Agata Turkot o występie w „Piekle kobiet”: „Wierzę w taką bohaterkę”

film.org.pl 5 dni temu
Zdjęcie: agata turkot piekło kobiet


Agaty Turkot nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej rola w filmie Dom dobry Wojciecha Smarzowskiego, mimo upływu kilku miesięcy od premiery, wciąż wzbudza emocje w widzach. A występ w serialu Piekło kobiet HBO Max dowodzi, iż aktorka odnajduje się w różnych kostiumach i epokach. Laureatka Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego, O!Lśnień – Nagrody Kulturalnej Onetu i Orła.

Małgorzata Major: Pracując na planie Piekła kobiet przypuszczała Pani, iż te dwie ważne premiery, czyli serial HBO i film Wojciecha Smarzowskiego Dom dobry nastąpią tuż po sobie?

Agata Turkot: Nigdy nie wiemy, kiedy będzie premiera. To są niezbadane wyroki, więc nie miałam pojęcia.

MM: Czy dobrze się złożyło, iż rozmawiamy wciąż o Domu dobrym i o Piekle kobiet w tym samym czasie, czy Pani rozdziela te projekty i nie widzi między nimi korespondencji?

AT: Rozdzielam te projekty absolutnie. Dla mnie są to inne historie, a przede wszystkim inne bohaterki. W inny sposób o nich myślałam i inaczej je konstruowałam więc nie mam poczucia, iż serial jest bezpośrednią kontynuacją tego, co zrobiłam ze Smarzolem. Nie analizuję tego, czy to dobrze, czy źle, iż promocja Piekła kobiet wydarza się zaraz po Domu dobrym. Tak po prostu musiało się ułożyć. A czy ktoś będzie próbował wsadzić mnie w jakąś szufladkę, kompletnie mnie nie obchodzi, nie mam na to wpływu. Cieszę się, iż mam możliwość pracy nad projektami, które dla mnie samej są wartościowe.

MM: Jaka jest Helena Wróblewska, kim była zanim poznamy ją w serialu Piekło kobiet? W scenie gdy czyta list na temat ofiary gwałtu reaguje dość powściągliwie.

AT: Od początku w Helenie podobało mi się to, iż nie była jednowymiarowa. Poznajemy ją jako kobietę niby wyzwoloną i nowoczesną, samodzielnie myślącą i starającą się nie podporządkowywać męskim opiniom, a z drugiej strony widzimy, iż w niektórych kwestiach jest tradycjonalistką. Np. w kwestii aborcji. Podobało mi się to, iż jest złożona z kontrastów. Tacy jesteśmy jako ludzie, nie jesteśmy jednoznaczni. Z czasem Helena doświadcza różnych trudów w swoim życiu, a w wątek aborcji i gwałtów zostaje wciągnięta. Zaczyna swoje poglądy rewidować i zmieniać, bo życie ją doświadcza. Wierzę w taką bohaterkę, Helena jest babką z krwi i kości. Bardzo mi się to w niej podoba.

MM: Jak ocenia Pani męskich bohaterów w serialu? Czy Emil Heckmann jest jedynym przyzwoitym mężczyzną? Przez chwilę miałam nadzieję, iż mąż Heleny, czyli Maksymilian, okaże się choć na poły feministą.

AT: Maksymilian w ogóle nie wydaje się feministą, od samego początku. Chcąc pokazać uciemiężenie kobiet i patriarchat musimy skorzystać z kontrastu i użyć negatywnych męskich bohaterów, żeby zarysować świat bohaterek. Myślę, iż to naturalne w takiej historii, iż potrzebni są antagoniści. Poza Emilem znajdzie się jeszcze kilku przyzwoitych mężczyzn. Emil jest wspaniałą, rycerską postacią, bardzo piękną. Jest też Bruno Cajmer, który jest tragiczną postacią romantycznego kochanka. To nie jest tak, iż kobiety są dobre, a mężczyźni źli. Mamy na przykład postać Róży, która jest strażniczką patriarchatu, co bardzo urealnia nasz świat.

