Gdzie dziś byłoby niezależne kino, te wszystkie rozgadane, improwizowane opowieści o młodzieńczych miłościach i rozczarowaniach, przyjaźniach wystawianych na porywy losu, błędach, których nie da się naprawić - gdyby nie Jean-Luc Godard i "Do utraty tchu"? Był sensacją po premierze. Ponad sześćdziesiąt lat później przez cały czas uwodzi.