Żółtaczka

filmweb.pl 5 dni temu
Zdjęcie: plakat


Sześcioletni Calvin i jego pluszowy tygrys Hobbes siedzą przy stole. Ten pierwszy pisze coś na kartce i mówi: "Kiedyś nienawidziłem zadań pisemnych, ale teraz sprawiają mi przyjemność. Zdałem sobie sprawę, iż sens pisania tkwi w owijaniu słabych pomysłów w bawełnę, maskowaniu słabego rozumowania i ograniczaniu przejrzystości. Przy odrobinie praktyki pisanie może stać się onieśmielającą, nieprzepuszczalną mgłą!" Hobbes dostaje od Calvina gotową kartkę z tekstem. Zaczyna czytać: "Dynamika wzajemnego bytu i imperatywy monologiczne w Dicku i Jane: badanie transrelacyjnych tożsamości płciowych." Akademio, nadchodzę.
Dla gwoli ścisłości, Dick i Jane opisywani przez Calvina nie są Dickiem i Jane z filmu Teda Kotcheffa. Są to Dick i Jane z czytanek dla dzieci publikowanych na początku lat 30. – dzieci białych Amerykanów z klasy średniej, które Theodora Geisela i George'a R.R. Martina przyprawiały o mdłości. Ich idealny, fotogeniczny świat przytłaczał sterylnością, ograniczając wszelkie możliwe zgrzyty i tarcia do pieska kradnącego pluszowego misia. Przy nich nasz swojski robaczek z "Entliczka-pentliczka" wygląda jak pomnik psychologicznej głębi; ba, portret mięsożernego Syzyfa gnębionego wszechobecnymi jabłkami...

Renate Reinsve
  • A24

Takimi Dickiem i Jane w "Backrooms" są Clark (Chiwetel Ejiofor) i Mary (Renate Reinsve). Ten pierwszy jest smutnym mężczyzną, który chciał zostać architektem, a okazał się zapijaczonym, zostawionym przez żonę sprzedawcą meblościanek z dykty. Ta druga jest smutną kobietą, która zarabia na życie jako terapeutka, a sama nie może przepracować traumy z dzieciństwa i żałoby po odebraniu jej matki przez demencję. Psychologia obu postaci jest na tyle głęboka (płytka?), by uwarunkować ich położenie w świecie filmu. Zapalnikiem wszelkich tarć i zgrzytów są zaś... tytułowe Zaplecza.

A czym są owe Zaplecza? Zdaniem anonima z 4chana, są to "około sześćset milionów mil kwadratowych losowo podzielonych pustych pomieszczeń, w których można zostać uwięzionym." Jarzeniówki. Wilgoć. "Coś". Bla bla bla. Cały wątek z /x/ (Paranormal) zainspirował młodego Kane'a Parsonsa do sprawdzenia swoich umiejętności Blendera w praktyce i nakręcenia własnej krótkometrażówki. Ta w mgnieniu oka stała się viralem i zapisała koncept w zeitgeist pokolenia Z. Dwadzieścia pięć krótkometrażówek później ktoś zapukał mu do drzwi z propozycją przekształcenia całego uniwersum w pełnokrwisty horror. Kane przyjął ofertę, ale postawił warunek, iż ów film będzie mógł wyreżyserować. A miał zaledwie 20 lat!

Kane Parsons, Chiwetel Ejiofor
  • Asterios Moutsokapas

No i oto jest. "Backrooms," kolejny z lawiny filmów nakręconych przez młodych adeptów sztuki filmowej, którzy z TikToka i YouTube'a wyszli na wielkie ekrany. Jednocześnie jest to film fundamentalnie przywiązany do swojego współdzielonego dziedzictwa, jako iż Zaplecza to tzw. "fikcja zbiorowa", tworzona i rozwijana przez oddaną bazę entuzjastów. Wraz z przekształceniem się fandomów w przestrzenie społeczne, do zabawy dołączyło mnóstwo gapiów przedstawiających swoje własne interpretacje pierwotnego motywu, często skręcając w bardziej... "abstrakcyjne" tony, niż klasyczny format labiryntu z Minotaurem w środku.

