Ania z Zielonego Wzgórza to opowieść, która co kilka lat wraca w kulturze pod różnymi postaciami. Lektura szkolna doczekała się adaptacji filmowych, serialowych oraz oczywiście spektakli teatralnych. Tuż przed Dniem Dziecka odbyła się premiera spektaklu w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie.
Ania z Zielonego Wzgórza towarzyszyła mi od najmłodszych lat, jeszcze przed poznaniem jej w kanonie lektur szkoły podstawowej. Jedyne rozgraniczenie, jakie widziałam, to miejsce akcji osadzone w Kanadzie – bo i ja jestem Ania, jestem ruda, i zarzucano mi zbyt wybujałą wyobraźnię. Ania Shirley przez lata nastoletnie była dla mnie dowodem, iż to nic złego. Kiedy więc zobaczyłam zapowiedź spektaklu w Teatrze Muzycznym Roma, data premiery momentalnie trafiła do mojego kalendarza.
Chyba każdy mniej więcej pamięta książkę Lucy Maud Montgomery, opowiadającą o pełnej marzeń osieroconej dziewczynce, która w wyniku pomyłki trafia do Avonlea. Do dzisiaj dzieci poznają tę postać w szkole i czytają o przygodach rudowłosej Ani. Premiera spektaklu na Dzień Dziecka to oczywiście nieprzypadkowy termin. Energiczne i radosne przedstawienie staje się sposobem, aby zainteresować dzieci zarówno samą opowieścią, jak i teatrem jako formą kultury.
Ania z Zielonego Wzgórza to ponad dwugodzinny spektakl z przerwą, który przez cały czas trwania skutecznie utrzymuję uwagę widowni. Na scenie znajduje się drzewo wiśni, kilka krzeseł, łóżko na poddaszu oraz ruchoma kuchnia, która stanowi centrum sceny. Z monochromatyczną scenografią kontrastują natomiast barwne i przemyślane stroje bohaterów. Długie suknie w głębokich barwach, bufki oraz kobiece fryzury przyciągają oko. Najlepiej widać to po samej Ani, której ubiór zmienia się kilkukrotnie, pokazując zarówno zmianę statusu, jak i drogę od dziecka po dojrzałą kobietę. Mocną stroną jest także muzyka, która przechodzi przez klasyczne utwory musicalowe przez irlandzkie nuty i irish jig po wstawki rapowe. Ta uwspółcześniona forma opowieści lekko zaskakuje, ale wpasowuje się w żywiołowość głównej bohaterki.
Obsada jest świetnie dobrana, a na największe pochwały zasługuje Antonina Domagała, odgrywająca rolę Ani. Dziecięca aktorka niezwykle dobrze oddaje ducha bohaterki. To żywioł na scenie. Właśnie tak wyobrażam sobie ekspresyjność tej postaci, nieustannie zanurzonej w świecie wyobraźni i wiecznie rozemocjonowanej. Duet z Brygidą Turowską (Maryla) jest moim ulubionym elementem spektaklu, a obie aktorki budują wyraźny kontrast osobowości, jednocześnie pokazując prawdziwą, głęboką relację.
Ania z Zielonego Wzgórza ma jednak jedno potknięcie, a mianowicie tempo spektaklu. Przełożenie powieści na deski teatru nie jest zadaniem łatwym, ale przedstawienie dzieli się na części z bardzo rozbieżną dynamiką. Pierwsza połowa dokładnie śledzi przybycie Ani na Zielone Wzgórze, dylematy postaci i rozmowy wynikające z pomyłki. Tutaj poznajemy Dianę i widzimy, jak Ania buduje sobie życie w Avonlea. Przyglądamy się bohaterce z bliska, z dużym zainteresowaniem i wkładem emocjonalnym.
Druga połowa natomiast to szybkie skoki przez przygody Ani, w pośpiechu, z jednej zabawnej pomyłki do drugiej. Widzimy niewielkie wycinki z całych rozdziałów, rekordowo skrócone do minuty czy dwóch. Formuła jako tako sprawdza się przy tych komediowych momentach, jak zielone włosy czy przypadkowe upicie Diany. W tym biegu przegapiamy jednak znacznie poważniejsze wątki, a wiele dzieje się jakby poza sceną. Szczególnie cierpi na tym śmierć Mateusza – moment trudny, emocjonalny i budzący potrzebę oddechu. Zaraz jednak znika pod kolejną krótką sceną, piosenką czy tańcem. To największy mankament spektaklu, który z powodzeniem mógłby zmniejszyć ilość scen na korzyść pogłębienia każdej z osobna.
Dla kogo jest więc Ania z Zielonego Wzgórza w Teatrze Muzycznym Roma? Z pewnością dla dzieci, które mają bliską styczność z lekturą. Natomiast jest to spektakl także dla dorosłych, którzy chcą wrócić do opowieści z dzieciństwa lub spojrzeć na nią z nowej perspektywy. Nikt się nie znudzi, każdy się pośmieje i z przyjemnością posłucha różnych gatunków muzycznych, a spektakl sprawdzi się jako lekka rozrywka w każdej grupie wiekowej.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Teatrem Muzycznym Roma. Dziękujemy!
Fot. główna: Materiały promocyjne.




