ŻONA Z PRAWIDZIWEGO ZDARZENIA
Jak ci się udaje tyle lat żyć z tą samą żoną? Jaka tu tkwi tajemnica? za każdym razem, gdy przychodził do mnie mój brat, to zadawał te pytania.
Miłość i ogromna cierpliwość. Cały sekret właśnie w tym zawsze odpowiadałem mu tak samo.
Ten przepis zupełnie nie dla mnie. Ja kocham wszystkie kobiety. Każda to dla mnie zagadka. Nie zamierzam mieszkać z książką, którą już przeczytałem śmiał się brat.
Młodszy brat, Paweł, ożenił się mając osiemnaście lat. Jego żona była od niego o dziesięć lat starsza. Urocza dziewczyna, Danuta, zakochała się w Pawle bez pamięci. Paweł natomiast tylko się nią trochę pobawił.
Danuta na stałe zamieszkała w domu Pawła, gdzie wraz z nimi było jeszcze siedmioro krewnych. Urodziła im syna, Maćka, i uwierzyła, iż złapała szczęście za nogi. Młodej rodzinie przypadł w udziale malutki pokój.
Danuta miała niezwykłą kolekcję porcelanowych figurek, które kochała i strzegła jak oka w głowie. Składała się z dziesięciu unikatowych egzemplarzy. Ustawiła je w honorowym miejscu na starym kredensie. Cała nasza rodzina doskonale wiedziała, ile te kruche cacka dla niej znaczą. Danuta codziennie przechodziła koło komody, podziwiała figurki, nieraz z czułością je dotykając.
W tamtym czasie sam dopiero planowałem rodzinę, przyglądałem się młodym kandydatkom, szukając tej jedynej, z którą chciałbym spędzić resztę życia. Udało mi się z moją żoną jestem już ponad pół wieku.
Paweł spędził z Danutą dziesięć lat. Ona nie miała się czym pochwalić w tym małżeństwie. Starała się być dobrą żoną, kochała męża całym sercem, dbała o syna. Była posłuszna, cicha i ugodowa. Czego Pawłowi brakowało?
W pewien wieczór mój brat wrócił do domu podchmielony. Coś mu się nie spodobało w wyglądzie lub zachowaniu Danuty. Zaczął ją zaczepiać, żartować szorstko i łapać za ręce. Danuta, widząc zbliżającą się awanturę, postanowiła w milczeniu wyjść z pokoju z Maćkiem na dwór. Nagle rozległ się potworny huk. Od razu wiedziała to jej ukochane figurki się rozbiły. Wpadła do pokoju i aż nie uwierzyła własnym oczom.
Wszystkie jej porcelanowe skarby leżały na ziemi, roztrzaskane na kawałki. Ocalała tylko jedna figurka. Danuta podniosła ją delikatnie, ucałowała. choćby słowa nie powiedziała do męża-barbarzyńcy. W jej oczach zagościły łzy.
Od tamtej pory pojawił się między nimi mur. Czułem, iż Danuta zamknęła swoją duszę przed całą rodziną. przez cały czas wywiązywała się ze swoich obowiązków była dobrą żoną i gospodynią, ale robiła to bez serca, jakby z musu.
Paweł zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka. Wkoło niego zaczęły krążyć podejrzane kobiety i szemrane towarzystwo. Danuta przeczuwała, co się dzieje, ale zamknęła się w sobie, stała się wycofana i zagubiona. Paweł zaczął zaniedbywać rodzinę i prawie znikał z domu. Po pewnym czasie Danuta zrozumiała, iż nie da się gonić za wiatrem po polach i ostatecznie rozwiedli się spokojnie, bez awantur i krzyków. Razem z synem przeniosła się do rodzinnego Krakowa. Na komodzie została samotna figurka Danuta zostawiła ją na pamiątkę po sobie.
Paweł nie popadł w żadne żale ani samotność. Jego życie zamieniło się w ciąg niekończących się przygód i rozrywek bez żadnych zahamowań. Łatwo wchodził w nowe związki, jeszcze łatwiej je kończył. Trzy razy żonaty, trzy razy rozwiedziony. Upijał się często do nieprzytomności. Mimo to pracował na uniwersytecie jako uznany ekonomista. Często zapraszano go na konsultacje do innych miast, a choćby napisał podręcznik ekonomii ze swoim nazwiskiem na okładce. Wszyscy wróżyli mu świetlaną przyszłość, ale alkohol i chaotyczne życie wszystko przekreśliły.
W pewnym momencie rodzina uznała, iż Paweł trochę się uspokoił. Odetchnęliśmy. Zdecydował się znów ożenić tym razem z olśniewającą kobietą. Zostaliśmy zaproszeni na skromne wesele. Wybranka miała siedemnastoletniego syna i już na pierwszy rzut oka było widać, iż Paweł z pasierbem nigdy się nie dogadają.
Byli sobie całkiem obcy. Paweł zlekceważył ten fakt. Nie rozumiał, iż żeni się z kobietą z bagażem, z którym będzie musiał się liczyć. Ostatecznie to pasierb stał się przyczyną rozwodu po pięciu latach doszło do poważnego konfliktu, obaj prawie skoczyli sobie do gardeł.
Potem w otoczeniu Pawła pojawiały się kolejne znajome Edyta, Zuzanna, Lidia Wszystkie kochał, uwielbiał, z każdą planował przeżyć życie.
Ale życie miało własny plan. Paweł w wieku pięćdziesięciu trzech lat ciężko zachorował. Wtedy już przy nim nie było żadnej z kobiet. Wszystkie zniknęły bez śladu. Do końca opiekowałem się nim ja wraz z siostrami.
