„Ania z Zielonego Wzgórza” na Novej Scenie Teatru Muzycznego ROMA

magazynvip.pl 2 godzin temu

– Po sukcesie „Alicji w Krainie czarów”, którą gramy od 2015 r., przyszła kolej na kolejną dziewczynę, której imię zaczyna się na literę A. Tym razem jest to Ania – z Zielonego Wzgórza – mówi Cezary Domagała, twórca adaptacji scenicznej (na podstawie tłumaczenia Rozalii Bernsteinowej), autor tekstów piosenek i reżyser spektaklu. – Nie ukrywam, iż zależało mi na stworzeniu własnej, muzycznej wersji tej znanej książki, którą zachwycają się w pierwszej kolejności dziewczęta i kobiety, więc po lekturze od nich właśnie zacząłem swoje konsultacje.

Te kobiety to: żona, córka i wnuczka, które powiedziały mu, iż bez zielonych włosów spektakl się nie uda! Oczywiście nie mógł im odmówić, więc napisał tekst piosenki „Zielone włosy”, do którego muzykę skomponował Jakub Lubowicz, również kompozytor muzyki do „Alicji w krainie czarów”, oraz do kolejnych 17. piosenek, które usłyszymy w trakcie ponad 2-godzinnego spektaklu (wszystkie dostępne są na platformach Spotify, Apple Music, Deezer i Tidal). Różnorodna stylistycznie muzyka łączy klasyczne brzmienia musicalu z elementami rapu, a opowiadające o losie Ani piosenki są inspirowane muzyką irlandzką i szkocką! Każda ma zaskakującą, dynamiczną choreografię Pauliny Andrzejewskiej-Damięckiej, natomiast scenografię i kostiumy zaprojektowała Natalia Kołodziej. Tu muszę dodać, iż w tym spektaklu, w przeciwieństwie do większości poprzednich wystawianych na tej kameralnej scenie, niekiedy pojawia się kilku aktorów i wówczas robi się na niej tłoczno.

Wydana w 1908 r. książka „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery doczekała się wielu adaptacji filmowych (pierwszą nakręcono już w 1919 r. i było to nieme kino) i różnorodnych inscenizacji scenicznych. Jej akcja toczy się w Kanadzie na przełomie XIX i XX wieku, ale ta inscenizacja łączy wierność literackiemu pierwowzorowi, co podkreślają kostiumy i scenografia, z nowoczesną formą sceniczną, współczesną grą aktorską czy językiem.

Ta opowieść o marzeniach, które – choćby jeżeli początkowo wydaje się to niemożliwe – mimo przeciwności mogą się spełnić, porusza uniwersalne i aktualne tematy: potrzebę miłości i przynależności, prawo do odmienności, problem wykluczenia społecznego oraz znaczenie tolerancji i szacunku dla tradycji. Mówi o osieroconym dziecku, które czuje się odrzucone i nigdy nie miało prawdziwego domu. Ten dom pozostawał jedynie w sferze marzeń – pragnień i tęsknot za ciepłem rodzinnego ogniska oraz prawdziwą miłością rodziców. W przedstawieniu poruszono wiele, dziś niezwykle aktualnych problemów, jak wykluczenie społeczne, tolerancja czy szacunek do tradycji.

Przygotowując się do realizacji spektaklu zrezygnowano z typowego castingu. – Z niektórymi z aktorek i aktorów, którzy występują w przedstawieniu, pracowałem wcześniej, z innymi zetknąłem się po raz pierwszy mówi Cezary Domagała. – Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w naszym zespole znalazły się cztery dziewczynki, które w różnym czasie grały na Novej Scenie rolę Alicji. Trzem z nich powierzyłem rolę Ani, a czwartej – Diany.

W spektaklu pojawia się siedem postaci. A ponieważ każdą z nich grają choćby trzy osoby, więc nie dziwi, iż w obsadzie mamy 16 aktorów! W c.v. większości nich są role w różnych spektaklach wystawianych w TM Roma oraz na innych scenach. (patrz: https://www.teatrroma.pl/spektakl/ania-z-zielonego-wzgorza/)

Twórcy podkreślają, iż ich celem nie jest zastąpienie lektury – „Ania z Zielonego Wzgórza” jest w kanonie lektur uzupełniających dla najstarszych klas szkoły podstawowej, ale zachęcenie młodych widzów do sięgnięcia po książkę i skonfrontowania jej z adaptacją sceniczną.

Jeszcze przed premierą najnowszą ofertą TM Roma zainteresowała się jedna z zachodnich firm, która chciała kupić licencję. Niestety, ze złożeniem oferty musi poczekać do… 2028 r., co znaczy, iż oczekiwane jest spore zainteresowanie spektaklem, czego dowodem była sprzedaż wszystkich biletów na spektakle jeszcze przed jego premierą! Następna okazja będzie po wakacjach.

A czy Cezary Domagała zaadaptuje drugą część Ani, czyli wydaną w 1909 r. „Anię z Avonlea”, oczywiście autorstwa Lucy Maud Montgomery, czas pokaże.

Jerzy Bojanowicz

Idź do oryginalnego materiału