jak się domyślam, Jamy Łazarza. Wyszła z tego osobliwa krzyżówka nietoperza i rosomaka, czyli Batman i Wolverine w jednym. Przyznaję, iż to było genialne, ale reszta historii jakoś mnie nie porwała.

Zobacz również: Flash. Póki czas się nie zatrzyma, tom 2. – recenzja komiksu

fot. kadr z komiksu

Akcja w komiksie Batman/Deadpool rozwija się dość powoli. Trudno ocenić, czy sytuacja przejawia większe napięcie, czy raczej chaotyczność. Deadpool jest po prostu swoim niezrównoważonym sobą, a Batman ponurym i posępnym detektywem. Chociaż jeden z jego komentarzy wypadł genialnie, bo na pozór spokojna, ale celna riposta okazała się najlepszym dowcipem w całym tytule.

Rozwiązania fabularne najpierw wyjaśniają kilka kwestii, ale chwilę później wprowadzają jeszcze więcej zamętu i czytelnik zostaje z kolejnymi pytaniami. Zakończenie również pozostawia wiele do życzenia. Deadpool i Batman po prostu rozchodzą się na jednym z ostatnich kadrów i każdy idzie w swoją stronę. Nudne. Co prawda ten drugi dostaje swoją dodatkową scenę, która pięknie pokazuje, iż ten bohater ma wielkie serce, ale jakoś średnio pasowało mi do ogólnego klimatu komiksu, choćby jeżeli dla fanów Rycerza Gotham nie jest to zaskoczeniem.

We wspomnianych dodatkowych historiach zdecydowanie najlepsza była ta z Nightwingiem i Laurą, czyli X-23. Fabularnie bardzo ciekawie poprowadzona. Szczególnie spodobały mi się przemyślenia tej dwójki o sobie nawzajem. Najchętniej to właśnie o nich przeczytałabym cały tom.

Zobacz również: Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 18 – recenzja komiksu. Niedosyt czarów

fot. kadr z komiksu

Oczywiście pojawiają się też inne postacie. Oprócz Batmana i Deadpoola mamy jeszcze cztery inne pary bohaterów. Wspomniani wcześniej Harley Quinn i Hulk to dość wybuchowe połączenie, ale przede wszystkim komediowa wstawka. Strange i Constantine wnoszą sporo nawiązań i niemal zero fabuły, a historia Kamali i Statica kończy się, zanim na dobre się zacznie. To bardziej zapowiedzi niż pełnoprawne opowieści. Pozostawia to w odbiorcy niedosyt, a przede wszystkim frustrację.

Narracja w Batman/Deadpool bywa dość chaotyczna i momentami podczas czytania gubiłam wątek. Fakt, iż nie wszystkie postacie były mi znane, również nie pomógł w zrozumieniu całego kontekstu. Dodatkowo każda z dodatkowych historii zdaje się mieć inne tempo i styl narracji. Przyznaję, iż są one dopasowane do klimatu i dobranych bohaterów, jednak gdy całość czyta się ciągiem, wprowadza to lekkie zamieszanie.

Graficznie komiks wypada całkiem nieźle i naprawdę trzyma poziom. Widać wyraźną, zdecydowaną kreskę, choć zmienia się ona nieco pomiędzy poszczególnymi historiami. Najgorzej wizualnie prezentuje się moim zdaniem opowieść o spotkaniu Doktora Strange’a i Johna Constantine’a.

Zobacz również: DC Horror: Koszmarne Komando. Tom 1 – recenzja komiksu

fot. kadr z komiksu

Warto dodać, iż komiks jest napisany po angielsku. Batman/Deadpool ma dość prosty język i nietrudno zrozumieć dialogi pomiędzy bohaterami. No, może z wyjątkiem niektórych przydługich wywodów Wade’a. Z całego DC chyba tylko nasz nietoperz mógł wytrzymać jego paplaninę z takim stoickim spokojem.

Podsumowując: tytuł bez wątpienia miał potencjał, ale po drodze coś poszło bardzo nie tak. Historia Batmana i Deadpoola zajmuje mniej niż połowę stron własnego komiksu, a pozostałe opowieści, choć niezłe, byłyby znacznie lepsze, gdyby były po prostu dłuższe.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem ATOM. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału