Aktor w centrum uwagi

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. Tomasz Bąk


Trudno wyobrazić sobie maj w Kaliszu bez teatralnego Festiwalu. Od momentu ogłoszenia programu, a dzieje się to 27 marca, w Międzynarodowym Dniu Teatru, rusza szturm na kasę Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu i zaczyna się walka o to, by zdobyć bilety na wszystkie bądź wybrane spektakle.

Jak tu nie walczyć, skoro to szansa obejrzenia „u siebie” spektakli z Teatru Narodowego w Warszawie czy Starego Teatru z Krakowa oraz popularnych aktorów, takich jak Danuta Stenka, Maja Ostaszewska, Jan Frycz, Jan Englert, Daniel Olbrychski, Agata Kulesza, Borys Szyc czy Michał Żurawski.

Widzowie kochają KST, ale ich gust jest trudny do zaspokojenia. Jedni chcą obejrzeć dobry teatr, podyskutować o życiu i świecie na bazie wrażeń wyniesionych ze spektakli, drudzy – chcą z bliska zobaczyć aktorów, których znają z dużego i małego ekranu.

Nie jest to, wbrew pozorom, łatwe zadanie, ale dyrektorowi festiwalu Bartoszowi Zaczykiewiczowi się udało.

Bartosz Zaczykiewicz podczas otwarcia Festiwalu, fot. Tomasz Bąk

Teatralne wojaże

Publiczność już się (chyba!) przyzwyczaiła, iż niektórych spektakli nie da się sprowadzić do Kalisza, najczęściej z powodu braku odpowiedniej przestrzeni. W tym roku widzowie musieli udać się w dwie podróże. 18 maja teatralny autobus pojechał do Teatru Wybrzeże, gdzie na sopockiej scenie kameralnej widzowie obejrzeli „Brytanika” Jeana Racine’a w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Klasycystyczny dramat jako studium mechanizmów władzy w ogóle się nie zestarzał, a dworskie intrygi przeistoczyły się w psychologiczny thriller.

Wielka to zasługa reżysera i znakomitych aktorów, a także przekładu Antoniego Libery. Na mnie największe wrażenie zrobiła Dorota Kolak w roli Agrypiny. Łysa głowa czyniła jej twarz niezwykle wyrazistą, dając wrażenie kamiennej maski, za którą kryje się osoba zdolna do wszystkiego, aby osiągnąć swój cel. Jurorzy docenili jednak męskie kreacje. Jedna z ośmiu nagród aktorskich powędrowała do Piotra Biedronia za rolę Nerona, a Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza – Nagrodę Sekcji Teatrów Dramatycznych Związku Artystów Scen Polskich ufundowaną z funduszy SKE – Kultura otrzymał Robert Ciszewski za rolę Brytanika.

Jan Klata i Bartosz Zaczykiewicz na chwilę przed spektaklem 'Termopile polskie’, fot. Tomasz Bąk

Kolejne wielkie widowisko historyczne, by nie rzec historiozoficzne, obejrzeli widzowie, którzy zdecydowali się 2 maja pojechać do Warszawy, by zobaczyć w Teatrze Narodowym spektakl inaugurujący dyrekcję Jana Klaty. Reżyser po raz kolejny sięgnął po dramat Tadeusza Micińskiego, by dać nam – jak sam zapowiadał –

„fantasmagorię o przeklętym losie […] naszej części Europy. O Polsce, Rosji, Ukrainie, o cieniu, który Fatum rzuca na kolejne pokolenia armatniego mięsa Historii”.

Zdarza się, iż Klata mocno podporządkowuje aktorów swojej teatralnej wizji, ale tym razem wielu z nim dał szansę na stworzenie zapadających w pamięć kreacji. Ostatecznie jurorzy przyznali Nagrody Aktorskie Janowi Fryczowi za rolę Króla i Oskarowi Hamerskiemu za role Kniazia Patiomkina, Wańki Kaina i Arżanowa. W przypadku Hamerskiego doceniono również jego role Eusebio Velasco, Álexa Ávilo, Wuja Henryka, Gonzala, Autora, Pracownika Planu Zdjęciowego, José Luisa, Armana i Narratora w spektaklu „Zaćmienie w dwóch aktach” w reżyserii Grzegorza Małeckiego z Teatru Narodowego w Warszawie.

