Obrona pracy doktorskiej bardzo rzadko staje się tematem debaty publicznej, chociaż pierwszy etap obrony jest otwarty, czyli publiczny. Od każdej reguły istnieją jednak wyjątki i dlatego w historii III RP dwukrotnie stało się tak, iż obrona pracy naukowej wywołała szeroką dyskusję na forum publicznym. Pierwszy na listę wpisał się Marek Migalski, który wprawdzie doktorat obronił, bez większych problemów, ale o habilitację walczył 18 lat. Udało mu się to dopiero po zmianie kolorów politycznych i „odkupieniu win” za działalność w strukturach Prawa i Sprawiedliwości.
Drugi przypadek dotyczy Jakuba Wiecha i jeżeli uznać, iż wszystko jest polityką, to i tutaj występuje wyraźny kontekst polityczny, aczkolwiek pośredniego zaangażowania i legitymacji partyjnej zabrakło. Jakub Wiech z wykształcenia jest prawnikiem bez aplikacji (adwokat, radca, sędzia, prokurator), ale nie w tej dyscyplinie przez wiele lat próbował uchodzić za eksperta. Hobby influencera to połączenie energetyki, bezpieczeństwa i ochrony klimatu, za który „w 100%” odpowiada człowiek”. I to właśnie hobby, a nie wykształcenie było inspiracją dla Jakuba Wiecha, co z formalnego punktu widzenia nie stanowi żadnej przeszkody. Warunkiem przystąpienia do przewodu doktorskiego jest tytuł magistra, natomiast sama praca nie musi korelować z wykształceniem, niemniej jednak nie zdarza się to zbyt często.
Jakub Wiech postanowił sobie i przede wszystkim krytykom udowodnić, iż medialny tytuł eksperta w dziedzinach, które nie mają nic wspólnego z jego wykształceniem, ma podstawy naukowe. „Wpływ instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004–2019”, z takim ambitnym projektem ruszył aplikant do boju i wszystko szło w miarę dobrze, promotor był zadowolony, dwóch recenzentów złożyło swoje podpisy pod pozytywną oceną, ale wtedy pojawił się dr Tomasz Swaczyna Prezes Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych, wpisany na listę biegłych sądowych i nie zostawił suchej nitki na rozprawie influencera-lobbysty. Na nieszczęście Jakuba Wiecha komentarz opublikowany na portalu X był pozbawiony jakichkolwiek odniesień do polityki, czy ideologii, ale precyzyjnie punktował wszystkie braki, jak również pozostawiał wiele wątpliwości, co do autorstwa poszczególnych fragmentów pracy.
Merytoryczna krytyka dr Tomasza Swaczyny wywołała spore zamieszanie, nie tylko na portalu X, jednak zwykle wygadany Jakub Wiech milczał jak skała. W końcu musiał milczenie przerwać, bo wczoraj odbyła się publiczna część obrony pracy, ale finał nie jest korzystny dla aplikanta, o czym sam poinformował.
Mili Państwo, dziś broniłem swojej pracy doktorskiej.
Końcowe głosowanie komisji przebiegło tak: 3 głosy za, 3 głosy przeciw, 4 głosy wstrzymujące się.
Mógłbym wobec tego apelować do Rady Dyscypliny, do której należy teraz decyzja w sprawie nadania stopnia doktora czy też… pic.twitter.com/JdZ2r0Clo5
— Jakub Wiech (@jakubwiech) September 21, 2026
Łatwo się domyślić, iż „Internet zapłonął” i zdecydowanie więcej osób wyrażało satysfakcję po kompromitującej porażce Jakuba Wiecha niż współczucie. Jakub Wiech solidnie zapracował na taką reakcję, swoim irytującym kaznodziejskim tonem wypowiedzi, wynoszeniem się na piedestał eksperta wszechwiedzącego, serią kuriozalnych „pozwów” i „aktów oskarżenia”, ale największy sprzeciw budził chyba fakt, iż niedoszły doktor doskonale potrafił się poruszać w „lepszym towarzystwie” i był pod pełną ochroną tegoż. Gdyby nie upubliczniona krytyka dr Tomasza Swaczyny, dziś Jakub Wiech prawdopodobnie byłby panem doktorem w dyscyplinie, o której ma blade pojęcie, a to już świadczy nie tylko o kondycji influencera, ale sporej części środowiska naukowego.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!