Filmowe Zaplecza są, podobnie jak Zaplecza z krótkometrażówek Kane'a, doświadczeniem stricte estetycznym. W tym bezkresnym Królestwie Słomkowym zderzają się zarówno Ballardowski brutalizm miotający czczących go fetyszystów o skały, jak i Lynchowski oniryzm polujący na niczego nieświadomych everymanów. Horror Zaplecz to jednak nie tylko same Zaplecza. Rzeczywistość w którym przyszło narodzić się naszym bohaterom chętnie nawiązuje do Gilliamowskiej miłości do wypaczania absurdów świata ery post-przemysłowej. Przestrzenie są pełne niewykorzystanej, czyściutkiej przestrzeni, jak i gruzowisk pleśniejącego betonu. Świetnie to kontrastuje z niepokojącą pustką sklepu sieci Cthulhu Meble, w której ślad po drugiej myślącej istocie bywa bardziej przerażający, niż adekwatna egzystencja "czegoś-tam-jeszcze".

Chiwetel Ejiofor
  • A24

Wszystko fajnie, prawda? Tylko iż gdy film wygląda "fajnie", człowiek zaczyna się obawiać, iż wszystko to jest zasłoną dymną rozpyloną w celu zakrycia braku głębszej wartości. Pozwólcie, iż wrócę na chwilę do naszego Dicka i Jane, jako iż chemia Ejiofor-Reinsve-Zaplecza zajmująca tu większość czasu ekranowego jest autentycznie angażująca. To nie jest kolejne found footage, w którym nieszczęsna ofiara z kamerą gubi się w gąszczu korytarzy i śmiga przed "czymś" chcącym pożreć mu cztery litery. Fakt, w filmie pojawiają się wstawki w stylu "Blair Witch Project", pojawia się cały wątek Async Research Institute, a choćby pojawia się kilka "czymsiów" (tzn. "Bytów", ale mniejsza o to), które mają smaka na ziemskiego flaka. W większości przypadków stanowią one jednak fundamenty późniejszych puent sfokusowanych na naszych bohaterach, ich fiksacjach i ich zgubnych skutkach.

Wszystko to prowadzi do bardzo zabawnego paradoksu. Parsons usadowił filmowe "Backrooms" w uniwersum ze swoich YouTube'owych krótkometrażowek, bezpośrednio odnosząc się do stylu i formatu, dzięki którym stały się viralem i zrewolucjonizowały analogową grozę. Tymczasem wszystko, co spaja te odniesienia w całość i dodaje im narracyjnej wartości, stanowi zlepek zapożyczeń stylów i formatów filmów, które kinowy horror zrewolucjonizowały już dłuższą chwilę temu. "Babadook". "Coś za mną chodzi". "Anihilacja". Choć budujące je części wprawiają w ruch również i "Backrooms", trudno oprzeć się wrażeniu, iż film Kane'a samoczynnie zdejmuje nogę z gazu, aby zachować przystępność i formalny charakter.

Renate Reinsve
  • A24

Osobiście nie marudzę. Choć odhaczanie wszystkich elementów składających się na zleżałe już "prawdziwym horrorem jest tu dramat naszych postaci" nieco boli, ukojenie znajduję w czymś zupełnie innym. Jak na kogoś, kto ma zerowe doświadczenie w kręceniu materiału dłuższego niż 45 minut, Parsons spisał się wzorowo. Ba. Poziom profesjonalizmu, z jakim poprowadzony jest cały film, tworzące go postacie i sceny, mogę porównać do Sama Raimiego kręcącego "Martwe zło" pod koniec lat 70.

To nie jest też kolejny dozownik pustego fanserwisu w stylu "Pięciu koszmarnych nocy". Żyjemy w świecie pełnym widzów uznających się za certyfikowanych znawców lore Zaplecz, więc marudzenie nad tym, iż Clark i Mary nie uciekali przed Bytem #2137 wyglądającym jak demoniczny klaun i żyjącym w dziecięcym baseniku z kulkami na poziomie 420, jest miodem na moje serce. Film Kane'a jest napisany, nakręcony i zmontowany jak prawdziwy film, który da się oglądać bez hiperznajomości materiału źródłowego lub jego pochodnych. I chwała mu za to.
Idź do oryginalnego materiału