Wiwat Kraków!

Gdyby osadzić rywalizację Festiwalu Sztuki Aktorskiej w nomenklaturze sportowej, to trzeba byłoby od razu napisać, iż zwykłe podium, złożone z trzech stopni, jest stanowczo za małe dla zwycięzców tegorocznego konkursu. jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę przyznanych nagród i wyróżnień, to na pierwszym miejscu sytuuje się „Uroczystość” z Teatru Ludowego, jeżeli jednak damy pierwszeństwo znaczeniu najważniejszej festiwalowej nagrody, to bezsprzecznym zwycięzcą są „Sceny z życia małżeńskiego” Narodowego Starego Teatru.

Najpierw odnotujmy, iż oba krakowskie spektakle otrzymały specjalne nagrody honorowe za aktorską pracę zespołową. Wartość zbiorowych kreacji podkreślali wszyscy jurorzy.

'Uroczystość’ z Teatru Ludowego w Krakowie, fot. Tomasz Bąk

Z „Uroczystości” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej z Teatru Ludowego w Krakowie Wyróżnienie Aktorskie otrzymała Maria Chojnacka za rolę Pii, Nagrodę im. Ignacego Lewandowskiego za wybitną rolę epizodyczną Małgorzata Kochan za rolę Inge, a Specjalną Nagrodę Aktorską dla „aktora na początku drogi artystycznej” Antoni Włosowicz za rolę Pianisty Kima. Jedna z dwóch Głównych Nagród Aktorskich powędrowała z kolei do Piotra Franasowicza za rolę Christiana.

„Sceny z życia małżeńskiego” w reżyserii Katarzyny Minkowskiej z Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie zainaugurowały stacjonarną część KST, dobrze wróżąc całemu Festiwalowi. Owacje na stojąco z pierwszego wieczoru przeniosły się na kolejne konkursowe prezentacje. Tylko czas ich trwania oraz dodatkowe okrzyki zachwytu były sygnałem poziomu emocjonalnego zaangażowania widzów. W krakowskiej adaptacji scenariusza Ingmara Bergmana znakomicie zaprezentował się cały zespół aktorski, ale jurorzy ostatecznie postanowili przyznać Nagrodę Aktorską Annie Radwan za rolę Marianne, natomiast Juliusza Chrząstowskiego, grającego jej męża Johana, obdarzyć Grand Prix 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych. Ale to nie koniec. Honorowa Nagroda im. Maciej Prusa dla Najlepszego Reżysera tego Festiwalu powędrowała do Katarzyny Minkowskiej.

Juliusz Chrząstowski – zdobywca Grand Prix za rolę w 'Scenach z życia małżeńskiego’, fot. Tomasz Bąk

„Jury było bardzo zgodne. Poziom był bardzo wysoki, a nagród do dyspozycji za mało” – powiedziała dziennikarzom Anna Smołowik, aktorka. „Nagrody główne przyznaliśmy za niezwykłe, wielopoziomowe, dogłębnie poruszające role i spektakle. Dla takich przedstawień powstał teatr. Od razu wiedziałam na przykład, iż Juliusz Chrząstowski musi dostać nagrodę. To niezwykła rola, która wymaga nie tylko wyjątkowego warsztatu, ale i odwagi” – dodała jurorka.

Brawo Warszawa!

W tym roku w festiwalowym programie znalazło się sporo spektakli z teatrów stołecznych. Oprócz Teatru Narodowego, który zaprezentował dwa przedstawienia, publiczność oklaskiwała również propozycje z Nowego Teatru, Teatru Ateneum, Teatru Polonia, Teatru Polskiego, Teatru Komedia, Teatru WARSawy oraz Teatru 6. Piętro.

