007 First Light – recenzja (PC). My Name is Bond, James Bond

pograne.eu 15 godzin temu

Postawmy sobie sprawę jasno: nowy Bond to nie Hitman w przebraniu. Ale czy to wada? Mam tu dwa wilki. Pierwszy cieszył się każdą filmową minutą rozgrywki. Drugi zaś dostrzega niewykorzystany potencjał IO Interactive przez dość liniową rozgrywkę. Czy zatem 007 First Light to gra na którą warto czekać? Postaram się odpowiedzieć w dalszej części recenzji.

Spis Treści

  • Fabuła
  • Rozgrywka
  • Oprawa audiowizualna a optymalizacja
  • Podsumowanie

Początki agenta 007 w filmowym stylu

007 First Light od pierwszych minut pokazuje, iż twórcy chcieli stworzyć coś więcej niż kolejną strzelankę z licencją na Jamesa Bonda. To gra mocno stawiająca na narrację filmową, płynną opowieść i klimat sensacyjno-kryminalnego widowiska. Historia nie jest opowiedziana w sztywny, typowo growy sposób, ale rozwija się segment po segmencie przez siedemnaście misji. Niemal jak dobrze wyreżyserowany film lub odcinkowy serial szpiegowski. Dzięki temu całość ma przyjemny rytm i sprawia wrażenie opowieści, w której kolejne sceny naturalnie prowadzą do następnych.

Początek fabuły może wydać się znajomy i klasyczny. Głównym punktem wyjścia jest pościg za zbuntowanym agentem 009, co samo w sobie nie brzmi szczególnie oryginalnie i na starcie może budzić lekkie znużenie. To bezpieczne otwarcie, osadzone w dobrze znanym schemacie kina akcji. Jednak właśnie wtedy gra zaczyna pokazywać mocniejsze strony. Z czasem pojawiają się nowe wątki, postacie, przeciwnicy i dobrze wyważone cliffhangery, które skutecznie zwiększają zainteresowanie odbiorcy.

Bardzo dobrze wypadają także bohaterowie, którzy nie są tylko tłem dla akcji. Twórcy poświęcili im sporo uwagi, dzięki czemu każda ważniejsza postać ma swój charakter, własne motywacje i odpowiednio zarysowaną psychologię. Relacje między nimi nie są przypadkowe ani powierzchowne, ale budują wiarygodność całej opowieści.

Dużą zaletą scenariusza jest to, iż mimo liniowego rdzenia potrafi ukryć strukturę. Gracz ma wrażenie uczestniczenia w jednej długiej, spójnej historii, a nie w ciągu osobnych misji połączonych tylko luźnym szkieletem fabularnym. Między głównymi segmentami pojawiają się sekwencje pośrednie, rozwijające relacje, pokazujące świat i budujące napięcie. Dzięki temu narracja zyskuje płynność, a odbiór przypomina seans sensacyjnego filmu, który stopniowo wciąga widza – w tym przypadku gracza.

Inwigilacja, zdobywanie informacji i ostateczna egzekucja

Rdzeń rozgrywki opiera się na sprawdzonym schemacie, który można kojarzyć z najlepszych odsłon Hitmana – choć trzeba zaznaczyć, iż w lżejszej wersji. Najpierw jest rozpoznanie sytuacji, potem obserwacja otoczenia, podsłuchiwanie rozmów, zbieranie wskazówek i szukanie najlepszego sposobu dotarcia do celu. To model znany, ale bardzo skuteczny, zwłaszcza w atrakcyjnej, filmowej oprawie. 007 First Light korzysta z niego z dużą pewnością siebie. Twórcy dobrze czują się w projektowaniu misji, mimo iż są one liniowe i brakuje tu otwartości znanej z Hitmana. jeżeli ktoś oczekuje większej głębi systemowej albo bardziej złożonej skradanki, może poczuć niedosyt. Gra nie stara się być trudna ani karząca, tylko możliwie przyjemna i widowiskowa.

Do dyspozycji gracza oddano zestaw gadżetów, które urozmaicają podejście do problemów. Są tu między innymi bomby dymne, laser oślepiający przeciwnika lub usuwający przeszkodę, wyrzutnia rakiet, fala uderzeniowa i inne narzędzia przydatne w walce i przy omijaniu zabezpieczeń. Gadżety zużywają zasoby, takie jak bateria czy chemikalia, co zmusza do zarządzania nimi i zapobiega bezmyślnemu spamowaniu – przynajmniej tak się to prezentuje na papierze. W praktyce ten system nie jest bardzo wymagający – co dla jednych może być wadą, a dla innych zaletą – ale dobrze działa jako element podtrzymujący mobilność i dynamikę rozgrywki.