MM: Ciekawym wątkiem są także uzależnienia bohaterek. Arszenik pojawia się jako lekarstwo, a główną używką w kobiecym gronie jest…

AT: Bardzo modne wówczas opium. Opium jest pochodną heroiny. Stosowano je w różnej formie. Najbardziej popularne było do palenia. Ale można było też pić, albo stosować dożylnie. Opiumownie były wówczas popularnymi miejscami w podziemiu, gdzie spotykały się kobiety, żeby uciec od męskiego świata i spędzić trochę czasu we własnym towarzystwie.

MM: Helena po terapii arszenikiem i stosowaniu opium mogła świadomie działać, a może jej sprawczość była ograniczona?

AT: Arszenik miał wpływ głównie na jej stan fizyczny, a nie mentalny. Helena była osłabiona, miała nudności i zawroty głowy. Arszenik nie był psychoaktywny. A o ile chodzi o narkotyki, to na pewno miały one wpływ na moją bohaterkę, ale ona uciekała w używki w momentach, gdy traciła kontakt ze swoją intuicją i ze swoim ciałem. Ucieka w narkotyki, kiedy traci kontrolę nad własnym życiem. Ma nadzieję, iż one dadzą jej połączenie ze sobą. Nie wiedziała tego, co wiemy dzisiaj, iż można medytować, uprawiać jogę, pracować nad oddechem. Dla niej była to ucieczka w głąb siebie.

MM: Jak bardzo zgubny będzie dla niej nałóg?

AT: Gdy na początku widzimy Helenę, okazjonalnie sięga po niewielkie ilości opium, więc nie ma to bezpośredniego wpływu na jej decyzje i poczytalność. To się zmienia z czasem, gdy zatraca się w używkach i przestaje widzieć, co jest prawdą, a co nie. Wszystko wymyka się jej spod kontroli. Zaczyna być nieufna wobec męża. I wtedy świat zewnętrzny zaczyna jej wmawiać, iż jest wariatką.

MM: Muszę zapytać o kostiumy i scenografię. Czy pracowała Pani z kostiumografką nad garderobą Heleny, czy mogła Pani samodzielnie sprawdzić, w czym Helena będzie się dobrze czuła?

AT: Z kostiumografami zawsze wspólnie pracujemy. To jest bardzo kreatywna profesja i ma bezpośredni wpływ na kreacje serialowe. Pracowałam z Gosią Fudalą, która jest wspaniałą i szalenie kreatywną osobą. Gosia zaproponowała wiele zestawów dla Heleny, tak jak ona to widziała po rozmowie z reżyserką. Później miałyśmy długie przymiarki i sprawdzałyśmy, co nam pasuje. Razem budowałyśmy jej wizerunek. Podobała mi się odwaga w wielu tych propozycjach. Na co dzień Helena chodziła w spodniach, co było bardzo rzadkie w tamtych czasach. Miałam ogromną przyjemność w pracy nad jej garderobą zwłaszcza, iż propozycje które dała Gosia były spektakularne. Mam wrażenie, iż stroje Heleny są perełką w serialu. Podobnie jak charakteryzacja, która idzie z nią w parze.

MM: Czy pracując nad rolą poszukiwała Pani biografii kobiet znanych z okresu międzywojnia, żeby zainspirować się ich stylem bycia, albo czymś niecodziennym, co je charakteryzowało. Mam na myśli ówczesne pisarki, albo aktywistki.

AT: Nie miałam zbyt wiele czasu w przygotowania do tej roli, więc skupiłam się na scenariuszu i na pracy z reżyserką i na własnej kreacji. Oczywiście trochę czytałam, poszukiwałam, ale na pewno postać Ireny Krzywickiej, która pojawia się w serialu, była inspiracją. Krzywicka była szczególną kobietą tamtych czasów. Nie mogę jednak powiedzieć, iż się na niej wzorowałam. Helena była bardzo dobrze napisaną postacią i dużo mogłam utkać ze scenariusza. Poza tym, zależało nam na tym, aby uwspółcześniać tę historię, żeby bohaterowie byli w kostiumie sprzed stu lat, ale żeby ich pobudki i zachowania były wiarygodne i współczesne.

MM: Czy w tym roku czeka nas jeszcze premiera filmowa albo serialowa z Pani udziałem?

AT: W tym momencie mogę powiedzieć, iż wzięłam udział w drugim sezonie serialu Gra z cieniem w reżyserii Kingi Dębskiej. Premiera odbędzie się w drugiej połowie roku.

Idź do oryginalnego materiału