Zmarła Bożena Dykiel. Temperament, energia, talent komediowy – miała to wszystko

polityka.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Cezary Pecold / Forum


Ceniona i kochana przez widzów aktorka zmarła w wieku 77 lat. Do ubiegłego roku pojawiała się w wielu domach jako Maria Zięba, postać, którą przez ponad dwie dekady grała w telenoweli „Na Wspólnej”. Do historii polskiego kina przeszła rolami Mady Müller, niezbyt mądrej, ale poczciwej córki łódzkiego fabrykanta, zakochanej w Borowieckim. Do historii telewizji – choćby jako Miećka, żona demonicznego dozorcy Anioła w serialu „Alternatywy 4” w reż. Stanisława Barei czy Halina w „Domu” w reż. Jana Łomnickiego. A do historii teatru wjechała na motocyklu Honda w stroju inspirowanym komiksowo-filmową Barbarellą w hitowej „Balladynie” wyreżyserowanej przez Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Narodowym w 1974 r.

Temperament, energia i talent komediowy – te cechy pierwsze przychodzą do głowy na hasło „Bożena Dykiel”. Ceniona i kochana przez widzów aktorka zmarła w wieku 77 lat. Do ubiegłego roku pojawiała się w wielu domach jako Maria Zięba, postać, którą przez ponad dwie dekady grała w telenoweli „Na Wspólnej”. Ma też na koncie własny program kulinarny w Polsacie. Urodziła się w 1948 r. w Grabowie w województwie podlaskim, wychowywała w Warszawie, gdzie w 1971 skończyła szkołę teatralną. Żartowała, iż o wyborze studiów aktorskich zdecydowało to, iż zawsze mówiła „głośno i wyraźnie”.

Czytaj też: Brigitte Bardot: legenda, zjawisko totalne i złożone. Jej odejście zamyka pewną epokę

Bożena Dykiel: kariera teatralna

Przez dwa lata była związana ze Studenckim Teatrem Satyryków, a od 1972 do 1985 r. z Teatrem Narodowym rządzonym przez Adama Hanuszkiewicza. Występowała w spektaklach reżyserowanych przez dyrektora, stając się poniekąd twarzą jego teatru – autorskich, nasyconych ówczesną popkulturą, wyzywających odczytań klasyki – i schodząc ze sceny Narodowego wraz z nim, gdy w 1982 r. w czasie stanu wojennego stracił zaufanie władz i został zmuszony do złożenia dymisji. Zanim zagrała motocyklową Goplanę, była Muzą w jego „Beniowskim” Słowackiego (1971), Julią w „Trzy po trzy” Fredry (1973), Heleną w „Wacława dziejach” Stefana Garczyńskiego, potem wystąpiła też w „Dziadach”, a w 1982 r. zagrała Telimenę w „Panu Tadeuszu”.

W Narodowym grała także w „Pluskwie” Majakowskiego w reż. Konrada Swinarskiego czy w inscenizacjach Helmuta Kajzara z przełomu lat 70. i 80. Do teatru wróciła, występując gościnnie w warszawskiej Scenie Prezentacje w spektaklach jej założyciela Romualda Szejda, a z Hanuszkiewiczem spotkała się ponownie w 1991 r., gdy zagrała Ubicę (u boku Zdzisława Wardejna) w jego wystawieniu „Ubu Król, czyli Polacy. Improwizacje” według Alfreda Jarry’ego w Teatrze Nowym.

Po warunkach

Za to aż do początku XXI w. występowała w Teatrze Telewizji, a w kolejnych dwóch dekadach także w filmach i serialach. Przed kamerą czuła się zresztą najlepiej, kreacje w kinie i telewizji przyniosły jej rozpoznawalność i miłość widzów. Choć czasem w wywiadach narzekała, iż jest obsadzana po warunkach – w rolach prostych dziewuch ze wsi, energicznych blondynek z warkoczami i kształtnym ciałem.

Zadebiutowała na ekranie już w 1971 r. w „Uciec jak najbliżej”, pełnometrażowym debiucie Janusza Zaorskiego, u którego potem stworzy pamiętne kreacje, m.in. w „Awansie” według prozy Redlińskiego. Potem były role w filmowych komediach Andrzeja Kondratiuka, Marka Koterskiego i u Stanisława Barei (Anka, żona Michała w „Brunecie wieczorową porą”).

Ale wystąpiła też w kultowym „Znachorze” w reż. Jerzego Hoffmana. U Wajdy oprócz Mady zagrała Kasię w „Weselu”, której sama wymyśliła atrybuty: wódkę, kiełbasę, ogórek i chleb, oraz kadrową w „Człowieku z żelaza”. Ma też na koncie występy w melancholijnych obrazach Andrzeja Barańskiego i w futurystycznych filmach Piotra Szulkina. A męża Ryszarda Kirejczyka, z którym doczekała się dwóch córek i czworga wnuków, poznała w 1976 r. w Paryżu na planie polsko-japońskiego melodramatu „Ognie są jeszcze żywe”, gdzie był kierownikiem produkcji.

Idź do oryginalnego materiału