A co, jeżeli to nie moja córka? Trzeba zrobić test DNA
Marek zamyślony patrzył, jak jego żona, Wioletta, rozczula się nad ich nowo narodzoną córeczką, i nie mógł się pozbyć jednej upartej myśli. Rzeczywiście podejrzewał, iż dziecko nie jest jego.
Rok temu Marek musiał wyjechać służbowo na cały miesiąc. Ledwie dwa tygodnie po powrocie żona wyskoczyła z przesłodką, według niej, nowiną: będą mieli dziecko.
Na początku Marek był zachwycony. Ale potem przyszła w odwiedziny siostra Wioletty i jak nie palnie historią, jak to zrobiła swojemu synowi test DNA. Żeby jej konkubent przypadkiem się nie miotał z wątpliwościami odnośnie ojcostwa.
Wioletka, chodźmy i my się przebadajmy na DNA, co Ci szkodzi? Tylko dla spokoju.
Reakcja żony? Natychmiastowa. Awantura na pół osiedla, poduszki latały, szklanki hałasowały, a sąsiedzi łomotali w kaloryfery.
I co w tym złego niby? uparcie dopytywał Marek, coraz bardziej przekonany, iż ma rację. Bo kto by tak wybuchł, gdyby był czysty? Po prostu chcę mieć pewność.
Ty w ogóle słyszysz siebie? wrzeszczała Wioletta, rzucając w niego kolejną poduszką. Dałam Ci kiedykolwiek powód do takich pytań?!
Miesiąc mnie w domu nie było skrzywił się Marek. Skąd mam wiedzieć, jakie tu były imprezy? Zrobimy test, sprawdzimy wynik i temat zamknięty. Może znajdziemy namiary na klinikę przez Twoją siostrę?
Tylko po moim trupie warknęła Wioletta, zatrzaskując z hukiem drzwi do pokoju dziecięcego.
***
Wiesz, mamo żalił się Marek swojej mamie, pani Stefanii niczego niemożliwego nie wymagam. Dlaczego ona się tak wściekła?!
Sumienie Twojej żony nie jest krystaliczne popiła kawę Stefania. Powiem Ci szczerze, dzieciaku, trochę to podejrzane. I jeszcze… zawahała się jak wyjechałeś, miał miejsce taki jeden przykry incydent
Co się stało? Marek omal nie zakrztusił się kawą.
Wiesz, nie chciałam się mieszać w wasze sprawy zaczęła mama, spoglądając w okno. Ale przyszłam pogadać o urodzinach Twojego taty. Wioletta była w domu, ale strasznie długo nie otwierała. W końcu weszłam, a ona taka rozczochrana A w przedpokoju, wyobraź sobie, stały męskie buty.
I co Ci powiedziała? Marek aż podskoczył.
Że jej rury pękły przewróciła oczami Stefania. A wykręcała się jak kot na rozgrzanym dachu.
Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
Do mieszkania mnie nie wpuściła, więc nie miałam dowodów wzruszyła ramionami. Chciałam wam dać święty spokój.
Fatalnie! Marek chwycił się za głowę. I co mam teraz zrobić?
Przeforsuj ten test. wyszczerzyła zęby Stefania, zerkając przez ramię. Synowej i tak nigdy nie darzyła sympatią. Albo sam go zrób. Ojcostwo też masz prawo sprawdzić.
***
Uspokój się, już po wszystkim Marek rzucił niepotrzebną już kopertę z laboratorium, którą przyniósł mu kurier. Marysia to moja córka. Temat zamknięty, nie wracam już do niego.
Chwila, jak to zamknięty? prychnęła Wioletta, z nieufnością wpatrzona w otwartą kopertę. Zrobiłeś ten cholerny test beze mnie?
No pewnie wzruszył ramionami Marek. Wpadłem do przychodni, jak spacerowałem z małą, pięć minut i po sprawie. Jest moja, więc temat zamknięty.
To wcale nie jest temat zamknięty Wioletta wymamrotała cicho. Szkoda, iż nic nie rozumiesz.
Następnego ranka Marek jak zwykle poszedł do pracy. Dopiero wieczorem doznał szoku. W domu nie było nikogo. Zniknęły rzeczy żony i córki, a na stole samotnie leżała karteczka.
Swoim brakiem zaufania rozwaliłeś, co między nami było. Nie chcę żyć z kimś, kto mnie podejrzewa o zdradę. Składam pozew o rozwód. Wszystko zostawiam Tobie: mieszkanie, alimenty nie zależy mi na niczym. Po prostu zniknij z naszego życia.
Marka nosiło ze złości. Jakim prawem? Ona go zostawiła! I to z dzieckiem! Wykręcił numer żony w furii.
Telefon odebrał facet. Wysłuchał jego wiązanki i w końcu spokojnie odparł, żeby więcej nie dzwonił.
Wiedziałem! Ona mnie zdradza! Marek aż kipiał. Jeszcze nie zdążyła wynieść walizek, a już z jakimś facetem się szlaja! No trudno, niech spada!
Do głowy mu nie przyszło, iż Wioletta mogła po prostu pojechać do rodziców na wieś. A słuchawkę odebrał jej brat, który nie chciał budzić właśnie zasypiającej siostry. Marek był przekonany, iż wie lepiej.
Rozwód przebiegł błyskawicznie, oczywiście za porozumieniem stron. Mała Marysia została z mamą i już nigdy nie zobaczyła biologicznego ojcaMarek zamieszkał sam w cichym mieszkaniu, w którym echo bawiło się jego rozgoryczeniem i pustką. Próbował żyć tak, jakby wszystko wróciło do normy, ale nie radził sobie z ciszą. Każdy dziecięcy śmiech zza ściany przypominał mu Marysię. Wieczorami, kiedy światła sąsiadów gasły, przewracał się niespokojnie w łóżku, wpatrując się w sufit.
Z czasem przyzwyczaił się do rutyny: praca, szybkie zakupy, samotne obiady. Parę razy zadzwonił do Wioletty, raz choćby napisał długi list, którego nigdy nie wysłał. Tęsknił za córką, ale sąd przyznał matce pełną opiekę, a on nie miał dość odwagi, by walczyć o więcej.
Pewnego dnia, kiedy wracał z pracy, przez przypadek spotkał Wiolettę przed cukiernią. Była z Marysią. Dziewczynka wtuliła się w matkę, trzymając w ręce pluszowego króliczka.
Wioleta spojrzała na niego spokojnie. Już niczego od siebie nie wymagajmy powiedziała cicho. Możesz z nią porozmawiać, jeżeli chcesz.
Marek ukląkł przed córeczką, w jego oczach pojawiły się łzy. Wybacz mi, Marysiu szepnął, choć wiedział, iż ona jeszcze tego nie zrozumie. Wzięła go za rękę, nieśmiało, jakby sprawdzając, czy naprawdę jest.
Wioletta uśmiechnęła się smutno. Życie jest krótkie. Nie warto tracić go na wątpliwości.
Na chwilę wszyscy troje stali w promieniach wieczornego słońca, jakby czas się zatrzymał. Marek poczuł, jakby pierwszy raz oddychał pełną piersią. Zrozumiał, iż nie testy DNA budują rodzinę. Może nie uda się naprawić wszystkiego ale może się jeszcze nauczyć kochać bezwarunkowo.
I tak właśnie zrobił.




