Artur Jastrzębski, fotograf i fotoreporter z Tychów został wyróżniony w ogólnopolskim konkursie fotograficznym „O!Znaki Pracy”. Doceniono jego cykl zdjęć pt. „Ziemowit”.
W konkursie „O!Znaki Pracy”, organizowanym przez Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy, chodzi o ujęcie na zdjęciach pracy z różnych perspektyw – zmieniających się wraz z rzeczywistością. W jubileuszowej, 10. edycji konkursu, hasło przewodnie brzmiało: „Praca bez filtra”. Chodziło o zwrócenie uwagi na rzeczywistość zawodową bez upiększeń, bez estetycznych uproszczeń i bez narracyjnych skrótów.
„Interesuje nas praca taka, jaką jest – z jej wysiłkiem, napięciem, odpowiedzialnością, monotonią, presją czasu, ale także z poczuciem sensu, sprawczości i satysfakcji. W dobie mediów społecznościowych, wizerunkowych strategii i estetyzowania codzienności, praca często bywa przedstawiana w sposób selektywny – pokazujemy sukces, rozwój, komfort, elastyczność. Tymczasem rzeczywistość zawodowa bywa znacznie bardziej złożona” – napisali na swojej stronie organizatorzy.
W tegorocznej edycji „O!Znak Pracy” wziął udział Tyszanin Artur Jastrzębski, fotograf wielokrotnie nagradzany w kraju i zagranicą. Za cykl zdjęć z kopalnią Ziemowit otrzymał wyróżnienie jednego z partnerów konkursu – Wyższego Urzędu Górniczego. Gala wręczenia nagród odbyła się 1 października w warszawskim kinie Atlantic.
Zdjęcia: Artur Jastrzębski– Górnictwo na Górnym Śląsku jest czymś szczególnym. Nie inaczej było w moim przypadku, bo mój świętej pamięci dziadek całe zawodowe życie przepracował na kopalni… w jednym zakładzie pracy. W dzisiejszych czasach jest to nie do pomyślenia. Na zdjęciach co prawda widnieje inna kopalnia, ale sentyment i emocje są takie same – mówi Artur Jastrzębski.
Cykl zdjęć powstał 25 maja ubiegłego roku. – Przebywałem wtedy w Lędzinach na rehabilitacji, na oddziale szpitalnym. Z synem umówiłem się, iż jak przyjedzie mnie odwiedzić, to pójdziemy na hałdę i zrobię mu kilka zdjęć. I na cyklu, który zgłosiłem do konkursu, na jednym z nich jest właśnie mój Igor. Kiedy wróciłem ze szpitala i przejrzałem zdjęcia na laptopie, byłem mocno rozczarowany moją pracą, ale zdjęcia nie dawały mi spokoju, bo gdzieś z tyłu głowy czułem, iż mają potencjał… i kiedy wróciłem do nich po jakimś czasie powstał w końcu zestaw, który mnie zadowolił i został doceniony w prestiżowym konkursie fotograficznym – dodaje Artur Jastrzębski.
(J)



