Zzzoo

filmweb.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Łatwo dzisiaj bić w mityczne algorytmy rządzące komercyjnym scenopisarstwem. To cel nader wygodny i anonimowy, uosabiający pozbawioną artystycznych ambicji korporacyjną machinę nastawioną wyłącznie na szybki zysk – a przez to, co by nie mówić, słuszny. Ale strategia ta staje się aż nader wygodnicka, jako iż przy niektórych filmach chciałoby się (i należy) wytknąć paluchem żywego człowieka z krwi i kości. W przypadku nieudanych "Zwierząt" padnie, słusznie czy niesłusznie, na Bena Afflecka, jednego z dyżurnych hollywoodzkich chłopców do bicia, któremu, jak się wydaje, nie przysługuje algorytmiczna tarcza ochronna ani taryfa ulgowa. Powody takiego stanu rzeczy dałoby się wyjaśnić raczej z perspektywy socjologicznej niż krytycznofilmowej: to w dużej mierze wynik zawieszenia Afflecka między tabloidowym blichtrem i kinem z przynajmniej środkowego szczebla.

"Zwierzęta" to chyba najsłabsze reżyserskie dokonanie Afflecka, z czego ten, sądząc przynajmniej po rozdrażnieniu, jakim emanował na trasie promocyjnej, najwyraźniej zdaje sobie sprawę. Oczywiście możemy tylko dywagować o hipotetycznym zderzeniu jego kreatywnej wizji z wymaganiami nieprzejednanego algorytmu, ale faktycznie: film wygląda, jakby miejscami przepisywano go na szybko. Co i rusz traci rytm oraz ostrość, brakuje mu skupienia nie tylko na poziomie scenariusza, ale i reżyserii. Affleck-reżyser jest ewidentnie rozkojarzony, na czym cierpi zarówno Affleck-aktor jak i pozostała część obsady. No, może poza Gillian Anderson, która w tym wszystkim znalazła na swoją postać jakiś sposób – chociaż przez swoją ironiczną pozę odcina się od całej reszty, zupełnie jakby wyjęto ją z innego planu i dokooptowano tu na siłę.

Steven Yeun, Gillian Anderson
  • Netflix
  • Warrick Page


Brak należytej koncentracji skutkuje zadziwiającym zbiciem, upakowaniem filmu, który przypomina złożoną na cztery kartkę papieru (albo zmiętą kulkę). Rodzinny dramat nakłada się bowiem na sensacyjny thriller, który filozofuje na temat moralnej odpowiedzialności jednostki za jednostkę, po czym zostaje złożony na ołtarzu finałowej akcji, rozmiękczonej fałszywie wybrzmiewającym epilogiem.

Niemal wszystko to dzieje się w nieciekawych wnętrzach domu wyższej klasy średniej. Bohaterem jest bowiem Mark Kimball, kryształowo czysty polityk – co brzmi jak oksymoron – ubiegający się o fotel burmistrza Los Angeles i mogący się pochwalić godną pozazdroszczenia przeszłością. W dniu wyborczego wiecu, przypadającego na Halloween, Mark i jego żona Abigail (Kerry Washington) otrzymują telefon od człowieka, który twierdzi, iż porwał ich syna i żąda wysokiego okupu za jego życie. Tyle iż Kimball wydał wszystkie środki na swoją kampanię i jedynym sposobem na zdobycie wysokiej sumy jest zwrócenie się o pomoc do szarej strefy. Powoduje to napięcia między małżonkami.

Kerry Washington, Ben Affleck
  • Netflix
  • Warrick Page

Film obiecuje, iż lada chwila spadną maski, iż dowiemy się o bohaterach czegoś, co całkowicie wywróci nasze ich postrzeganie do góry nogami i pomoże zrozumieć motywację porywacza. Ale nie: nic takiego się nie wydarza. Strzelba Czechowa faktycznie wypala – ale kapiszonami. Owszem, zgodnie z gatunkowymi tradycjami, znajdziemy tutaj fabularny twist, który będzie pełnił funkcję trampoliny do największego filmowego dylematu moralnego. Tyle iż ten podprowadzony jest z kryminalnego klasyka Akiry Kurosawy (nie chcę naprowadzać nieświadomych, ale kto oglądał, ten już się domyślił, w czym rzecz). Niestety, wszystko to Affleck wygrywa płasko, bez pomysłu i stylu, jakby marzył jedynie o szybkim zgaszeniu reflektorów i pójściu spać.

Czuć w "Zwierzętach" zmęczenie, brak wiary w powodzenie projektu, z którego para uszła jeszcze zanim padł pierwszy klaps. Trudno ukryć choćby przed sprzyjającą publicznością brak emocjonalnego zaangażowania i mechaniczne podejście do sztuki filmowej. Bijąca z ekranu obojętność z miejsca udziela się oglądającemu i to ona jest największym grzechem opisywanego filmu. Ot, kolejny byle jaki zapychacz cyfrowego katalogu – tyle iż oklejony głośnymi nazwiskami.
Idź do oryginalnego materiału