Szymon, pod łóżkiem mam walizkę. Podaj mi ją ciężko było mu mówić i się poruszać.
Zajrzałem pod łóżko, wyciągnąłem zakurzoną walizkę. Otworzyłem i aż stanąłem jak wryty. Cała walizka była wypełniona porcelanowymi figurkami, każda owinięta miękką serwetką, żeby nie uszkodzić tej delikatnej kolekcji.
Patrz, zbierałem to dla mojej Danusi. Nigdy nie mogłem zapomnieć jej milczącej nagany, kiedy zobaczyła roztrzaskaną kolekcję. Oj, namęczyła się przy mnie, żona moja Pamiętasz, jak jeździłem po całej Polsce w delegacje? Kupowałem figurki wszędzie, gdzie się dało. Walizka ma podwójne dno. Wyjmij stamtąd pieniądze. To całe moje oszczędności. Oddaj je mojej pierwszej żonie. Niech mi wybaczy. I tak już się nie spotkamy, Szymon. Przysięgnij, iż wszystko oddasz Danusie Paweł odwrócił się do ściany.
Dobrze, Pawle, wszystko zrobię głos mi się załamał, bo wiedziałem, iż brat odchodzi na zawsze.
Pod poduszką znajdziesz kopertę z adresem Danusi Paweł już więcej nie spojrzał mi w oczy. Nie był w stanie.
Danuta mieszkała przez cały czas w swoim rodzinnym Krakowie. Maciek chorował na jakąś tajemniczą chorobę. Lekarze rozkładali ręce i mówili, żeby spróbować leczenia za granicą, może we Francji lub Niemczech. Dowiedziałem się o tym z listu Danuty, który leżał pod poduszką Pawła. Okazało się, iż pomimo wszystko, Danuta utrzymywała z Pawłem kontakt, ale tylko listowny. Zawsze pisała ona, Paweł nie odpisywał.
Gdy pochowaliśmy brata, przygotowałem się do drogi musiałem spełnić jego ostatnią prośbę.
Spotkałem się z Danutą na małej stacyjce pod Krakowem. Ucieszyła się na mój widok, rzuciła mi się na szyję:
Och, Szymon, jesteście z Pawłem jak dwie krople wody!
Wręczyłem jej walizkę i poprosiłem o wybaczenie w imieniu brata:
Danusiu, wybacz swojemu niepokornemu mężowi. To dla ciebie. Tam są pieniądze i coś jeszcze od Pawła. Zobaczysz w domu. Byłaś dla Pawła prawdziwą żoną. Pamiętaj o tym.
Rozstaliśmy się na zawsze. Dostałem od niej potem tylko jeden list.
Szymonie, dziękuję tobie i Pawłowi za wszystko. Jestem wdzięczna Bogu, iż Paweł pojawił się w moim życiu. Figurki razem z Maćkiem korzystnie sprzedaliśmy trafił się prawdziwy koneser. Nie mogłam patrzeć spokojnie na te pamiątki, każda była przypomnieniem mojego ukochanego Pawła. Szkoda, iż tak wcześnie odszedł. Dzięki uzyskanym pieniądzom wyjechaliśmy do Kanady zaprosiła mnie siostra. Nic już mnie tu nie trzymało. Została tylko nadzieja iż Paweł jeszcze kiedyś mnie wezwie. Nie wezwał Ale jestem szczęśliwa, iż byłam dla niego tą jedyną żoną. To znaczy, iż nie zgasła w nim do mnie całkiem miłość. A Maćkowi tu bardzo się podoba, czuje się dużo lepiej. Żegnaj.
Adresu zwrotnego nie podałaMinęło kilka lat. Czasem wieczorami, siedząc z żoną na ganku, wspominałem Pawła i Danutę tych dwoje, którzy choć przez chwilę byli szczęśliwi razem, a potem przez całe życie nieśli w sercach odłamki wspólnych dni. Zastanawiałem się, czy szczęście to sztuka trwania przy sobie mimo ran i win, czy też odwaga, by odejść i umieć wybaczyć.
Gdy patrzyłem na swoje małżeństwo, czułem wdzięczność za drobne gesty uśmiech, czułe słowo, podany kubek herbaty. Zrozumiałem, jak łatwo roztrzaskać coś kruchego. Raz zniszczone, nie daje się już skleić, choćby się godzinami zbierało wszystkie kawałki. Ale też, iż czasami ludzie potrafią zamknąć przeszłość w walizce, powierzyć ją komuś bliskiemu i odejść ze spokojem, nie oglądając się już za siebie.
Od tamtej pory inaczej patrzyłem na szczęście. Nie jak na skarb do strzeżenia, a jak na zbiór porcelanowych figurek każda osobna, każda inna, każdą można nieopatrznie strącić, ale jeżeli ma się szczęście, przetrwa choć jedna. I to ona staje się prawdziwą pamiątką miłości, choćby jeżeli reszta odchodzi w pamięć.
Wieczorami często myślałem o tamtej jednej, ocalałej figurce na krakowskim kredensie. Być może właśnie ona najdłużej przechowywała w sobie ciepło dawnych dni a potem, wystawiona na świat, dała komuś nową radość. Bo przecież choćby rozbite rzeczy mają w sobie ślad piękna.
A miłość, ta prawdziwa, choć czasem cicha i wycofana, zostawia ślad, którego nie zniszczy żaden upadek. choćby jeżeli wszystko inne zniknie zostaje pamięć i wdzięczność. I wtedy można spokojnie zamknąć walizkę, wiedząc, iż to, co najważniejsze, nigdy nie zostało zapomniane.












