Prokurator Leopold Bilski (Jakub Gierszał) odniósł sukces w Sopocie i w nagrodę musiał ponieść odpowiednią karę. Z trójmiejskiego kurortu zostaje przeniesiony do Turlacza, małego kaszubskiego miasteczka. To dopiero początek kariery, ale z poprzedniej części "Kolorów zła: Czerwieni" wiemy, iż wcześniej stolica również nie była dla Leopolda zawodowo życzliwa. Młody prokurator jest dociekliwy, nie wchodzi w żadne układy, nie uznaje zamiatania spraw pod dywan i przedwczesnego zamykania śledztw, zanim wszystkie pytania otrzymają odpowiedź. Mężczyzna wierzy, iż nadrzędną funkcją wymiaru sprawiedliwości jest – co często dziwi jego kolegów z pracy – wymierzanie sprawiedliwości. Na to się pisał, rozpoczynając prawnicze studia. Ale dla współpracowników i władzy Leopold jest jak kamień w bucie.
Może w prowincjonalnym Turlaczu, gdzie wiodącymi przestępstwami są przekroczenia prędkości, szkolne wagary i barowe bójki, idealista Bilski nikomu nie będzie sprawiał problemów? Leopold niby mógłby skupić się na kontemplowaniu kaszubskiej flory, ale spokoju nie daje mu pewne zdarzenie sprzed dwóch lat. Najpierw zagadkowe zaginięcie kilkuletniego Adama, potem wielka akcja poszukiwawcza, wreszcie niespodziewane odnalezienie chłopca i umorzenie śledztwa z powodu rzekomej, trywialnej pomyłki matki. Zastanawiać może fakt, iż od momentu rozwiązania sprawy nikt chłopca na oczy nie widział, a wykrętne odpowiedzi matki mają znikomą wiarygodność. Teraz, w trakcie hucznie obchodzonych dożynek, dochodzi do kolejnego porwania nieletniego. Zrozpaczona Julia (Marianna Zydek) zrobi wszystko, by odnaleźć syna. Oczywiście będzie mogła liczyć na pomoc nieustępliwego prokuratora.
"Czerń" działa na podobnym fabularnym schemacie co "Czerwień". Adaptując kolejny kryminał Małgorzaty Sobczak, Adrian Panek nie ustrzegł się powtórzenia błędów, ale wiele rzeczy robi tym razem po prostu lepiej. Znowu obcujemy ze śledztwem w sprawie zaginięcia nieletnich, profilowaniem seryjnego mordercy, korupcją policji i opieszałością organów ścigania, która prowokuje działanie na własną rękę: zarówno przez cywili, jak i mundurowych. O ile w przypadku "Czerwieni" – przez sopockie realia – czytelnym kontekstem była sprawa Iwony Wieczorek, tak w "Czerni" punktem odniesienia jest szersza problematyka pedofilskich nadużyć i nietykalność duchowieństwa. Nieco inne kryminalne obszary, znacząco odmienne środowiska, ale w obu przypadkach twórcy znajdują podobne systemowe usterki i patologiczne mechanizmy.
W kontynuacji Panek operuje znacznie sprawniej na poziomie scenariusza: budowania intrygi i powolnego odkrywania tajemnicy. Kryminalnej formule służy ukrycie tożsamości sprawcy, a podsuwanie potencjalnych podejrzanych skutecznie utrzymuje uwagę. Interesująco eksplorowany jest również wątek wypartej przeszłości oraz psychologicznego połączenia między doświadczeniami ofiary i kata. W ujęciu Panka kumulacja nieuleczonych traum, brak wsparcia albo nieumiejętność proszenia o pomoc ewoluują w izolację, nieustanny strach, samookaleczenia i psychiczne zaburzenia. Metafizycznej duszności dodaje "Czerni" z jednej strony chłód kościelnego gmachu, a z drugiej krążąca po lokalnej społeczności ciągle żywa legenda o wampirze Łopim. Panek jednak nie buja w obłokach. Nadprzyrodzone siły ostatecznie należy włożyć między bajki. To przecież nie demony, ale ludzie, sąsiedzi spotykani na zakupach, skrywają najstraszniejsze sekrety.
Szkoda, iż za sprawnie plecioną intrygą nie idzie równie sprawna realizacja. Interesująco zainscenizowane i skomponowane sekwencje (obydwa porwania, retrospekcje, nocne szpiegowanie Julii) rozdzielone są stylistycznie anonimowymi długimi partiami, zbliżającymi "Czerń" do przeźroczystej formuły telenoweli. Szczególnie sceny dzienne odzierają tę produkcję z klimatu. Niejednokrotnie dialogom brakuje też naturalności, a twórcy nie zawsze czują, iż milczenie czy spojrzenie wystarczą, by wyrazić, co trzeba. To kilka rys na udanej kontynuacji "Czerwieni", która w pierwszej kolejności jest satysfakcjonującym, stojącym na własnych nogach dreszczowcem. W drugiej – udowadnia iż twórcy uczą się na własnych błędach i ciągną tę serię we adekwatnym kierunku. Kolejny kolor na palecie zawsze daje nowe możliwości.
