To jest rewolucja. I dzieje się teraz. Pokolenie 40+ to pierwsi dorośli, którzy naprawdę mają wybór. Jak żyć, z kim żyć, czy w ogóle żyć z kimkolwiek. Jak pracować, co uznawać za ważne, a co odrzucić. jeżeli masz 40+ lat, to wiesz o czym mówię…Poprzednie pokolenia nie miały takiego luksusu, żyło się tak, jak „zawsze było”. Dziś ta narracja pęka. I nic dziwnego, iż wywołuje to zamieszanie. Co adekwatnie się dzieje?

Od zawsze chciałam mieć rodzinę, a ktoś inny…mówił nigdy w życiu
Od zawsze wiedziałam, iż będę miała rodzinę. Nie taką jak ta, z której wyszłam — inną, bardziej moją, bardziej ułożoną po swojemu. Nie dlatego, iż w domu było źle. Po prostu czułam, iż można inaczej. I iż to „inaczej” będzie dla mnie odpowiedniejsze.
Nigdy jednak nie wyobrażałam sobie sukni, welonu, trenu, ani liczby dzieci. Pamiętam te rozmowy z koleżankami, kiedy jako małolaty snuły wizje o kwiatach w kościele i idealnym ślubie. Ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Zwykle milczałam albo podczepiałam się pod czyjąś fantazję, lekko ją modyfikując, żeby nie wyjść na dziwną. Bo prawda była taka, iż w ogóle nie myślałam w ten sposób.
Miałam oczywiście jakiś tam swój ideał. Mówiłam, iż nigdy w życiu. Jednak gdy to nigdy w życiu zagrało mi na nosie i pokazało, iż życie ma inny plan na mnie, to przestałam być taka pewna. Wiedziałam, iż chcę mieć rodzinę i tę rodzinę mam.
Co nie znaczy, iż nie mogło być inaczej. Bo mogło — i to w wielu wariantach. Pokolenie 40+ wybrało różnie. Mam koleżanki, które wybrały zupełnie inne ścieżki. Jedna nigdy nie chciała mieć dzieci. Ma koty, bo zawsze chciała mieć koty. I jest szczęśliwa. Druga powtarzała, iż jeden mężczyzna na całe życie to za mało — kocha intensywnie, ale krótko. I dokładnie tak żyje. Jest też taka, która mówiła, iż tradycyjna rodzina to nie dla niej. Dziś jako stewardessa podróżuje po świecie i widać, iż świetnie się bawi.
Pokolenie 40+ żyje inaczej niż ktokolwiek przed nami
Kilka różnych scenariuszy. Każdy inny. Żaden lepszy. No chyba, iż dla konkretnej osoby. Bo obiektywnie nie ma jedynego słusznego.
I właśnie to jest nowe. To jest nasze. To jest wybór, którego wcześniejsze pokolenia nie miały.
Nie wszystkim to się jednak podoba.
To, co zdumiewające, ludzie naprawdę się denerwują. Prawdziwie się wkurzają. Bo ludzie zawsze tak reagują na zmiany, szczególnie na takie, które odbierają im złudzenie kontroli. Wkurza ich to, iż mamy wybór. I iż z tego wyboru korzystamy.
Słyszymy, iż przeciwstawiamy się temu, co „kobietom pisane”. Że zwariowałyśmy. Że będziemy żałować. I oczywiście pojawia się sławetna szklanka wody — ta, którą rzekomo ktoś będzie nam podawał „na starość”.
Zmiana budzi opór — czasem brutalny
Głośno protestują też niektórzy panowie. Bo kobiety się zmieniły, a część mężczyzn nie chce tego zaakceptować. Chcieliby, żeby wszystko zostało po dawnemu. „Kobieta do kuchni, bo tam jej miejsce, hehe”. Tyle iż powrotu do patriarchalnego gorsetu, a może raczej pasa, już nie ma. Toksyczni mężczyźni nie chcą się jednak z tym pogodzić.
Na szczęście wielu mężczyzn dawno to zrozumiało. Tworzą świetne, partnerskie związki. Znam mnóstwo fajnych facetów.
Ale jest też grupa, która została daleko w tyle. Niedojrzali, niedorośli, zatrzymali się. I właśnie o takich mężczyznach — a adekwatnie o mechanizmach, które nimi kierują — napisałam e‑book Mężczyzna, który nie dorósł. O bagnie, w którym wiele kobiet tkwi, próbując na przekór wszystkiemu sadzić w tej zgniliźnie kwiaty, ciągle tęskniąc za spokojem i lepszym życiem.
