Będąc starym koniem, już w czasach studiów, rzuciłem się na czytanie komiksów. Była końcówka lat osiemdziesiątych, kiedy do moich rąk trafiły zeszyty z rysunkami Jerzego Christy opowiadające przezabawne historie z życia księcia Mirmiła oraz jego dwóch odważnych wojów: Kajka i Kokosza. Komiksy te pamiętałem z łamów gazety „Świat Młodych”. I zawsze wzbudzały moja ciekawość.
Było w nich niekonwencjonalne podejście do wielu spraw, które znałem z oficjalnego i raczej napuszonego obiegu (wicie, rozumiecie drodzy towarzysze – jeżeli ktoś kojarzy lub wie, o co chodzi) oraz dość liberalny stosunek do wielu innych spraw, nad którymi wyraźnie ciążyły bogoojczyźniana atmosfera wynikająca z wyboru Karola Wojtyły na papieża oraz ówczesne zapasy z Wałęsa i jego drużyną. Poruszała też żywość narracji l kolory. A przy tym ten odrealniony niby i odległy świat trudnej do nazwania przeszłości. Jakże to było odmienne od znanych historii oraz od innych komiksów takich jak „Tytus, Romek i Atomek”, „Kapitan Żbik” czy seria z „Kapitanem Klossem”.
Tak czy inaczej, do dziś na wiele kwestii patrzę chyba oczami Jerzego Christy. Wydaje mi się, iż bez większego trudu udałoby się – w oparciu o jego prace – napisać kolejny traktat o „Życiu godziwym”. Naturalnie, wzorem mistrza polskiej filozofii, Tadeusza Kotarbińskiego.
Wiem o czym mówię, bo pisałem recenzje dwóch prac prof. Kotarbińskiego. Pierwszą była opasła, trzytomowa „Historia filozofii”, a druga – to zbiór esejów „Medytacje o życiu poczciwym”. W przypadku pierwszej recenzji, która sygnowałem swoim nazwiskiem, po raz pierwszy i zarazem ostatni w czasie studiów, świadomie wykorzystałem polityczne zaangażowanie swojego profesora. Krótko mówiąc, pisałem pod tzw. publiczkę… Praca druga powstała na zamówienie kolegi, co w cale takie godziwe nie było. Ale dzisiejszy felieton nie jest poświęcony moim studiom, ani tym bardziej historii filozofii.
Głównymi bohaterami Christy byli dwaj woje, a zatem sprawy wojenne często gościły na lamach jego komiksów. Do dziś nie mogę zapomnieć rysunków grafika zamieszczonych w zeszycie „Rozprawa z Dajmiechem”. Dajmiech to służalczy, a jednocześnie pełen wyniosłości i krnąbrnej zawiści, królewski sekretarz, który najwięcej uwagi poświęcał własnym korzyściom. Bardzo go oburzyło kiedy w trakcie swojej wizytacji odkrył, iż książę Mirmił nie prowadził żadnej wojny ze swoimi sąsiadami – plemieniem Omsów. Oczywiście, ponaglany przez Dajmiecha Mirmił napadł na nich i wyprężony na baczność zameldował królewskiemu sekretarzowi: „Plan bitew z Omsami wykonany!” Po czym runął na twarz, a leżąc pobity ostatkiem słów wyszeptał: „Połowa księstwa utracona…”
Te słowa przypominam sobie zawsze, kiedy ktoś pieje z zachwytu nad osiągnięciami warszawskich powstańców obraz ich prowodyrów. Tak, oni swój plan wykonali, ale ta utracona połowa księstwa…
Christa kojarzy mi się jeszcze z jedną wojskową historią. Kiedy Kajko i Kokosz zwycięsko zakończyli kolejną porcję swoich przygód, leniwie rozsiedli się na leżakach i zaczęli narzekać na nudny los, który niebawem miał ich czekać.
– I co teraz będziemy robić? – zapytał jeden. Drugi, po chwili namysłu, odpowiedział: – Nic. Będziemy pełnić zaszczytną funkcję wojów
I tego życzę wszystkim polskim żołnierzom w dniu ich święta. Niech czas waszej służby minie na nudnym nic nie robieniu. My wszyscy, nie tylko czytelnicy „Gazety Trybunalskiej”, też nie będziemy mieli nic przeciwko temu.
→ Tomasz Miller
15.08.2026
• grafika tytułowa: fragment komiksu Jerzego Christy
• więcej tekstów autora: > tutaj









