W nowy rok wchodzimy niezbyt świeżo, bo z remakiem klasyka. „Amadeusz” bierze na tapet sztukę Paula Shaffera, idąc w ślady legendarnej adaptacji Miloša Formana. Zbędna przeróbka czy śmiała wariacja?
„Powrót do sukcesów z przeszłości jest tym, czego potrzeba w delikatnych czasach” – przekonuje w 1. odcinku „Amadeusza” cesarz Józef II. Zwraca się do Antonia Salieriego (Paul Bettany, „WandaVision”), nadwornego kompozytora, który niebawem wypowie wojnę Bogu. W istocie mówi oczywiście do nas. Twórca serialu, Joe Barton („Black Doves”), dobrze wie, iż nad wszystkim, co na ekranie zrobią jego postacie, kładzie się cień o ośmiu oscarowych głowach i opinii jednego z najwybitniejszych filmów w dziejach. Widziałem całość (pięć odcinków) i wiem już, czy samoświadomość pomaga karkołomnemu projektowi.
Amadeusz – o czym jest serial SkyShowtime?
Jak sceniczny oryginał, a później wspomniana adaptacja, stylowo wykonany serial dzieje się w Wiedniu w końcówce XVIII wieku. Do stolicy monarchii Habsburgów przybywa właśnie 25-letni Wolfgang Amadeusz Mozart (Will Sharpe, „Biały Lotos”): niegdyś obwoźny wunderkind, w tej chwili niepokorny kompozytor, spragniony zawojować swoją muzyką dusze i serca Austriaków. Jego talent natychmiast wprawia w zdumienie, ale i rodzi zawiść – zwłaszcza Antoniego Salieriego, niezdolnego pojąć, czemu cudowne harmonie Bóg sączy akurat w ucho tak obscenicznego młodzieńca.
„Amadeus” (Fot. Sky)Śladem oryginału, punktem wyjścia dla całej narracji są wyznania Salieriego, snute na długo po tym, jak obyczajny artysta–wyrobnik zderzył się z niesfornym geniuszem. To dzięki nim poznajemy przebieg konfliktu obu muzyków – i jego tragiczny koniec. Bliski mogiły, były cesarski kapellmeister ochoczo wyznaje bowiem, iż przed laty przyłożył rękę do przedwczesnej śmierci Mozarta.
Zagrywana spod obfitej charakteryzacji kreacja Paula Bettany’ego najmocniej naśladuje w tych scenach niezapomnianą postać F. Murraya Abrahama. Na jej tle mocno odznacza się pierwsza z kluczowych zmian w serialu: spowiednikiem zabójcy zostaje Konstancja, wdowa po Mozarcie, gdy w filmie był nim pewien młody ksiądz. To nie tylko kosmetyczna zmiana, a wyraźny sygnał, iż po Formanowej alegorii o człowieku i Absolucie, serial pochyli się nad przyziemnościami: niedoskonałymi życiorysami, ambicjami i pożądaniem.
Amadeusz – serial to spłycone podejście do klasyka
Efekt mógłby być prawdopodobnie całkiem ciekawy, gdyby poza wyjściową koncepcją, „Amadeusz” miał lepszy pomysł na to, czym wypełnić przestrzeń samych odcinków. Tymczasem Joe Barton bierze się za przerabianie klasyka, wpasowując serial w modne kostiumowe konwencje, choćby przez dodanie elementów, których oryginał nie miał i nie potrzebował. Nie brak tu rubasznych scen i sprzecznego z epoką języka, a konflikt między dwoma artystami – przynajmniej ze strony Salieriego – zostaje znacznie głębiej niż w oryginale osadzony w seksualnej frustracji. Transgresjami „Amadeusz” nie odkrywa jednak żadnych psychologicznych niuansów obu centralnych figur – znacznie częściej serial uderza po prostu w banalne obrazoburstwo.
„Amadeus” (Fot. Sky)Znane sceny, przepisane, nakręcone w innym rytmie, uproszczone, okraszone nowymi wątkami i doprawione zacną szczyptą profanacji, składają się na ni mniej ni więcej, a na pełną intryg, ale bladą dworską dramę – po jednej stronie – i opowieść o przekleństwie talentu – po drugiej. Choć nowy „Amadeusz” ma od pierwowzoru znacznie więcej miejsca na elementy biograficzne, nie robi interesującego użytku z żadnego z wątków wpisanych między węzłowe punkty sztuki. Weźmy choćby rozdmuchane kulisy tworzenia „Wesela Figara” czy w znacznym stopniu zmyśloną historię Konstancji Mozart (Gabrielle Creevy, „Pakt”), niespełnionej sopranistki żyjącej w cieniu małżonka.
Prawda: od „Amadeusza” nikt nie wymaga historycznej zgodności. Wszak sama sztuka Shaffera jest tyleż wieloznaczna, co oparta w całości na fikcji. Salieri może i nie pałał uwielbieniem do Mozarta, ale nie ma żadnych dowodów, by go zabił – czy choćby sabotował. Adekwatnie, świat serialu jest zupełnie umowny: na poziomie języka czy castingu – Mozarta gra Brytyjczyk pochodzenia azjatyckiego, a Austriaków – aktorzy o różnych kolorach skóry.
Amadeusz – czy warto oglądać serial SkyShowtime?
Rzecz w tym, iż do samego kompozytora serial i tak podchodzi, jakby chciał go jednak „urealnić”, a przynajmniej: odbarwić i zdemityzować. Zamiast pstrokatego proto-punka z filmu, Will Sharpe gra Wolfganga Amadeusza – przeklętego artystę, wymęczonego wpływem apodyktycznego ojca i własnym talentem. Widząc, jak żarliwie teatralną nienawiścią mimo to darzy go Salieri Bettany’ego, ciężko nie dojść do wniosku, iż i w tym – centralnym – dramatycznym konflikcie brak spójności czy autentyzmu.
„Amadeus” (Fot. Sky)Serialowy „Amadeusz” staje zatem w swego rodzaju rozkroku: nie jest ani wartościową biografią obu kompozytorów, ani wyrazistą przenośnią, która mogłaby stać na równi z filmem Formana. Do pewnego stopnia próbuje natomiast być każdym z powyższym – a na dodatek próbą omówienia, skąd biorą się mity pokroju Salieriego: zazdrosnego mordercy. W pewnym momencie pojawia się tu choćby dodatkowy, metatekstualny poziom, bo na ekranie pokazują się Aleksander Puszkin, który jako pierwszy dokonał dramatyzacji figur obu muzyków, a nawet… sam Peter Shaffer.
Tę ostatnią decyzję można potraktować jako całkiem udane i tematycznie spełnione wyjście poza materiał źródłowy – szkoda tylko, iż poprzedza je tak „zwyczajny” dramat, który do nieustającej siły filmu, ma się właśnie jak partytury Salieriego do mozartowskich oper. Zamiast oglądać serial, lepiej zrobicie, wybierając pierwszego ekranowego „Amadeusza” – w niektórych kinach przez cały czas go grają.




![Wystarczy jeden dźwięk powiadomienia w telefonie, byś został bez środków do życia. Sądy pracy zmieniły zdanie [02.01.2026]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2025/12/605103381_25286281544390013_7097167255695028614_n-44.jpg)











