5 kwietnia Stodoła skończy 70 lat!

strefamusicart.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Stodoła


Wszystko zaczęło się bardzo niepozornie. Stodoła wyrosła w istocie z… drewnianej stołówki dla budowniczych Pałacu Kultury i Nauki. Według Kazimierza Pieńkowskiego nazwę „Stodoła” mieli ukuć warszawscy taksówkarze – kiedy ktoś prosił o kurs do Czterech Asów (tak wówczas nazywano stołówkę akademicką Politechniki Warszawskiej, w której odbywały się m.in. rozgrywki brydżowe), ci nie bardzo wiedzieli, dokąd jechać. Dopiero komentarz: „A, do tej stodoły!” rozwiązywał zagadkę. I tak już zostało. Centralny Klub Studentów Politechniki Warszawskiej do dziś nosi nazwę, która narodziła się z żartu i codziennej obserwacji.

Siedem dekad to czas niezwykle intensywny, gęsty od emocji, zmian i wydarzeń, które zapisały się w historii Warszawy i polskiej kultury. Stodoła zmieniała adresy – od Emilii Plater, przez Trębacką, Wspólną i Nowowiejską, aż po ulicę Batorego 10, gdzie od 1972 roku ma swój dom. Zmieniały się mody, ustroje, muzyczne trendy, ale jedno pozostawało niezmienne: Stodoła zawsze była miejscem zrzeszającym środowisko kulturalne.

Z czego zasłynęła na początku? Wielu powiedziałoby: z jazzu i kabaretu. I mieliby rację – ale tylko częściowo. Bo historia Stodoły ma też bardziej pikantne rozdziały. To właśnie tutaj, w 1956 roku, odbył się pierwszy w Polsce „publiczny” striptiz, pokazany w kabarecie „Stodoła”. Wydarzenie wywołało burzę obyczajową, rozpisywała się więc o nim prasa, w tym tygodnik „Nowa Kultura”. Stodoła błyskawicznie stała się tematem rozmów – i to nie tylko w studenckich kręgach.

Bywało też romantycznie. W październiku 1972 roku cztery pary, w których przynajmniej jedna ze stron związana była z Kabaretem „Stodoła” (Jolanta Marciniak i Jan Sawka, Elżbieta Jodłowska i Henryk Alber, Joanna Chłystowska i Andrzej Śmigielski oraz Małgorzata Witkowska i Marek Gołębiowski), jednocześnie stanęły na ślubnym kobiercu. Sakramentalne „tak” padło zatem łącznie osiem razy, a w Pałacu Ślubów nowożeńcom przygrywała stodolana orkiestra jazzowa Old Timers – wesele odbyło się rzecz jasna w Stodole. „Zbiorowy ślub” relacjonowały ogólnopolskie gazety, a wydarzenie do dziś pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych epizodów w historii Klubu.

Przez lata Stodoła była jednym z najważniejszych punktów na kulturalnej mapie Warszawy. Spotykali się tu entuzjaści kabaretu, teatru, filmu, tańca, fotografii i – rzecz jasna – jazzu. To właśnie na tej scenie rodziły się pierwsze edycje Jazz Jamboree, konkursów Złotej Tarki oraz festiwalu Old Jazz Meeting. W Stodole debiutowali twórcy, którzy z czasem stali się legendami polskiej sceny artystycznej – m.in. Sława Przybylska, Stanisław Tym, Teresa Tuszyńska, Krystyna Chimanienko, Magda Umer czy Elżbieta Jodłowska. Występowali tu wybitni aktorzy i muzycy, a oprawę muzyczną spektakli tworzył Krzysztof Knittel. Stodoła była więc nie tylko sceną i klubem, ale także miejscem, które na trwałe zapisało się w biografiach wielu ludzi.

Dziś Stodoła należy do grona najważniejszych obiektów koncertowych w Polsce. Przez jej scenę przewinęły się niemal wszystkie gatunki muzyczne i tysiące artystów – od jazzu, przez rock, metal, hip-hop i alternatywę, po pop i poezję śpiewaną. Lista wykonawców, którzy tu zagrali, przypomina muzyczną kronikę ostatnich dekad – zarówno polską, jak i światową. Grali tu m.in. Kult, Maanam, Perfect, Lady Pank, Dżem, T.Love, Hey, Bajm, Republika, Myslovitz, Coma, Behemoth, Paktofonika, Kaliber 44, Edyta Geppert, Kora, Czesław Niemen, Zbigniew Wodecki, Ewa Bem, Edyta Bartosiewicz, Grzegorz Turnau, Dawid Podsiadło, Brodka, Artur Rojek, Maria Peszek, Mrozu, Ørganek czy Kayah. Równie mocno w pamięci zapisały się koncerty artystów zagranicznych – od legend muzyki światowej, takich jak Bob Dylan, Morrissey czy Brian May, przez zespoły rockowe i metalowe: Rammstein, Slayer, Motörhead, Placebo, Queens of the Stone Age, Bring Me The Horizon, Slipknot, po twórców alternatywy i popu: Florence & The Machine, Archive, Apocalyptica, Katy Perry, Lauryn Hill, Ellie Goulding, The National czy Dead Can Dance. Dla wielu zespołów Stodoła była drugim domem: tu próbowali, nagrywali płyty DVD, kręcili teledyski, słowem – wracali wielokrotnie, bo atmosfera tego miejsca przyciągała jak magnes.

Grzegorz Markowski nazwał Stodołę swoją „drugą matką”, a Muniek Staszczyk podkreślał, iż to jedyny Klub w Polsce, który mógłby z powodzeniem funkcjonować jako muzyczna mekka w Londynie czy Berlinie. Bywało tu też głośno nie tylko z powodu koncertów. W 2008 roku Bruce Dickinson świętował w Stodole swoje 50. urodziny, a dużo wcześniej bywali tu Marek Hłasko, Roman Polański czy Czesław Miłosz, który po otrzymaniu Nagrody Nobla spotkał się z publicznością właśnie tutaj. Wokół niektórych wizyt narosło zresztą wiele legend, jedna z nich głosi, iż Polański dostał kiedyś… dziesięciodniowy zakaz wstępu – m.in. za używanie języka francuskiego, który służba porządkowa, nie znając go, uznała za wyjątkowo niecenzuralny.

Takich historii są setki – każda dekada przynosiła nowe. I właśnie to jest w Stodole najpiękniejsze. To nie tylko budynek i scena, ale żywa opowieść tworzona przez ludzi: artystów, publiczność, pracowników, przyjaciół, pasjonatów.

Dziś, świętując 70-lecie, patrzymy na historię Stodoły z dumą i wzruszeniem. To opowieść, której wszyscy jesteśmy częścią – i którą wciąż chcemy współtworzyć. Cieszy nas, iż to miejsce nie zamknęło się w archiwach ani we wspomnieniach, ale przez cały czas żyje, inspiruje i przyciąga kolejne pokolenia artystów oraz publiczności. Życzymy Stodole, by przez następne dekady pozostała przestrzenią wolnej twórczości, spotkań i muzyki, która nieustannie porusza.


Wszelkie przytoczone historie zostały zaczerpnięte z książki Jerzego Karpińskiego „Wokół Stodoły 1956-1981” oraz Aleksandry Biały „Kabaret Stodoła Nieodkryty”.

Idź do oryginalnego materiału