Napisałam tę książkę nie po to, żeby krytykować mężczyzn, choć wielu mi to zarzuciło. I nie po to, żeby walczyć z rodziną czy miłością — wręcz przeciwnie. Jako osoba w szczęśliwym, wieloletnim małżeństwie i mama dwóch nastoletnich córek, jestem kimś, komu naprawdę zależy na szczęściu, a nie na jego braku.
Zwłaszcza teraz, w obliczu zmian i wyborów, które mamy. Bo oczywiście, mamy je. Ale często wybieramy jedną opcję tylko dlatego, iż innej po prostu nie widzimy. A szkoda, iż jej nie ma. Między innymi dlatego, iż dojrzałość emocjonalna to przez cały czas góra, na którą nie chcemy zacząć się wspinać.
Ten e‑book pomaga kobietom 40+ zrozumieć mechanizmy niedojrzałości emocjonalnej mężczyzn, i odzyskać spokój. Po lekturze kobiety mówią, iż pierwszy raz widzą swoją relację tak jasno. jeżeli chcesz zobaczyć, jak wygląda niedojrzałość w praktyce, sięgnij po mój e‑book “Mężczyzna, który nie dorósł”.
Zmiany, za którymi trzeba nadążyć, a nie je zatrzymywać?
Wybór to wolność, ale wybór to też zagubienie. Bo pytanie, jak żyć po 40, przez cały czas nie przynosi jednej odpowiedzi. Podobnie jak to, jak budować szczęście po 40.
Kiedyś wybierano za nas. Aranżowano związki. Za krowę, za pole, czy za pałac. Skala bywała inna, ale mechanizm ten sam.
Ludzie pobierali się szybko. Znali się pół roku, czasami widzieli się kilka razy. Tylko tyle. Dzisiaj długo się spotykamy, czasami mieszkamy razem. A potem bierzemy ślub i się rozwodzimy. Niby mamy łatwiej, ale przez cały czas nie posiadamy recepty na szczęście.
Na pewno nie ma jednej drogi. I dobrze.
Jednak to, co zawsze wydaje się ułatwiać kroczenie po ścieżce życia, jakkolwiek patetycznie to brzmi, to świadomość, wiedza…i dojrzałość. Chodzi o to, żeby umieć na siebie spojrzeć i powiedzieć – “kurczę, tu pozostało do popracowania”.
Bo oczywiście można budować życie, jak przed laty i być ciągle nieszczęśliwą. Tkwić w jakimś układzie, bo innej opcji nie ma. Można też zdecydować inaczej i też odczuć tego konsekwencje. Konsekwencje są zawsze. Zwłaszcza w tej materii. Poza tym nie ma, co tego ukrywać, znalezienie kogoś odpowiedniego na całe życie jest szalenie trudne. Raz to znaleźć, a dwa w podobnym kierunku się zmieniać. To niemal niemożliwe!
A jednak, mimo iż to takie trudne, wielu osobom się udaje.
Innym nie. I tak po prostu jest.
To nie jest ich jednostkowa odpowiedzialność. Bo odpowiedzialność zawsze jest dwóch osób. Jednak jest to znak uczciwości w stosunku do siebie samej. Nie jest dobrze, to pracuję nad relacją. Nie udaje się, to rozważam, czy na pewno warto dalej być razem. Czasami się rozstaje.
Jestem uczciwa. Bo czasami naprawdę lepiej być samą niż w beznadziejnym związku.
I dzisiejsze czasy kobietom dały wybór. Pozwalają się uczyć, pracować, żyć inaczej niż nasze babki, które nie tak dawno, bo 100 lat temu, bywały mniej cenne niż krowy…
Mamy wybór. Naprawdę
Wybór nie jest prosty. Nigdy nie był. Ale po raz pierwszy w historii naprawdę go mamy.
Możemy budować życie po swojemu. A potem je zmieniać. Odchodzić, wracać, próbować, szukać, zaczynać od nowa. Możemy być same, być w relacji, w rodzinie, którą stworzymy, albo w takiej, którą wybierzemy.
I choć ta wolność czasem przeraża, jest też największym prezentem, jaki dostało nasze pokolenie. Jako pierwsze…
Bo wreszcie możemy żyć tak, jak chcemy, a nie tak, jak „ma być”.
Ale niezależnie od tego, jak reagują inni — ta zmiana już się wydarzyła. I należy do nas.






