ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI: – Ja chwilowo nic nie zarabiam, bo inwestuję pieniądze i pracę w chyba pierwsze wydawnictwo fair trade, czyli w Spółkę Autorską Heca. W tłustych latach, gdy ukazywały się nowe książki, a kolejne premiery ciągnęły za sobą moje starsze tytuły, to były setki tysięcy złotych rocznie – naprawdę wyjątkowy sukces w świecie literackim. Normalnie pisarstwo to zawód wielkiej niepewności i wielkiej nieprzewidywalności. jeżeli jest dla kogoś głównym źródłem utrzymania, to najczęściej oznacza biedę.
Z badań prof. Doroty Ilczuk „Policzone i policzeni 2024!” wynika, iż mediana zarobków pisarzy i pisarek nie przekracza 3 tys. zł, a blisko trzy czwarte z nas nie osiąga średniej krajowej. Prawie co trzeci (28,5 proc.) żyje na granicy lub poniżej granicy ubóstwa. Z kolei Polska Sieć Ekonomii w głośnym raporcie „Jeszcze książka nie zginęła?” szacuje, iż za jeden sprzedany egzemplarz książki autor otrzymuje ok. 2,80 zł. jeżeli sprzeda się 10 tys., co w Polsce oznacza prawdziwy bestseller, to rocznie do autora trafia ok. 28 tys. zł. Podzielmy to sobie przez 12, to nieco powyżej 2 tys. zł miesięcznie, oczywiście brutto.
Na badania dr Ilczuk powoływało się Ministerstwo Kultury, gdy pracowało nad ustawą o zabezpieczeniu socjalnym dla artystów. Pana zdaniem prezydent ją podpisze?
Myślę, iż tak. To konieczność, by wreszcie system ubezpieczeń społecznych w 20. gospodarce świata zauważył pracę osób wykonujących zawody artystyczne. Byłem niedawno na wernisażu wystawy Zbigniewa Libery, jednego z naszych najważniejszych artystów, represjonowanego w czasie stanu wojennego, potem odznaczonego i fetowanego.