Może w prowincjonalnym Turlaczu, gdzie wiodącymi przestępstwami są przekroczenia prędkości, szkolne wagary i barowe bójki, idealista Bilski nikomu nie będzie sprawiał problemów? Leopold niby mógłby skupić się na kontemplowaniu kaszubskiej flory, ale spokoju nie daje mu pewne zdarzenie sprzed dwóch lat. Najpierw zagadkowe zaginięcie kilkuletniego Adama, potem wielka akcja poszukiwawcza, wreszcie niespodziewane odnalezienie chłopca i umorzenie śledztwa z powodu rzekomej, trywialnej pomyłki matki. Zastanawiać może fakt, iż od momentu rozwiązania sprawy nikt chłopca na oczy nie widział, a wykrętne odpowiedzi matki mają znikomą wiarygodność. Teraz, w trakcie hucznie obchodzonych dożynek, dochodzi do kolejnego porwania nieletniego. Zrozpaczona Julia (Marianna Zydek) zrobi wszystko, by odnaleźć syna. Oczywiście będzie mogła liczyć na pomoc nieustępliwego prokuratora.
"Czerń" działa na podobnym fabularnym schemacie co "Czerwień". Adaptując kolejny kryminał Małgorzaty Sobczak, Adrian Panek nie ustrzegł się powtórzenia błędów, ale wiele rzeczy robi tym razem po prostu lepiej. Znowu obcujemy ze śledztwem w sprawie zaginięcia nieletnich, profilowaniem seryjnego mordercy, korupcją policji i opieszałością organów ścigania, która prowokuje działanie na własną rękę: zarówno przez cywili, jak i mundurowych. O ile w przypadku "Czerwieni" – przez sopockie realia – czytelnym kontekstem była sprawa Iwony Wieczorek, tak w "Czerni" punktem odniesienia jest szersza problematyka pedofilskich nadużyć i nietykalność duchowieństwa. Nieco inne kryminalne obszary, znacząco odmienne środowiska, ale w obu przypadkach twórcy znajdują podobne systemowe usterki i patologiczne mechanizmy.
W kontynuacji Panek operuje znacznie sprawniej na poziomie scenariusza: budowania intrygi i powolnego odkrywania tajemnicy. Kryminalnej formule służy ukrycie tożsamości sprawcy, a podsuwanie potencjalnych podejrzanych skutecznie utrzymuje uwagę. Interesująco eksplorowany jest również wątek wypartej przeszłości oraz psychologicznego połączenia między doświadczeniami ofiary i kata. W ujęciu Panka kumulacja nieuleczonych traum, brak wsparcia albo nieumiejętność proszenia o pomoc ewoluują w izolację, nieustanny strach, samookaleczenia i psychiczne zaburzenia. Metafizycznej duszności dodaje "Czerni" z jednej strony chłód kościelnego gmachu, a z drugiej krążąca po lokalnej społeczności ciągle żywa legenda o wampirze Łopim. Panek jednak nie buja w obłokach. Nadprzyrodzone siły ostatecznie należy włożyć między bajki. To przecież nie demony, ale ludzie, sąsiedzi spotykani na zakupach, skrywają najstraszniejsze sekrety.
Szkoda, iż za sprawnie plecioną intrygą nie idzie równie sprawna realizacja. Interesująco zainscenizowane i skomponowane sekwencje (obydwa porwania, retrospekcje, nocne szpiegowanie Julii) rozdzielone są stylistycznie anonimowymi długimi partiami, zbliżającymi "Czerń" do przeźroczystej formuły telenoweli. Szczególnie sceny dzienne odzierają tę produkcję z klimatu. Niejednokrotnie dialogom brakuje też naturalności, a twórcy nie zawsze czują, iż milczenie czy spojrzenie wystarczą, by wyrazić, co trzeba. To kilka rys na udanej kontynuacji "Czerwieni", która w pierwszej kolejności jest satysfakcjonującym, stojącym na własnych nogach dreszczowcem. W drugiej – udowadnia iż twórcy uczą się na własnych błędach i ciągną tę serię we adekwatnym kierunku. Kolejny kolor na palecie zawsze daje nowe możliwości.

















