Anioł Zagłady – recenzja spektaklu. Surrealizm ma się dobrze

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Anioł Zagłady to jedna z najciekawszych produkcji Luisa Buñuela. Film zdecydowanie należy do klasyków i zachwyca choćby po latach. Gruziński reżyser Data Tavadze podjął się reinterpretacji dzieła na deskach Teatru Dramatycznego. Czy ta surrealistyczna historia sprawdza się równie dobrze na scenie?

Anioł Zagłady opowiada o przyjęciu, z którego goście nie mogą wyjść. Po wizycie w operze, grupa znajomych z wyższych sfer spotyka się w domu jednego z małżeństw. Drzwi cały czas pozostają otwarte, ale bohaterowie nie są w stanie opuścić tego miejsca. Tkwią w pokoju, zatrzymani przez dziwną nieuchwytną siłę, która najprawdopodobniej została wyzwolona podczas boskiego śpiewu jednej z gościń. Zostają oni obezwładnieni przez, jak sami to nazwali, „Anioła Zagłady”. Dla widzów pozostaje pytanie czy czeka ich ostateczna destrukcja, czy jednak uda im się odnaleźć ocalenie.

Anioł Zagłady / Teatr Dramatyczny

Surrealizm całej sytuacji opiera się na tym, iż żaden z bohaterów nie jest w stanie wyjść z przyjęcia, chociaż każdy ma taką możliwość. Tym samym spektakl stawia pytania o bezsilność elit, niemożność przełamania schematów czy przywiązanie do społecznych konwenansów. Zarazem nie daje na nie żadnych odpowiedzi. Anioł Zagłady balansuje na granicy dramatu i czarnej komedii. Muszę przyznać, iż wychodzi to zaskakująco dobrze. Historia, uwspółcześniona poprzez aktualne wątki, przez cały czas się sprawdza i wręcz hipnotyzuje na scenie. Dobrze wyważony scenariusz ma momenty zabawne, ale również refleksyjne czy pełne emocji.

W obsadzie znalazło się wielu fantastycznych aktorów, ale moją szczególną uwagę przyciągnęły dwie postacie. Jedną z nich jest młody chłopak, w którego wcielił się Jakub Jankiewicz. Premiera spektaklu Anioł Zagłady była jego debiutem na scenie teatralnej. Aktor wypadł naprawdę świetnie. Szczególnie jego choreografia dla Łukasza rozłożyła mnie na łopatki. Zresztą nie tylko mnie. Specyficzny taniec wywołał na całej sali niekontrolowane wybuchy śmiechu. Drugą charakterystyczną bohaterką była gospodyni, którą zagrała Anita Sokołowska. Postać była niemal lustrzanym odbiciem surrealizmu i abstrakcji, które działy się na scenie. Wszędzie było jej pełno i nadawała całości tempa, podtrzymując dramatyzm i rytm spektaklu.

Nie do końca zrozumiałam zabieg związany z Anną Moskal, która wcieliła się w doktora. Wszyscy pozostali bohaterowie używali względem niej męskim zaimków, podobnie zresztą jak sama zainteresowana. I nie byłby tu żadnego zgrzytu, gdyby nie fakt, iż czasami jednak te formy się zmieniały na żeńskie, co dość mocno mnie skonfundowało. Żadnego wątku z identyfikacją tego/tej bohatera/bohaterki też nie było, więc miałam wrażenie, iż używanie feminatywów czy żeńskiej końcówki były po prostu pomyłkami aktorów. Trudno tu również mówić o nawiązaniu do filmu, bo u Buñuela doktora zgrał hiszpański aktor Augusto Benedico.

Anioł Zagłady / Teatr Dramatyczny

Na Aniele Zagłady bawiłam się przednio, ale muszę przyznać, iż mam słabość do surrealizmu. Balansowanie między jawą a snem zawsze jest dla mnie intrygujące. Niemniej momentami spektakl niesamowicie mi się dłużył i bywał nużący. Być może scenariusz został zbyt rozwleczony w czasie, bo przedstawienie trwa ponad dwie godziny, co, w kontrze do filmu, który trwa zaledwie półtorej godziny, jest dość znaczące i zdecydowanie wpływa na dynamikę. Niemniej uległam magii spektaklu i wsiąkłam w ten dziwny świat, czując się czasami jak obserwator, a momentami jak uczestnik tego nietypowego przyjęcia.

Scenografię spektaklu tworzą głównie kwiaty, lustra i krzesła. Wykorzystywane w różnych konfiguracjach są wystarczające do stworzenia surrealistycznego świata przyjęcia z Aniołem Zagłady w tle. Kostiumy zaś to zbiór eleganckich strojów, często bardzo oryginalnych, podkreślające wyjątkowość i elitarność grupy. Całość jest naprawdę dobrze przemyślana i to wszystko się ze sobą klei oraz pasuje do siebie mimo dużej różnorodności. Widzowie przy wejściu na widownię, gdy drzwi otwiera Anita Sokołowska i zaprasza do środka, stawali się jednymi z gości przyjęcia. A jednak szczęśliwie udało nam się po spektaklu opuścić mury Teatru Dramatycznego.

Fot. główna: Teatr Dramatyczny

Idź do oryginalnego materiału