ALICJA JONASZ • O powstaniu Mostek

osme-pietro.pl 3 tygodni temu
Dawno, dawno temu, gdy ziemie te porastała gęsta puszcza, a rzeki płynęły szerokim korytem, do doliny między dwoma wzgórzami przybyła garstka wędrowców. Znużeni długą tułaczką, szukali miejsca, gdzie mogliby wreszcie osiąść na stałe i rozpocząć nowe życie. Podczas wędrówki napotkali wiele trudności. Odwiedzili niezliczone miejsca w nadziei, iż któreś stanie się ich domem. Niestety, ziemia często okazywała się nieprzyjazna zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Raz zbyt kamienista, by dało się na niej gospodarzyć, innym razem spękana i sucha z powodu braku wody. Bywało też, iż gwałtowne, porywiste wiatry pustoszyły obozowisko, niszcząc owoce ciężkiej pracy i zmuszając ludzi do dalszej wędrówki. Po wielu miesiącach dotarli wreszcie do doliny położonej między zielonymi wzgórzami. Wydała im się rajem. Akurat nastała wiosna. W dole szemrała rzeka, a nad nią unosił się odżywczy zapach kwietnych łąk, brzęczenie owadów i radosny śpiew ptaków. Wszystko tryskało życiem i niosło nadzieję na dobry rok.
Dolina wydawała się miejscem obfitującym we wszelkie dobra potrzebne do życia: żyzną glebę, czystą wodę, zwierzynę oraz spokój, o jakim od dawna marzyli. A jednak w ich sercach wciąż tlił się niepokój. Zbyt wiele już razy los wystawiał ich na próbę. Zaznali głodu, zimna i okrucieństwa ze strony obcych. Nieraz już ogień trawił ich domostwa, a wicher zmiatał z ziemi to, co z trudem zbudowali. Dlatego teraz, stojąc nad brzegiem rzeki, nie potrafili w pełni cieszyć się jej spokojem ani bogactwem doliny. Życie nauczyło ich ostrożności. Obawiali się, iż jeżeli zbudują tu swoje domy, rzeka, dziś spokojna i bezpieczna, w czasie wiosennych roztopów zamieni się w nieokiełznany żywioł, który porwie wszystko, co stworzą, zmuszając ich do dalszej tułaczki. Wszak woda jest niczym matka, która, daje życie i bywa szczodra, ale potrafi również być surowa wobec swoich dzieci.
Nie byli jednak sami. Nad ich losem czuwał białoskrzydły anioł, posłany przez Matkę Boską, by prowadzić ich przez świat aż do miejsca, gdzie wreszcie będą mogli osiąść na stałe. Towarzyszył im w milczeniu, niewidzialny dla ludzkich oczu, ale obecny w każdym podmuchu wiatru podczas letniego skwaru i w każdym ciepłym promieniu słońca podczas srogiej zimy. Gdy zwątpienie ogarniało ich serca, odbierając siły do dalszej wędrówki, podnosił ich z ziemi niewidzialną mocą swoich skrzydeł.
I tym razem czuwał nad nimi. Widząc ich wahanie, zawisł nad rzeką i poruszył skrzydłami, płosząc w ten sposób stado kaczek ukryte w nadrzecznych zaroślach. Ptaki zaskrzeczały i zerwały się do lotu, by po chwili opaść na wodę. Chociaż wydawały się jedynie drobinkami wobec ogromu rzeki, płynęły pewnie, pod prąd, nie okazując lęku.
Wówczas starszy rodu rzekł do swoich:
— To jest dla nas znak. Osiądziemy w tej dolinie i będziemy gospodarzyć!
Od tej chwili miejsce to stało się ich domem. W dolinie powstała osada, a jej mieszkańcy z czasem nauczyli się czerpać z dobrodziejstw rzeki. Na pamiątkę dnia, w którym ujrzeli płynące po niej, mimo silnego nurtu, stado kaczek, nazwali ją Kaczanką. niedługo oba jej brzegi połączyli mostem, tak narodziła się nazwa osady: Mostki.
Mijały wieki. Wieś rozkwitała dzięki gospodarności i pracowitości mieszkańców. Okoliczne wzgórza pokryły się polami uprawnymi, co roku obsiewanymi różnymi gatunkami zbóż, które następnie mielono w młynie stojącym nad Kacanką. Jego koło obracała ta sama siła wody, która niegdyś budziła lęk w sercach pierwszych osadników. Po dziś dzień w nadrzecznych zaroślach gniazdują stada kaczek, a białoskrzydły anioł, opiekun tych ziem, wciąż przylatuje, by je płoszyć, tym razem jedynie dla zabawy.

Statystyki: autor: Alicja Jonasz — 02 sty 2026, 19:17


Idź do oryginalnego materiału