Walka dzieli się na dwa główne filary: starcia wręcz i użycie broni palnej. Walka wręcz jest prosta, oparta na unikach, blokach, kontrach i wykorzystywaniu otoczenia. Nie jest to mechanika szczególnie złożona, ale daje sporo satysfakcji, zwłaszcza kiedy udaje się połączyć kilka akcji w efektowny ciąg. Przeciwnika można chwycić, uderzyć w ścianę, wykorzystać element scenografii albo płynnie przejść od walki wręcz do strzelania i z powrotem. W takich momentach gra naprawdę przypomina kino akcji.

Strzelanie wpisuje się w ten sam rytm. Amunicja jest ograniczona i wymusza elastyczność. Zamiast przyklejać się do jednej broni i eliminować wszystko z dystansu, gracz jest zachęcany do ciągłych zmian między narzędziami, gadżetami i walką wręcz. To bardzo dobrze wspiera dynamikę starć i sprawia, iż konfrontacje nie są monotonne. Jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć, iż cała rozgrywka jest bardzo prosta. Nie ma tu dużego wyzwania, nie ma mocnego poczucia presji ani momentów, w których trzeba by naprawdę mocno się napracować. Największą wadą w tym aspekcie są walki z bossami – na szczęście nie ma ich zbyt wiele, bo są zwyczajnie nudne i irytujące.

Oprawa audiowizualna a optymalizacja

Pod względem wizualnym 007 First Light naprawdę robi dobre wrażenie. Lokacje są bogate, dopracowane i pełne życia, a światło, odbicia i paleta kolorów budują mocno filmowy klimat. Wnętrza wyglądają luksusowo, promienie słońca wpadają przez okna, powierzchnie błyszczą, a scenografie dobrze wspierają wrażenie obcowania z dużą produkcją. To wszystko sprawia, iż gra nie tylko dobrze wygląda, ale też bardzo dobrze podkreśla swój styl.

Dużą siłą tej oprawy jest także gęstość świata. Na ekranie dzieje się dużo, lokacje są pełne postaci i detali, a silnik dobrze radzi sobie z taką ilością elementów, nie stwarzając wrażenia chaosu. Dzięki temu miasto, baza, wnętrza i inne przestrzenie wydają się żywe i autentyczne. To nie tylko ładne tło, ale przestrzeń, którą chce się zwiedzać i obserwować. Właśnie dlatego eksploracja jest tak satysfakcjonująca, choćby jeżeli sama mechanika nie stawia przesadnie wysokich wymagań.

Ogromnym plusem tutaj okazuje się optymalizacja, która robi wrażenie. Pomijam oczywiście granie na mocnym komputerze: AMD Ryzen 7 9800X3D, 128 GB RAM, RTX 4070 Ti Super, gra działa na najwyższych ustawieniach w 1440p, w stałych 80–90 FPS bez wspomagaczy w postaci DLSS czy FSR. Zaskoczeniem natomiast okazał się Legion Go S (SteamOS), gdzie gra przy ustawieniach niskich oraz TGP urządzenia na presecie Performance utrzymywała 49–54 FPS w 1280×800. Oczywiście przy 27’’ ekranie takie ustawienia kłułyby w oczy, ale na 8’’ ekranie nie wpływa to negatywnie na samą rozgrywkę.

007 First Light to bardzo dobra gra, ale…

Odpowiadając zatem na zadane na początku pytanie: Czy zatem 007 First Light to gra, na którą warto czekać? Odpowiedź brzmi: zależy od tego, czego oczekujecie od tej gry. Ostatecznie jest to gra, która dostarcza tego, czego można oczekiwać od nowoczesnej bondowskiej przygody. Jest kinowa, efektowna, dobrze napisana i przyjemna. jeżeli chcemy poczuć klimat Jamesa Bonda w wersji interaktywnej — 007 First Light spełnia to zadanie dobrze.

Jeśli natomiast oczekujecie w pełni wykorzystanego DNA studia IO Interactive, bliższego Hitmanowi, na ten moment wstrzymałbym się do promocji, gdy pojawi się dodatkowa zawartość. Warto wspomnieć, iż tytuł jest bardzo dobrze wyceniony: 229 zł w wersji podstawowej oraz 259 zł w wersji deluxe.

Pamiętajcie jednak, iż gra wymaga połączenia z internetem do uruchomienia — „funkcja” ta została dodana w aktualizacji. Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia nie mogłem uruchomić gry podczas podróży, mimo iż dzień wcześniej jeszcze mogłem. Takie praktyki należy piętnować i głośno o nich mówić.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie IO Interactive.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.
Idź do oryginalnego materiału