Grzegorz Małecki i Katarzyna Dąbrowska w 'Handlarzach gumek’, fot. Tomasz Bąk

Spektakl tego ostatniego, nota bene debiutującego na kaliskim Festiwalu, wywołał bodaj najgorętsze dyskusje i skrajne opinie. Popularna tragikomedia izraelskiego dramaturga Hanocha Levina opowiada o trójce życiowych rozbitków, których losy splatają się wokół walizki stanowiącej absurdalny spadek – wielkiej partii prezerwatyw. Poetyka szalonego kabaretu z piosenkami, okraszonego dowcipami z dołu materialno-cielesnego sprawiła, iż część widzów wyszła po pierwszej części. I to był błąd, bo prawdziwy komediodramat rozegrał się w drugiej części spektaklu.

Nie sposób było nie docenić znakomitego warsztatu trójki aktorów i precyzji, z jaką zrealizowali reżyserską partyturę złożoną z miliona szczegółów. Nagrody Aktorskie powędrowały do Katarzyny Dąbrowskiej za rolę Beli Berlo, Grzegorza Małeckiego za rolę Szmuela Sprola oraz Borysa Szyca za rolę Johanana Cingerbaja. Po burzliwej dyskusji również dziennikarze akredytowani przy Festiwalu docenili spektakl wyreżyserowany przez Adama Sajnuka i swą nagrodę przyznali Katarzynie Dąbrowskiej, podkreślając w werdykcie, iż jest to nagroda:

„za elastyczność głosu i ciała, za pełnię ekspresji scenicznej i śmiałe wodzenie za nos dwóch amantów i publiczności w poszukiwaniu doczesnego szczęścia. Za komedię w dramacie i dramat w komedii”.

Maja Ostaszewska w 'Kofman. Podwójne wiązanie’, fot. Tomasz Bąk

Drugim – moim zdaniem – arcyważnym spektaklem z Warszawy był „Kofman. Podwójne wiązanie”. Spektakl w reżyserii Katarzyny Kalwat mówi o skomplikowanych losach Sarah Kofman, która jako żydowskie dziecko ocalała podczas wojny dzięki ukrywaniu się w jednym z francuskich domów, a w dorosłym życiu stała się wybitną profesorką Sorbony i przedstawicielką dekonstrukcjonizmu. Centralnym motywem jest tytułowe „podwójne wiązanie”, czyli rozdarcie pomiędzy biologiczną a przybraną matką oraz poszukiwanie własnej tożsamości ukrytej pod wyuczonymi schematami. Brakuje słów, by opisać kunszt aktorski Mai Ostaszewskiej, która – nie schodząc ani na chwilę ze sceny – przez ponad dwie godziny balansuje między rolą dziecka, dojrzałej kobiety i narratorki tej niezwykłej historii, a jednocześnie daje widzom sygnały swojego osobistego zaangażowania. Zgrabnie to ujął na swoim blogu Jacek Wakar:

„To nie jest aktorka jedna z wielu wybitnych, to jest wielka aktorka. A przy tym tak wybiera role, iż kryjąc się za postaciami, mówi często we własnym, w moim i w twoim imieniu”.

Z Kalisza Maja Ostaszewska wyjechała z Główną Nagrodą Aktorską oraz Nagrodą Publiczności dla Naj-Bogusławskiego Aktora 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych – Festiwalu Sztuki Aktorskiej.

Pełny werdykt jury, w którego skład weszli Jacek Jabrzyk, Łukasz Maciejewski, Jacek Sieradzki i Anna Smołowik, znajdziecie Państwo na stronie kaliskiego Teatru. Maciejewski, pytany o trud porównywania pracy aktorów w tak różnych spektaklach, odpowiedział:

„To chyba jedyny sens organizowania takiego festiwalu, to znaczy pokazać pełne spektrum, zarówno spektakle eksperymentalne, jak i konwencjonalne, różne style aktorskie, aktorskie pokolenia, od młodzieży po nestorów. Mam poczucie, iż dyrektor Festiwalu dokonał dobrego wyboru, zapewniając nam jednocześnie różnorodność i wysoki poziom aktorstwa. Kaliski festiwal pokazuje, iż to był bardzo udany pod względem aktorskim sezon w polskim teatrze”.

