A co jeżeli to nie moja córka? Trzeba zrobić test DNA
Marek patrzył z niepokojem, jak jego żona, Jagoda, rozczula się nad ich nowo narodzoną córką. Nie mógł wyrzucić z głowy uporczywej myśli czy to na pewno jego dziecko?
Rok temu Marek musiał wyjechać na delegację do Wrocławia, na cały miesiąc. Dwa tygodnie po powrocie Jagoda przybiegła, cała w skowronkach, z wieścią jej życia: będą mieli dziecko!
Marek na początku się ucieszył. Wtedy jednak odwiedziła ich siostra Jagody, Basia, i opowiedziała wybitnie inspirującą historię. Otóż zrobiła test DNA na swojego syna. Wszystko po to, żeby jej konkubent nie miał cienia wątpliwości co do ojcostwa.
Jagoda, a my nie mogliśmy też zrobić takiego testu? Po prostu, żeby mieć spokojną głowę.
Reakcja żony była natychmiastowa. Rozpętała się burza rzucane poduszki, trzaskanie talerzami, aż sąsiadka spod piątki przyszła pukać z pytaniem, czy się wszystko nie wali.
Marek, poważnie? Co tu niby dziwnego?! mówił, im bardziej krzyczała, tym bardziej był przekonany, iż na pewno ma coś na sumieniu.
Miesiąc mnie w domu nie było krzywił się Marek Jak mam wiedzieć, co tu się działo? Przecież to prosty test i zapominamy o sprawie. choćby adres do tej całej kliniki możemy od Basi wziąć.
Jeszcze się zdziwisz! rzuciła z furią Jagoda i poszła do pokoju dziecięcego, na koniec trzaskając drzwiami tak, iż aż obrazy się przesunęły.
***
No powiedz mi mama, czy ja proszę o coś nienormalnego? Skąd ta jej burza? żalił się Marek swojej matce, Danucie Wiśniewskiej, podczas porannej kawy.
Widocznie jej sumienie nie jest czyste odpowiedziała bez większych skrupułów pani Danuta, dosypując sobie cukru do kawy. Dziecko nie twoje, proste. Zresztą, jak cię nie było, coś się u nich działo…
Ale co konkretnie? Marek aż podskoczył na krześle.
Sama nie wiem, czy powinnam to mówić… Przyszłam, bo chciałam porozmawiać o sześćdziesiątce taty. Jagody nie mogłam się doprosić do drzwi, chociaż na pewno była w mieszkaniu. Kiedy wpuściła, taka jakaś rozczochrana, a w korytarzu męskie buty. Nie twoje.
I co jej powiedziałaś?
Że jej rurka pękła w łazience! Danuta przewróciła oczami. Co za bajka, mogłaby trochę się wysilić. A czemu mi nie mówiłaś?
No bo przecież nie mam dowodów, do mieszkania nie weszłam, a nie chciałam burzyć waszego szczęścia.
Niedobrze zrobiłaś! warknął Marek, mało się nie przewracając z krzesłem. I co ja teraz mam zrobić?
Zmień ton, orzełku. Albo ją przekonaj do testu, albo sam zrób. Masz prawo jako ojciec!
***
Sprawa załatwiona stwierdził Marek, rzucając bezużyteczną już kopertę, którą przyniósł kurier. Hania to moja córka. Obiecałem, więcej do tego nie wracam.
Ale zaraz, zaraz… parsknęła Jagoda, patrząc spode łba na otwarty list. Ty poważnie zrobiłeś ten test bez mojej zgody?
No pewnie! Przecież to mój czas z córką na spacerze, wstąpiłem po drodze. Nic wielkiego. Hania jest moja, żadnego problemu nie widzę.
To akurat jest ogromny problem wymamrotała. Szkoda, iż tego nie rozumiesz.
Następnego ranka Marek jak zwykle wyszedł do pracy. Wieczorem czekała na niego niespodzianka: mieszkanie puste, rzeczy żony i córki zniknęły. Na ławie w salonie leżała tylko jedna, smutna kartka.
Zazdrością i podejrzliwością zniszczyłeś wszystko, co było między nami. Zdradzie nie wybaczam, składam pozew o rozwód. Nie chcę nic od ciebie ani mieszkania, ani alimentów. Po prostu zniknij z naszego życia.
Marek był wściekły jak diabli. Jak ona śmiała tak nagle zniknąć! I jeszcze córkę zabrała. Sięgnął po telefon i zaczął wydzwaniać do żony.
Odebrał jakiś facet. Wysłuchał litanii bluzgów w ciszy, po czym uprzejmie poprosił, żeby Marek więcej nie dzwonił.
No wiedziałem! kipiał Marek. choćby dobrze nie zdążyła się wyprowadzić, a już się nowy nadział! No nic, droga wolna!
Ani mu się przez chwilę nie przypomni, iż Jagoda mogła po prostu pojechać do rodziców, a telefon odebrał jej brat, który nie chciał budzić dopiero co uśpionej siostry. Marek wiedział swoje.
Rozwód poszedł szybko, bez awantur, po polsku: za porozumieniem stron. Mała Hania została z matką i nigdy już nie zobaczyła swojego biologicznego ojca. A Marek? No cóż Ten już do końca pił gorzką kawę z mamusią, przekonany, iż miał rację.