Jurorzy ogłaszają werdykt, fot. Tomasz Bąk

Jacek Sieradzki potwierdza opinię kolegi jurora:

„KST obfitowały w różne konwencje i sposoby grania, w role nieporównywalne. Staraliśmy jako jurorzy docenić poszczególne wartości realizowane w różnych dziedzinach teatru. Pewnie nie zobaczyliśmy wszystkiego, może można byłoby przygotować zestaw kilkunastu innych polskich spektakli, ale już ta próbka udowadnia nam, iż w świecie aktorskim jest z czego wybierać. To chyba najfantastyczniejsza puenta tego festiwalu”.

Oklaski dla wszystkich!

Na tegorocznych Kaliskich Spotkaniach Teatralnych nie było słabych spektakli. Z dziewiętnastu tylko trzy nie znalazły się w żadnym werdykcie, jurorów, dziennikarzy czy widzów. Każde przedstawienie zostało gorące przyjęte przez festiwalową publiczność, i to nie z grzeczności, ale z chęci podziękowania aktorom za niezwykle emocje i refleksje.

Brutalny świat więzienia w „Malexander 2.0”, czułość w „Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej”, gniew w „Śmierci i dziewczynie”, żal w „Matce i dziecku”, cierpienie w „Mireczku”, hipokryzja w „Pigmalionie”, mądry śmiech w „Separatce”, nostalgia w „Miło cię było zobaczyć”, słodko-gorzkie emocje w „Zaćmieniu w dwóch aktach”, walka o godność w „Królu komedii”, wzruszenie w „Piosenkach mojej mamy, czyli w domu bez zmian”, szczerość w „Ellen Babić” i zaduma w „Żarze”. To był emocjonalny rollercoaster. Na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych dominowała dramaturgia współczesna, a klasyka interpretowała współczesną rzeczywistość. Spektakle dotykały najważniejszych problemów człowieka, relacji rodzinnych i sporów moralnych, ale także historii, z której nie umiemy wyciągać konstruktywnych wniosków. Chciałoby się rzec: samo życie.

Głosowanie publiczności, fot. Tomasz Bąk

Choć sceniczne wydarzenia są najważniejszą częścią Festiwalu Sztuki Aktorskiej, to jednak o uczuciu święta czy wyjątkowości przeżywanych zdarzeń często decydują elementy towarzyszące.

Jak co roku po spektaklach rozmowy z aktorami w Malarni prowadził Jacek Wakar, organizatorzy zorganizowali klub festiwalowy w „Kontrabasie”, gdzie muzyka rozbrzmiewała każdego wieczoru, redagowali w wersji papierowej codzienny „Spotkalnik”, a KSTv nadawała w internecie każdego dnia program złożony z relacji i wywiadów z aktorami. Wśród imprez towarzyszących znalazły się warsztaty „Historia teatru to historia maski” przygotowane przez Galerię Sztuki im. Jana Tarasina oraz wystawa „Skrzydła nad horyzontem” Eweliny Ostrowskiej-Marcinkowskiej i Roberta Jundo, którą oglądać można było w Centrum Kultury i Sztuki w Kaliszu.

Nad majowym świętem teatru w Kaliszu czuwało blisko 150 osób, w tym spora grupa wolontariuszy. Tylko tak liczna drużyna mogła zapewnić sprawną organizację i świetną atmosferę festiwalowych wydarzeń, które rozgrywały się nie tylko w Teatrze, ale także w Centrum Kultury i Sztuki oraz w Teatrodromie, w który zamieniła się hala sportowa OSRiR.

Idź do oryginalnego materiału